Inflacja szaleje i tylko rząd się z tego cieszy. Za chwilę PiS może dostać od drożyzny rykoszetem

Inflacja szaleje i każdy może to odczuć na własnej skórze - wystarczy zrobić zakupy. Choć ceny są coraz wyższe, to władza twierdzi, że to dobry sygnał dla naszej gospodarki. Karolina Lewicka, dziennikarka TOK FM wyjaśnia, dlaczego PiS powinien bać się politycznych skutków drożyzny.

Jeśli przeciętny Kowalski w sierpniu 2020 roku za podstawowe towary i usługi płacił 1000 zł, to rok później za to samo musiał wysupłać z portfela o ponad 50 zł więcej. Tak, to właśnie skutek galopującej inflacji. A ta - jak twierdzą eksperci - nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. 

- Rząd dużo mówi o inflacji, ale często bez sensu - zauważa Karolina Lewicka, dziennikarka TOK FM i dodaje, dlaczego ciągłe tłumaczenia władzy, że inflacja jest dobra, mogą się PiS-owi w końcu odbić czkawką. 

Lewicka przypomina też, jak inflacja - czyli de facto drożyzna - wykorzystywana była przez polityków w przeszłości. 

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM