Rząd przyznaje: nasz kraj jednak z dykty. Obraz Polski ukryty w KPO

Polski system ochrony zdrowia niedomaga, grozi nam niebezpieczeństwo poważnego spowolnienia rozwoju, mamy nieprzejrzyste prawo i brakuje nam niezawisłości sądów, co doskwiera polskim przedsiębiorcom - to wnioski z Krajowego Planu Odbudowy, który rząd wysłał do Komisji Europejskiej.
Zobacz wideo

Krajowy Plan Odbudowy jest podstawą do wypłaty środków z unijnego Funduszu Odbudowy. W jego ramach Polska będzie miała do wykorzystania 58,1 mld euro, w tym: 23,9 mld bezzwrotnych dotacji i 34,2 mld w formie pożyczek. Każde państwo członkowskie opracowuje KPO we własnym zakresie. Dokument wyznacza cele związane z odbudową gospodarki po kryzysie wywołanym przez pandemię.

Polski rząd przyjął KPO 30 kwietnia, a 3 maja jego ostateczną wersję wysłał do Komisji Europejskiej. Wtedy też dowiedzieliśmy się, jaki obraz sytuacji społeczno-gospodarczej Polski się z niego wyłania i jak krytycznie rząd ocenia swoje działania.

System ochrony zdrowia niedomaga

W KPO rząd sprawozdaje Komisji Europejskiej, że system opieki zdrowotnej w Polsce w ostatnich latach przeszedł wiele reform. Ostatnia miała miejsce w październiku 2017 roku. Utworzono wtedy system Podstawowego Szpitalnego Zabezpieczenia (PSZ), zwany "siecią szpitali". Objął 600 z ponad 900 działających w kraju lecznic. Miał poprawić opiekę specjalistyczną nad pacjentami, zapewnić lepsze funkcjonowanie szpitali, skrócić czas oczekiwania pacjentów oraz zapewnić kompleksowe leczenie.

Jednak w dokumencie czytamy: "Cel ten został tylko częściowo osiągnięty". Gabinet Mateusza Morawieckiego przyznaje, że wyzwaniem dla pacjentów nadal pozostają długie kolejki do lekarzy-specjalistów. W 2018 roku średni czas oczekiwania na usługi specjalistyczne wynosił 3,4 miesiąca, przy czym na przyjęcie do endokrynologa trzeba było czekać już średnio 11 miesięcy, a do stomatologa 8,5 miesiąca. Problem ten jeszcze bardziej się zaostrzył w czasie pandemii COVID-19.

Jak twierdzi rząd, system ochrony zdrowia niedomaga m.in. ze względu na brak lekarzy specjalistów, starzenie się kadry, stan infrastruktury podmiotów leczniczych i braki nowoczesnego sprzętu diagnostycznego. Ponadto "wskaźnik liczby łóżek opieki długoterminowej na tle państw OECD w przypadku Polski jest jednym z najniższych" - punktuje siebie rząd.

Niebezpieczeństwo spowolnienia rozwoju

Gabinet premiera Morawieckiego przyznaje, że w wyniku pandemii pojawiło się niebezpieczeństwo poważnego spowolnienia rozwoju Polski, ale zjawiska, które do tego zagrożenia doprowadziły, nie są spowodowane tylko pandemią. "Należy widzieć [je – przyp. TOK FM] na tle innych słabości strukturalnych polskiej gospodarki, które wpływają negatywnie na poziom konkurencyjności i produktywności, a pośrednio w dłuższym okresie decydują o perspektywach wzrostu poziomu i jakości życia mieszkańców" - bije się w piersi rząd.

Chodzi o takie słabości gospodarki jak: obciążenia systemu finansów publicznych zabezpieczeniami społecznymi, stosunkowo niski poziom wykorzystania rodzimych zasobów pracy i niski popyt

Kolejne zaniedbania także tego rządu, które wpływają na spowolnienie rozwoju Polski, to: "duża energochłonność gospodarki, zależność od paliw kopalnych, zagrożenia środowiskowe, luka infrastrukturalna w zakresie infrastruktury transportowej, energetycznej i cyfrowej, niski poziom inwestycji przedsiębiorstw prywatnych, zróżnicowanie terytorialne dostępu do podstawowych usług publicznych oraz dobrej jakości pracy" - czytamy.

Jednym z kluczowych czynników dla rozwoju polskiej gospodarki jest jej innowacyjność. Ale i tutaj rząd premiera Morawieckiego nie miał się czym pochwalić Komisji Europejskiej. Poziom innowacyjności, pomimo wzrostu nakładów na nią w ostatnich latach, mieści się poniżej średniej unijnej. Rząd tłumaczy, że jest to związane z takimi zjawiskami jak: "struktura gospodarcza, niski poziom wykorzystania rozwiązań cyfrowych i nasycenia robotami, czy też słabość systemu współpracy uczelni, sektora prywatnego i administracji, przy tworzeniu i wdrażaniu przełomowych technologii".

