Dlaczego prezes PKO BP musiał odejść? W otoczeniu rządu mówi się, że to część "większego planu"

"Trudno wierzyć w przypadki" - tak gościnie Poranka TOK FM komentowały rezygnację prezesa PKO BP. Zbigniew Jagiełło kierował bankiem od wielu lat, choć - jak mówiła Agata Kondzińska - w Prawie i Sprawiedliwości "uważano go za ciało obce".
Zobacz wideo

Zbigniew Jagiełło bankowi PKO BP szefował od października 2009. O tym, że złożył rezygnację z funkcji prezesa, jak również ze składu zarządu banku, poinformowano we wtorek. Komunikat wywołał zaskoczenie. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", jeszcze w poniedziałek Jagiełło umawiał się na uroczystość wręczenia pucharu w piłkarskiej ekstraklasie, której PKO BP jest sponsorem tytularnym. "Odszedł bez wyjaśnień, zniknął. To jest sprawa między nim a premierem Morawieckim, który chronił go politycznie przez lata. Wszyscy są w ciężkim szoku" - czytamy w dzienniku. 

Komentatorki Poranka TOK FM wskazywały, że rezygnacja Jagiełły to "na pewno osłabienie środowiska premiera Mateusza Morawieckiego". Nie jest bowiem tajemnicą, że obaj panowie przyjaźnili się od lat.

- Zbigniew Jagiełło uniknął czystek kadrowych po zmianie władzy, choć był z nadania PO i w PiS uważano go za ciało obce. Ale Morawiecki obronił go na początku 2015 roku, kiedy zaczęły się rządy Zjednoczonej Prawicy. Powiedział, że do rządu nie wejdzie, jeśli Jagiełło odejdzie z banku - wspominała na antenie naszego radia Agata Kondzińska, dziennikarka "Wyborczej". 

Podkreśliła, że kadry polityczne od dawna chciały wymiany na stanowisku prezesa PKO BP. - Jagiełło kłuł w oczy aktyw pisowski. Kiedy Jarosław Kaczyński chciał budować dwie wieże, to partnerem dla niego był prezes innego banku - Michał Krupinski, który już rodowód ma bardziej "pisowski" i jest z tą partią związany od lat - nadmieniła dziennikarka. 

Przypomnijmy, Krupiński - zwany "złotym dzieckiem PiS" - był prezesem Banku Pekao SA. Zrezygnował z tej funkcji pod koniec 2019 roku. 

Prowadzący audycję red. Maciej Głogowski zauważył, że w komunikacie dotyczącym rezygnacji Jagiełły nie podano przyczyn odejścia prezesa. Jednak jak mówiła prof. Anna Pacześniak, "trudno wierzyć w przypadki". Jej zdaniem zmiany w PKO BP mogą być elementem szerszej gry politycznej i "przeciągania liny" w obozie rządzącym. Przypomniała, że lada dzień ogłoszony ma zostać Nowy Ład PiS, którego twarzą jest Morawiecki. Trwa też dyskusja o Krajowym Planie Odbudowy i o tym, kto będzie decydował o rozdzielaniu unijnych środków. - Partia rządząca będzie potrzebować osób godnych zaufania na poziomie 110 procent, a jak rozumiem, dotychczasowy prezes PKO BP takiej gwarancji nie dawał - powiedziała politolożka.  

Red. Kondzińska wskazała, że komentarze w Prawie i Sprawiedliwości na temat odejścia Jagiełły są różne. Przypomniała o akcji szczepień przeciwko koronawirusowi wśród pracowników banku (głównie kadry zarządzającej) i ich rodzin, o której "GW" informowała dwa tygodnie temu. - Płyną nieoficjalne informacje, że przeciwnicy premiera wykorzystali tę akcję, żeby znaleźć jakiś pretekst do odwołania prezesa - mówiła. - Kiedy się z kolei rozmawia z politykami z otoczenia rządu i premiera, to mówią, że odejście Jagiełły to jakiś "większy plan", zgodnie z którym musiał po prostu odejść. Ale z drugiej strony nikt nie umie wskazać, na czym ten plan miałby polegać - dziwiła się dziennikarka.

"Wyborcza" podaje, że decyzja o dymisji Jagiełły zapadła dwa tygodnie temu i osobiście miał o nią poprosić premier Morawiecki, który "nie chroni już przyjaciela". 

DOSTĘP PREMIUM