Gdzie zaczyna się klasa średnia? Zaskakujące wyliczenia wiceministra. "We Francji to minimum socjalne"

Według wiceministra finansów Piotra Patkowskiego klasa średnia w Polsce zaczyna się od zarobków na poziomie 4 tysięcy złotych brutto. - Przy wszystkich aspiracjach naszych do bycia liderem w Unii i podnoszenia standardu życia, to nie tam zaczyna się klasa średnia - skwitowała w TOK FM menedżerka Grażyna Piotrowska-Oliwa.
Zobacz wideo

Wiceminister finansów Piotr Patkowski zapowiedział w wywiadzie w Radiu Wnet, że w tym tygodniu projekt ustawy podatkowej zostanie skierowany do konsultacji i uzgodnień. Chodzi tu o zmiany zapowiadanie w Polskim Ładzie. W tej samej rozmowie pytany był o klasę średnią w Polsce.

Wiceminister stwierdził, że w resorcie finansów na klasę średnią "patrzy się pod kątem zarobków". - Z danych wynika, że 10 procent najlepiej zarabiających Polaków uzyskuje dochody miesięczne powyżej 10 tys. zł, więc ich spokojnie można uznać za klasę wyższą. Natomiast klasa średnia, patrząc na dominantę średnich zarobków, zaczyna się powyżej 4 tys. zł brutto - stwierdził.

Patkowski podkreślił też, że od takich zarobków "sama osoba ma odczucie, że należy do klasy średniej".

- Wydaje mi się, że osoba, o której mówił pan minister, czyli przedstawiciel klasy średniej zarabiający 4 tysiące złotych, na pewno nie czuje się członkiem klasy średniej - komentowała w TOK FM menadżerka Grażyna Piotrowska-Oliwa.

4 tysiące złotych brutto to "na rękę" niecałe 3 tysiące. Z kolei w przeliczeniu na euro, to mniej niż 1000 euro.

- Przy wszystkich aspiracjach naszych do bycia liderem w Unii Europejskiej i podnoszenia standardu życia, to nie tam zaczyna się klasa średnia. 1000 euro to jest minimum socjalne na przykład we Francji - dodała gościni Magazynu EKG.

Piotrowska-Oliwa cytowała też fragment wypowiedzi wiceministra finansów, według którego zarobki na poziomie 10 tys. zł - czyli około 2200 euro - to "percepcja osoby bogatej". Jak zauważyła, z wyliczeniami Patkowskiego warto byłoby jeszcze zestawić rosnącą w Polsce inflację. W czerwcu było to już ponad 4 proc.

- Wystarczy wejść do warzywniaka czy pierwszego lepszego sklepu, żeby zobaczyć galopujące ceny. Więc na pewno ta klasa nie zalicza się do bogatych, mając [zarobki na poziomie] 10 tysięcy złotych - oceniła. Menadżerka przypomniała też, że skutki inflacji dotykają nie tylko tych, którzy więcej zarabiają.

- Tym wszystkim, którzy się cieszą z tego, jak duże benefity dostają - 500 plus czy inne "plusy" - chciałabym tylko przypomnieć, że inflacja zżera ich oszczędności. I tu przepraszam za słowo, ale to nie jest jedzenie czy konsumpcja. To jest intensywne zżeranie tego majątku - stwierdziła była prezes zarządu PGNiG SA.

DOSTĘP PREMIUM