PiS chce rozłożyć Polakom podwyżkę cen gazu na raty. Ekspert: Może to ma jakąś logikę

Sejm ma dziś zdecydować o rozłożeniu w czasie - dla gospodarstw domowych - skokowej podwyżki cen gazu. Dotychczas zatwierdzone na przyszły rok taryfy przewidują ok. 100-procentowe podwyżki tego surowca. - Może to ma jakąś logikę, by nie doświadczać rewolucyjnego skoku cen gazu, ale za to gaz na rachunkach będzie droższy dłużej - mówi w TOK FM Robert Tomaszewski z Polityki Insight.
Zobacz wideo

Chłodna wiosna i bezwietrzne lato doprowadziło do wyczerpania europejskich zapasów gazu przy jednoczesnym braku produkcji ze źródeł odnawialnych. Dodatkowym czynnikiem destabilizującym rynek jest ograniczanie dostaw gazu przez Rosję, która wykorzystuje surowiec jako narzędzie nacisku na Europę. Moskwa chce, by kraje Wspólnoty zgodziły się na uruchomienie kontrowersyjnego gazociągu NordStream 2 oraz związały się z Moskwą długoterminowymi kontraktami na zakup paliwa.

PiS proponuje złagodzenie podwyżek cen gazu zapowiadanych przez krajowego potentata, czyli PGNiG. Prezes firmy wprost zapowiedział nieuchronne podniesienie cen. PiS w poselskim projekcie ustawy proponuje przepisy rozkładające podwyżki na trzy lata. Projekt ma w piątek zostać poddany pod głosowanie w Sejmie. W tej sytuacji, nawet jeśli gaz potanieje w przyszłości na rynkach, rachunki dla gospodarstw domowych wciąż mogłyby pozostać stosunkowo wysokie. Firma mogłaby bowiem rekompensować sobie koszty przez lata w rachunkach dla odbiorców.

- To wzięcie swoistego systemowego kredytu na gaz. Może to ma jakąś logikę, by nie doświadczać rewolucyjnego skoku cen gazu, ale za to gaz na rachunkach będzie droższy dłużej - komentuje Robert Tomaszewski z "Polityki Insight", który nie dziwi się politycznym planom amortyzowania cenowego szoku dla społeczeństw.

Bo przecież za chwilę doświadczymy znacznej podwyżki cen prądu. Mówi się nawet o dwucyfrowej liczbie. W tej kwestii rząd chce pomóc najbiedniejszym. Trwają wstępne prace na szczeblu rządowym nad ustawą o dopłatach do rachunków za prąd dla odbiorców wrażliwych. W sumie - według przedstawicieli Ministerstwa Klimatu - mogłoby z nich skorzystać ok. 2,5 mln gospodarstw domowych, a wysokość dopłaty wynosiłaby średnio 50 zł miesięcznie.

Jak przewiduje Robert Tomaszewski, w krótkiej, średniej i długiej perspektywie koszty energii będą powodować niepokoje społeczne. - To ogromne wyzwanie dla rządzących, by patrzeć szeroko. I to jest coś co przez najbliższe lata, o ile nie dekady, będzie największym problemem - ocenia. - W Europie skok cen dzisiaj jest dramatyczny. I ten skok będzie tworzył paliwo dla skrajnych ruchów, które spróbują wykorzystać je do celów politycznych - podsumowuje.

Problem całej Europy

Cała Europa dyskutuje nad planem poradzenia sobie z aktualnym kryzysem i potencjalnymi kłopotami w przyszłości. Ale jednocześnie jest podzielona w sprawie potrzebnych metod. - Francja i Hiszpania chcą radykalnych działań, np. wspólnych zakupów gazu. Ale jest też 9 państw z Niemcami na czele, które nie chcą takich radykalnych zmian wprowadzanych pod wpływem chwili. Dla nich receptą jest przyspieszenie transformacji energetycznej i zwiększenie inwestycji, bo one prowadzą do energetycznej niezależności i finalnie obniżą ceny prądu - mówił analityk Polityki Insight.

19 krajów Unii Europejskiej już podjęło decyzje, by doraźnie obniżyć koszty dla najbardziej wrażliwych odbiorców. Kilka z nich obcięło stawki podatków, którymi obłożona jest energia, a inne wprowadziły bony i dopłaty.

DOSTĘP PREMIUM