"Nawet zawodowym księgowym ciężko się połapać". PiS przepycha przez Sejm "patchworkową" reformę podatków

Ekspresowe tempo prac i mnóstwo większych oraz mniejszych zmian - tak wygląda reforma podatkowa, którą PiS chce przeprowadzić w ramach "Polskiego Ładu". - Ona wprowadza jeszcze większy chaos do polskiego systemu prawnego - ocenia ekspert.
Zobacz wideo

Sejm w ekspresowym tempie kończy prace nad tak zwanym Polskim Ładem. Na ostatniej prostej Komisja Finansów zgodziła się na kilka zmian. Pierwsza wprowadza nową ulgę dla pracujących emerytów. Dzięki drugiej, ulga dla tak zwanej klasy średniej obejmie również samozatrudnionych, a nie tylko osoby na etacie. Zmieni się też sposób rozliczania samotnych rodziców. Rządzący chcą, by samotni rodzice nie rozliczali się już wspólnie z dzieckiem. Zamiast tego, będą mogli korzystać ze stałej ulgi w wysokości półtora tysiąca złotych. W sumie do "Polskiego Ładu" posłowie zgłosili kilkadziesiąt poprawek. Biuro Legislacyjne Sejmu przyznało, że prace nad projektem idą tak szybko, że ledwie udało się zrobić ich listę.

W ocenie Piotra Wójcika, dziennikarza ekonomicznego, tryb pracy nad zmianami jest co najmniej chaotyczny. - Tak ważna reforma podatkowa to kwestia kluczowa dla istnienia państwa, a tworzona jest w taki sposób, że powstaje jakiś dziwny patchwork. Ona wprowadza jeszcze większy chaos do polskiego systemu prawnego. Będą teraz co najmniej cztery kwoty wolne od podatku: 30 tys. zł dla pracujących, 85 tys. zł dla osób poniżej 26. roku życia, nowa ulga dla emerytów i planowane zwolnienie z podatku dla rodzin z minimum czwórką dzieci. Nawet zawodowym księgowym ciężko się w tym połapać - wskazywał Wójcik.

Jego zdaniem, z jednej strony władza musiała dostosowywać zmiany do oczekiwań koalicjantów, bo wie, że jej większość w parlamencie jest bardzo krucha. Po drugie, przestraszyła się też oporu społecznego. - Władza nie jest tak wszechmocna, jak jej się wydawało. Obecnie ta ustawa ma nieco "wybite zęby", w stosunku do tego, co prezentowano na początku. Do ludzi bardziej docierała narracja, że większość gospodarstw domowych na tych zmianach straci, niż zyska. Stąd próba dostosowania tych zapisów do oczekiwań wielu grup społecznych - wyjaśniał dziennikarz.

Agnieszka Lichnerowicz, prowadząca audycję, przypomniała, że w pierwotnym projekcie samozatrudnieni i pracownicy na etacie mieli płacić taką samą składkę zdrowotną. Zniknąć miał przywilej odliczania składki od podatku. Jednak ostatecznie - jak wyjaśniał Wójcik - zapisy mogą brzmieć nieco inaczej. - Samozatrudnieni rozliczający się podatkiem liniowym będą płacić niższą składkę zdrowotną niż pozostali. W ten sposób rozlicza się z fiskusem kilkaset tysięcy najbogatszych Polaków. Ustawa wprowadza wprost pewną niesprawiedliwość. Najzamożniejsi etatowcy mogą mieć kolejny przyczynek, żeby przechodzić na samozatrudnienie i rozlicząć się liniowo - tłumaczył gość TOK FM. 

Teraz poprawki musi przegłosować jeszcze cały Sejm.

DOSTĘP PREMIUM