Miliony Polaków dostają "pod stołem" miliardy złotych. Ekspert był zaskoczony skalą zjawiska

W mikrofirmach co trzeci pracownik otrzymuje "pod stołem" cześć swojej wypłaty, w małych, średnich i dużych firmach co dziesiąty. Łącznie prawie półtora miliona Polaków dostaje w ten sposób część pieniędzy. Dr Jakub Sawulski z Polskiego Instytutu Ekonimicznego przyznawał, że nawet badacze byli zaskoczeni skalą tego zjawiska. - Trzeba pokazywać obywatelom, dlaczego płacenie podatków jest ważne - apelował w TOK FM.
Zobacz wideo

Eksperci związani z Polskim Instytutem Ekonomicznym przeprowadzili badanie, które pozwala oszacować skalę płacenia "pod stołem" przez polskich pracodawców. Jednym z autorów tego raportu jest dr Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w PIE, który był gościem TOK FM. - Zaskoczyła mnie skala tego zjawiska (...). 1,4 mln pracowników otrzymuje część wypłaty "pod stołem", to jest 12 proc. wszystkich osób zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę - przyznał ekspert. To oznacza, że co ósmy pracownik dostaje w ten sposób część swojej pensji, a w mikrofirmach aż co trzeci zatrudniony. 

 - W firmach małych, średnich i dużych to jest mniej więcej co dziesiąty. Różnica jest całkiem spora - zauważał dr Sawulski. Jak dodawał, 27 proc. wynagrodzeń wypłacanych w mikrofirmach to wypłaty "pod stołem", a w pozostałych firmach to tylko 4 proc. I wyjaśniał, że tak duża różnica wynika z dwóch głównych czynników. - W mikrofirmach mamy (...) po pierwsze inne bodźce, a po drugie jest po prostu łatwiej wypłacać "pod stołem" część wynagrodzenia. Mikrofirmy prowadzą działalność w różnych uproszczonych formach (...) i łatwiej takie wypłaty "pod stołem" chować - mówił. 

Jak stwierdził, chodzi również o to, że mikrofirmy są bardziej "pracochłonne", dlatego bardziej opłaca się ukrywać wynagrodzenia niż unikać innych podatków. Prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz zauważała też, że problem dotyczy szczególnie tych osób, które zarabiają najmniej. - Niewątpliwie często jest tak, że to jest po prostu wymóg stawiany przez pracodawcę, że on będzie wypłacał część wynagrodzenia "pod stołem", a osoby o niskich kwalifikacjach, czyli niskiej sile przetargowej na rynku pracy, po prostu na takie sytuacje muszą się godzić - przyznawał dr Sawulski. 

- Wiemy doskonale, i to także z naszego badania, tym razem już ankietowego, w których sektorach najczęściej płaci się "pod stołem". To jest handel, budownictwo, drobne usługi różnego rodzaju typu gastronomia, usługi kosmetyczne, fryzjerskie - wymieniał ekspert. Dodawał, że w porównaniu do pozostałych państw OECD Polska ma szósty najwyższy "klin podatkowy" na niskie wynagrodzenia, a na średnie i wysokie wynagrodzenia jest już umiarkowany. - Bez wątpienia to jest główna przyczyna płacenia "pod stołem", bo tak płaci się po to, żeby nie płacić tych podatków i składek - stwierdził. 

Dr Sawulski zastrzegał, że w raporcie nie rozstrzygano, ile wypłat "pod stołem" dokonuje się na życzenie pracownika, a ile na żądanie pracodawcy. Zauważał jednak, że sama chęć uniknięcia podatków i składek to niejedyna przyczyna tego zjawiska, ponieważ problemem jest również słabość takich państwowych instytucji jak Państwowa Inspekcja Pracy i "niska moralność podatkowa" Polaków. - Instytucje państwowe nie potrafią wyrobić w obywatelach (...) tej moralności podatkowej. Nad nią trzeba pracować, pokazywać obywatelom, dlaczego płacenie podatków jest ważne - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM