Brakuje nowych samochodów. Do tego było drogo, a będzie... jeszcze drożej

Samochody drożeją i nadal będą drożały - ocenił w TOK FM Piotr Pawlak, dyrektor zarządzający Ford Polska. Producenci próbują zrekompensować sobie w ten sposób niski poziom sprzedaży, który wynika z zatrzymania produkcji po problemach z dostawami układów scalonych, niezbędnych w każdym nowym aucie. To nie koniec listy przyczyn obecnych podwyżek.
Zobacz wideo

Mikroczipów do samochodów brakuje, bo ich producenci przestawili się w czasie pandemii na produkowanie układów scalonych dla urządzeń elektronicznych, których sprzedaż w lockdownach wystrzeliła w górę.

Do kłopotów z dostawami układów scalonych, jak podkreślił Piotr Pawlak, dochodzi to, że "rosną koszty surowców oraz ropy naftowej czy energii elektrycznej". No i nie można zapominać o coraz wyższej inflacji. Dlatego, jak ocenił w TOK FM "samochody drożeją i nadal będą drożały".

Gość Magazynu EKG, który wcześniej pracował m.in. dla Toyoty czy Nissana, wskazał też, że wzrost cen samochodów wynika z trwającej na świecie rewolucji motoryzacyjnej. Producenci i konsumenci przestawiają się z aut o napędzie spalinowym na elektryczne. - Już teraz w Europie co piąte nowe auto to pojazd na baterie. W Polsce to tylko 3-4 proc. - wyliczał w rozmowie z Maciejem Głogowskim.

Na wzrost sprzedaży aut elektrycznych wpływa brak na rynku aut benzynowych lub na olej napędowy. Producenci postanowili wspierać elektryfikację rynku motoryzacyjnego, więc na liniach fabrycznych pierwszeństwo mają auta na prąd lub z napędem hybrydowym. To one jako pierwsze zjeżdżają z taśm wyposażone w deficytowe układy scalone. - Brak tych ostatnich spowodował, że na dostarczenie nowego auta spalinowego po jego zamówieniu czeka się obecnie średnio pół roku, a czasami nawet dłużej - mówił dyrektor Ford Polska.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Po otwarciu się gospodarek klientom gwałtownie powrócił apetyt na nowe samochody, więc na rynku brakuje półprzewodników. Na to nałożyły się problemy z produkcją w azjatyckich firmach związane z trzecią falą pandemii COVID-19 i pożar w jednej z największych fabryk w Japonii.

Pawlak nie miał dobrych wiadomości dla tych, którzy planują kupno nowego auta. Jego zdaniem problemy z dostępnością samochodów potrwają co najmniej kolejnych 12-18 miesięcy.

Boom na elektryki 

Lepiej wygląda sytuacja na rynku samochodów elektrycznych. Łatwiej będzie kupić auto na baterie lub hybryda plug-in, bo producenci muszą dbać o zachowanie limitów emisji spalin. Stąd rosnąca na zachodnich rynkach sprzedaż aut z napędem alternatywnym dodatkowo przyspieszona przez pandemię. - Ten trend można było zaobserwować już od dłuższego czasu - podkreślił Piotr Pawlak, dyrektor zarządzający Forda w Polsce.

Według danych ACEA we wrześniu 2021 r. popyt na nowe samochody osobowe w UE skurczył się o 23,1 procent i był najniższy od ponad ćwierćwiecza. Ten spadek sprzedaży był w dużej mierze spowodowany brakiem aut związanym z niedoborem półprzewodników. Nowe samochody najsłabiej sprzedawały się w Litwie (-56,8 proc.), we Włoszech (-32,7 proc.), Niemczech (-25,7 proc.), Francji (-20,5 proc.) czy Hiszpanii (-15,7 proc.). Spośród sprzedanych samochodów 20 procent miało napęd elektryczny, a co piąty hybrydowy. Po raz pierwszy w historii popyt na auta z silnikiem niekonwencjonalnym wyprzedziła we wrześniu sprzedaż aut na olej napędowy. Jednocześnie liczba nowych rejestracji diesli spadła aż o połowę w porównaniu z tym samym miesiącem przed rokiem.

Europa staje się liderem elektryfikacji w motoryzacji. Europa przoduje w sprzedaży pojazdów elektrycznych, z 10-procentowym udziałem w rynku motoryzacyjnym pojazdów plug-in, w porównaniu z 5,7 procent w Chinach i zaledwie 1,8 proc. w Stanach Zjednoczonych.

DOSTĘP PREMIUM