"Efekt drugiej rundy" już widoczny. Złote czasy pracowników. W tle wysoka inflacja

Spirala ruszyła: pracownicy żądają podwyżek, bo jest drożej, a pracodawcy podnoszą ceny wytwarzanych produktów, bo muszą płacić wyższe pensje. Według ekspertki do spraw rynku pracy z Konfederacji Pracodawców Lewiatan - Moniki Fedorczuk, w gospodarce da się już zaobserwować tzw. efekt drugiej rundy, czyli samonapędzający się mechanizm podnoszenia płac, który podnosi inflację. Sprzyja temu brak rąk do pracy, z którym borykają się już niemal wszystkie branże.
Zobacz wideo

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu płace wzrosły o 9 proc. w porównaniu do września 2020 roku. W jakich branżach najbardziej widoczne są podwyżki wynagrodzeń? - Handel, budownictwo, produkcja, w tym ostatnim mamy duże zapotrzebowanie na ręce do pracy ze względu na mocną pozycję eksportu. Coraz części o podwyżki upominają się też pracownicy biurowi - wyliczała  ekspertka do spraw rynku pracy z Konfederacji Pracodawców Lewiatan - Monika Fedorczuk.

Jak dodała, "pracodawcy odczuwają wzrost kosztów pracy, a to przekłada się na wzrost cen towarów i usług". - To z kolei kończy się presją płacową, bo pracownicy mówią: ceny rosną, jeśli coraz droższa jest żywności i energia, to muszę zarabiać więcej - opisywała w rozmowie z Tomaszem Settą.

Ekspertka uważa, że sytuacji nie poprawi wejście w życie przepisów podatkowych "Polskiego Ładu", czyli sztandarowego projektu Prawa i Sprawiedliwości. Jak wyliczała, wymierny efektem zmian, które przygotowali rządzący, będzie obniżenie wynagrodzenia "na rękę" wysoko wykwalifikowanych pracowników; w tym programistów, informatyków innowatorów oraz osób pracujących przy zaawansowanych technologicznie projektach.

- Jeśli "Polski Ład" spowoduje obniżenie płacy netto, to oznacza to, kolejną rundę presji płacowej. Pracownicy przyjdą do pracodawcy i powiedzą: "mam w głębokim poważaniu i mało mnie interesuje, dlaczego zarabiam mniej, chcę zarabiać tyle, ile wcześniej - pracuję coraz lepiej, wszystko kosztuje więcej, więc poproszę podwyżkę".

Pracownicy mają mocne argumenty w ręku, bo łatwo teraz zmienić pracę. Bardzo wiele branż narzeka na brak pracowników. Łatwej jest więc wywrzeć presję na pracodawcy.

"Złote czasy" dla pracowników

W innych krajach sytuacja jest podobna. W USA w sierpniu z pracy zrezygnowała rekordowa liczba osób, najwięcej od 2000 roku, czyli odkąd prowadzi się ten rodzaj statystyki (raport z badania ofert pracy i obrotu pracownikami JOLTS).

Ekonomiści w USA przewidują początek "złotego czasów" dla pracowników, którzy nabierają przekonania, że mają mocne karty przetargowe i mogą starać się o lepsze wynagrodzenie oraz mieć wpływ na warunki swojej pracy. - I ta zmiana nie skupia się tylko na prostej ekonomii, ale na szerszej ponownej ocenie jakości i celu życia. Tak dzieje się po wielkich wojnach lub depresjach gospodarczych - mówił w rozmowie z CNN Joe Brusuelas, główny ekonomista RSM.

Gospodarki i społeczeństwa przeżyły szok, który wywołał nieoczekiwaną zmianę w populacji. Ta zmiana sprawia, że firmom coraz trudniej znaleźć pracowników i utrzymać bez podwyżek płac tych, których już mają. Eksperci uważają, że w dalszej perspektywie trend może okazać się pozytywny, bo pozwoli większej liczbie pracowników znaleźć satysfakcję w karierze zawodowej, a firmom mieć zadowoloną załogę.

Ale na krótką metę skończy się brakami kadr, pozrywanymi łańcuchami dostaw, spiralą płacową i wyższą inflacją.

DOSTĘP PREMIUM