Pod względem robotyzacji Polska pozostaje daleko w tyle i jest znacznie poniżej średniej europejskiej - 46 robotów na 10 000 pracowników zatrudnionych w przemyśle, a średnia europejska to 114 robotów.

Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa nie doganiają też europejskich konkurentów w zakresie cyfryzacji i wprowadzenia nowych technologii. Aż 60 proc. przedsiębiorstw charakteryzuje się bardzo niskim poziomem cyfryzacji, a w Unii to tylko 39 proc. Jedynie co dziesiąte nasze przedsiębiorstwo jest w wysokim stopniu ucyfrowione, podczas gdy w UE co czwarte.

Zamiast aut elektrycznych przestarzały tabor

W 2016 roku premier Morawiecki zapowiedział, że do 2025 roku na polskich drogach ma pojawić się milion aut elektrycznych. Jednak KPO pokazuje, że realizacja tego planu postępuje ślamazarnie: "Łączna liczba wszystkich zarejestrowanych dotąd samochodów elektrycznych wciąż jest bardzo niewielka i na koniec 2020 r. wyniosła około 10 tys. Niewystarczająca jest także liczba ogólnodostępnych stacji ładowania (1 410 na koniec stycznia 2021 r.)".

Z dokumentu wysłanego do Komisji Europejskiej dowiadujemy się również, że w Polsce średni wiek pasażerskiego taboru kolejowego przekracza 30 lat. Stan techniczny 25 proc. linii kolejowych klasyfikowana nadal jest w kategorii niższej niż "dobra".

Ten stan infrastruktury, a także ograniczenia przepustowości i przedłużające się remonty linii kolejowych, które prowadzą do częstych zakłóceń ruchu i ograniczeń szybkości – jak przyznaje rząd – negatywnie wpływa na konkurencyjność kolejowych przewozów towarowych i pasażerskich. Ten ostatni "w przypadku większości połączeń nie jest atrakcyjną alternatywą dla prywatnych samochodów ze względu na niską częstotliwość przejazdów, niewystarczający komfort podróży oraz ww. zakłócenia ruchu" - oceniają rządzący.

Nieprzejrzyste prawo i brak niezawisłości sądów

Gabinet Mateusza Morawieckiego przytacza w KPO stanowisko właścicieli polskich firm, choć używa przy tym bardzo delikatnego języka: "W opinii rodzimych przedsiębiorców warunki prowadzenia działalności gospodarczej nie są w dalszym ciągu optymalne".

Podobnie delikatnych sformułowań rząd używa, gdy opisuje jakość polskiego systemu prawnego oraz jakość rządzenia, które mają wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw. W KPO zauważa, że "według danych UE Polska ma pole do usprawnień w tej sferze". Bo – jak dodaje kilka zdań dalej - "istotną kwestią w otoczeniu przedsiębiorstw jest również sprawność, niezawodność, rzetelność i niezawisłość systemu sądownictwa oraz niezależność i sprawność działania instytucji regulacyjnych, zapewniających rzetelną konkurencję rynkową".

W końcu rząd dostrzega też jedną z głównych bolączek polskich przedsiębiorców, jaką jest brak przewidywalności i przejrzystości procesu legislacyjnego. Po czym przechodzi do wniosków: "Zatem, nadal jako duży problem postrzegana jest, pomimo istnienia podstaw prawnych, niedoskonałość systemu konsultacji społecznych ustaw i innych aktów prawnych (w tym także związanych z zagospodarowaniem przestrzennym)".

Niekorzystne zmiany demograficzne

Rząd przytacza dane Eurostatu, z których wynika, że w ciągu najbliżej dekady populacja Polski zmniejszy się o prawie milion osób, a ten trend utrzyma się w kolejnych dekadach. Będzie coraz więcej starszych osób przy dość niewielkim wzroście urodzeń.

Politycy PiS przyznają w ten sposób pośrednio, że mimo programów socjalnych jak 500+, które miały także zahamować niekorzystny trend demograficzny, nie udało się powstrzymać procesu starzenia się naszego społeczeństwa. A ten stale postępuje. Od 2013 roku w Polsce rodzi się mniej osób niż umiera. W 2020 roku przyszło na świat jedynie 355 tys. dzieci, a zmarło aż 477 tys. osób.

Niekorzystne zmiany demograficzne będą wpływały na finanse publiczne, ubezpieczenia społeczne, edukację, system ochrony zdrowia, usługi opieki długoterminowej, innowacyjność, a przede wszystkim na rynek pracy. W kontekście tego ostatniego rząd też ma sobie co zarzucić i robi to w KPO:

"Wyzwaniem jest niewystarczające dostosowanie instrumentów polityki rynku pracy do wspierania tych grup, które znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji na rynku pracy (osoby młode, kobiety, osoby z niepełnosprawnościami, osoby z niskimi kwalifikacjami, osoby pozostające rolnictwie z uwagi na brak alternatywnych form zatrudnienia oraz osoby starsze)" - czytamy.

DOSTĘP PREMIUM