Drogi prąd uderza w koleje. Nikt nie chce zapewnić, że nie będzie podwyżek cen biletów

Przewoźnicy kolejowi z całej Polski mają problem z rosnącymi cenami energii elektrycznej. Ta jest niezbędna do napędzania i serwisowania pociągów, a w wielu spółkach znajduje się na drugim miejscu w tabeli kosztów - tuż po wydatkach na wynagrodzenia dla pracowników. Stąd coraz częstsze głosy o możliwych podwyżkach cen biletów, które przynajmniej częściowo zrekompensują wydatki na prąd. Niewykluczone, że niektórzy przewoźnicy zdecydują się na to jeszcze w tym roku.
Zobacz wideo

Rosnące ceny prądu w trudnej sytuacji postawiły między innymi jedną z największych regionalnych spółek kolejowych w kraju - Koleje Mazowieckie. Przewoźnik cały czas podkreśla, że podwyżka cen biletów to dla niego ostateczność, ale w przyszłości może okazać się konieczna. Wiele będzie tu zależało od decyzji mazowieckiego samorządu, który jest organizatorem transportu kolejowego na terenie województwa.

- Jako spółka możemy wystąpić do samorządu z dwoma wnioskami. W pierwszej kolejności będziemy starać się o zwiększenie dotacji na nasze przewozy. To rozwiązanie byłoby obciążeniem dla samorządu, ale pozwoliłoby nie narażać portfeli naszych pasażerów. Jeśli nie dostaniemy na to zgody, będziemy musieli poprosić o zgodę na podniesienie cen biletów. W przeciwnym razie będziemy zmuszeni ciąć siatkę połączeń, co w najczarniejszym scenariuszu niestety także wchodzi w grę. Decyzja o tym, co zrobimy, w tym momencie należy do naszego zarządu. Myślę, że w najbliższym czasie ją poznamy - mówi w rozmowie z TOK FM rzeczniczka Kolei Mazowieckich Donata Nowakowska.

Problem dotyczy też Kolei Dolnośląskich, które w ostatnich latach branża stawiała za wzór w przywracaniu zamykanych w latach dziewięćdziesiątych połączeń kolejowych. Jak dowiadujemy się w biurze prasowym przewoźnika, spółka z powodu drożejącej energii może mieć poważny problem z płynnością finansową. Co za tym idzie, podwyżka cen biletów mogłaby uratować obecną siatkę i częstotliwość połączeń.

Gigant jeszcze czeka

Bardziej zachowawczo do możliwych podwyżek odnosi się kolejowy gigant - PKP Intercity. Spółka w tym momencie próbuje ustalić, jak długo jest gotowa wytrzymać z drożejącym prądem - Wykonujemy obecnie szereg symulacji dotyczących możliwych poziomów kosztów zużywanej energii elektrycznej do poniesienia przez Spółkę. (...) Wydatki związane z zakupem energii elektrycznej trakcyjnej stanowią obecnie największą pozycję kosztową Spółki. (...) O ewentualnych zmianach w ofercie PKP Intercity, jeśli do takich będzie dochodzić, będziemy informować z odpowiednim wyprzedzeniem - czytamy w oficjalnym komunikacie PKP Intercity.

Skalę problemu widać na przykładzie warszawskiego metra. Spółka w zeszłym tygodniu otworzyła nowe oferty na przyszłoroczne dostawy energii elektrycznej. Okazało się, że najtańsza jest o 70 procent wyższa od dotychczasowych kontraktów. - Dostaliśmy 5 ofert. Wszystkie zaproponowane ceny przekraczają nasz budżet. Na prąd w przyszłym roku zamierzaliśmy przekazać 67,5 miliona złotych. Najtańsza tegoroczna oferta opiewa na kwotę 85 milionów złotych. W ubiegłym roku najkorzystniejsza oferta wyniosła niecałe 49 milionów. Teraz analizujemy sytuację i będziemy podejmować dalsze kroki w tej sprawie - mówiła nam rzeczniczka warszawskiego metra Anna Bartoń.

Eco drivign na kolei 

Przewoźnicy próbują ratować swoje budżety bardziej ekologiczną jazdą. Tak zwany eco driving stosowany jest już między innymi w PKP Intercity i warszawskiej Szybkiej Kolei Miejskiej. - To nieodczuwalny dla pasażera sposób prowadzenia pociągu, który pomaga zaoszczędzić energię i obniżyć koszty zużycia. W naszym przypadku to około 2 miliony złotych w skali roku, czyli 10 procent kosztów za energię trakcyjną - tłumaczy rzeczniczka SKM Warszawa Zuzanna Szopowska-Konop.

Mimo, że eco driving pomaga zaoszczędzić przewoźnikom poważne pieniądze, w żadnej ze spółek nie usłyszeliśmy, że dzięki niemu będzie można uniknąć podwyżek cen biletów.

DOSTĘP PREMIUM