Inflacja rośnie, a "z nami przestał lecieć pilot". Ekonomista: Oni nie wiedzą, co się dzieje. Nie ma planu

- Nie wiedzą, co się dzieje. Nie komunikują, bo uciekają z konferencji prasowych, piszą przedziwne teksty i nie ma kompletnie żadnego planu - tak dr Wojciech Paczos, ekonomista z Cardiff University, krytykował w TOK FM Narodowy Bank Polski i Radę Polityki Pieniężnej.
Zobacz wideo

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w lipcu wzrosły o 5,0 proc. rok do roku, a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny wzrosły o 0,4 proc - to są ostatnie dane GUS. Ostatni raz inflacja była na poziomie 5 proc. 10 lat temu, w maju 2011 roku. 

- To nie jest żadna galopada, ani szalejąca inflacja. O poważnym zagrożeniu mówimy, gdy inflacja wynosi 10 proc.- przekonywał jednak dr Wojciech Paczos, ekonomista z Cardiff University i ekspert grupy Dobrobyt na Pokolenia przy PAN w TOK FM. - To jest oczywiście wysoka inflacja i niepokojąca sytuacja, i wolelibyśmy, żeby inflacja nie zjadała naszych portfeli i była w celu polityki NBP, czyli wynosiła 2,5 proc., a nie 5 - dodał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz

Zaznaczył, że sam jest "trochę przerażony tym, co się dzieje", ale dlatego, że "ma wrażenie, że nie leci z nami pilot". - Mam wrażenie, że instytucje odpowiedzialne za inflację, za zarządzanie polityką monetarną, czyli Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej nie wiedzą, co się dzieje i to mnie najbardziej przeraża z tego wszystkiego - przekonywał w "Światopodglądzie".

Tłumaczył, że ta podwyższona obecnie inflacja jest bezpośrednią konsekwencją kryzysu podażowo-popytowego, który wywołała pandemia. Chodzi między innymi o przerwane łańcuchy dostaw. 

A po drugie, jest to konsekwencja wychodzenia z tego kryzysu. Bowiem większość gospodarek świata nie wychodziła z tego jak z kryzysu finansowego, czyli przez oszczędności i ograniczanie popytu, tylko przez wspieranie gospodarki, podaży, dochodów gospodarstw domowych, popyt też był w konsekwencji wspierany. Wtedy w naturalny sposób właśnie rosną ceny. 

Spirala inflacyjna. "To jest najniebezpieczniejszy moment"

- Gdy inflacja zaczyna się utrwalać, gdy myślimy, że ta inflacja taka zostanie i zmieniamy swoje zachowanie, firmy zaczynają podnosić ceny i zaczyna się spirala inflacyjna. To jest niebezpieczny moment - zaznaczył. I dodał, że "po to mamy taką instytucję jak Narodowy Bank Polski i radę mędrców, czyli Radę Polityki Pieniężnej, do której się wybiera fachowców, by oni kompetentnie ocenili, który czynnik (przyczyniający się do inflacji - red.) jest najbardziej istotny". - Ocenili, żeby zrozumieć, co się dzieje i bardzo jasno zakomunikować nam wszystkim, żebyśmy też wiedzieli, a żeby potem zaplanować, co zrobić. A mam wrażenie, że nie ma tu żadnego z tych etapów - dziwił się dr. Paczos.

- Nie wiedzą, co się dzieje. Nie komunikują, bo uciekają z konferencji prasowych, piszą przedziwne teksty i nie ma kompletnie żadnego planu - wyliczał swoje zastrzeżenia. 

Wyjaśniał też, że inflacja zjada przede wszystkim oszczędności tym, którzy mają je najniżej oprocentowane, czyli klasie średniej i najbiedniejszym, którzy trzymają pieniądze na koncie.

W lepszej sytuacji są ci, którzy mogli sobie pozwolić na inwestycje w nieruchomości. - Nieruchomości mają to do siebie, że przeganiają inflację, więc ci, co trzymają oszczędności w nieruchomościach, widzą, że ceny nieruchomości rosną szybciej niż ceny produktów - wskazywał ekonomista. 

W lepszej sytuacji są również ci, którzy wykonują najbardziej poszukiwane zawody i mogą negocjować pensje lub ich pensje w ogóle szybko rosną. - A pensje zamrożone przy inflacji o 5 proc. spadają o 5 proc. w skali rocznej, dlatego inflacja ma skutki redystrybucyjne, chciałbym, żeby to trafiło do polityków i Rady Polityki Pieniężnej - zakończył gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM