"Szykuje się polityczny perfect storm"? Sytuacja ekonomiczna jest coraz bardziej niebezpieczna dla PiS

"Chyba się szykuje polityczny perfect storm" - przewiduje Ignacy Morawski, główny ekonomista Pulsu Biznesu, oceniając skutki gwałtownego przyspieszenia inflacji. Główny Urząd Statystyczny podał, że w porównaniu z tym samym czasem sprzed roku ceny wzrosły o 6,8 proc. To ponad dwa razy bardziej niż w styczniu, gdy inflacja wynosiła 2,6 proc.
Zobacz wideo

Zdaniem Ignacego Morawskiego naszą gospodarkę czeka "spadek realnej dynamiki płac w okolice 0 proc., co w historii zwykle dołowało notowania rządu". Spadek realnej dynamiki płac oznacza, że średnie wynagrodzenia rosną mniej więcej tak samo, jak ceny. Co znaczy, że sytuacja materialna obywateli już się nie poprawia, a ceny będą rosły szybciej niż wynagrodzenia. Realizacja takiego scenariusza jest  bardzo prawdopodobna już na początku przyszłego roku.

Drugi czynnik zdaniem Morawskiego, który złoży się na niekorzystny dla rządzących "perfect storm" to "powrót COVID, ale już chyba bez efektu mobilizacji wokół władzy w warunkach strachu".

Powściągliwi jak politycy PiS. W sprawie inflacji i drożyzny

Politycy PiS niechętnie rozmawiają o galopujących cenach. Na pytania dziennikarzy w Sejmie nie chciał odpowiadać wiceminister finansów Jan Sarnowski. Wiceszef sejmowej komisji finansów publicznych, poseł PiS Andrzej Szlachta powiedział reporterowi TOK FM, że "rząd się przygląda zjawisku inflacji", chce ocenić, czy jest ono przejściowe, czy trwałe i wtedy podejmować ewentualne decyzje o "działaniach osłonowych". W tym kontekście poseł Szlachta wymienił "zahamowanie cen w tym, co jest bezpośrednio w gestii rządu".

- Spółki energetyczne są mu podległe, chodzi o to, by chronić konsumentów, głównie indywidualnych, ale też samorządy przed wzrostem cen energii - mówił parlamentarzysta PiS. - To jest taki interwencjonizm państwowy w sytuacji silnego wzrostu inflacji w długim terminie, a na krótko rynek jest na razie obserwowany - stwierdził.

Sejm pracuje właśnie nad przepisami, które "rozkładają na raty" na trzy lata podwyżki cen gazu dla gospodarstw domowych. Największy polski dostawca tego paliwa po trzech podwyżkach w tym roku zapowiedział nieuchronność kolejnej, prawdopodobnie od początku przyszłego roku. Jednocześnie Urząd Regulacji Energetyki przygotowuje się do rozpatrywania wniosków o podwyżki cen prądu. Spółki energetyczne otwarcie mówiły ostatnio o konieczności zmiany taryf dla odbiorców indywidualnych o 20-40 proc. Firmy, dla który rynek cen energii nie jest odgórnie regulowany, już płacą coraz wyższe rachunki. Podnoszą więc ceny towarów i usług. A to nie koniec.

Rządowy Polski Instytut Ekonomiczny zapowiada "jeszcze szybszy wzrost cen w nadchodzących miesiącach", a jedną z przyczyn będzie drożejąca energia. Wzrosną też koszty ogrzewania domów. Według szacunków PIE łącznie koszt nośników energii będzie w przyszłym roku aż o ponad 12 proc. wyższy niż w tym. Ponadto żywność będzie drożeć z powodu galopujących cen nawozów sztucznych. A wszystko inne także dlatego, że brakuje pracowników, a ci, którzy pracują, otrzymują coraz wyższe pensje.

Rzecznik rządu pytany o inflację, odwołał się... do uchwalanych przez Sejm zmian podatkowych. - Rząd podejmuje działania w tym zakresie (zakresie inflacji przyp. red.), obniżając podatki w "Polskim Ładzie". To jest jedna z recept, która ma pomóc tym, którzy będą mogli siłą rzeczy odczuwać efekty inflacyjne - mówił Piotr Müller.

Zgodnie z szacunkami MF przedstawionymi podczas prezentacji ustaw podatkowych PiS, pozytywne skutki zmian odczuje mniejszość podatników, większość zapłaci tyle samo lub więcej.

W drugiej połowie października wyraźnie spadło poparcie dla partii rządzącej. Według najnowszego badania CBOS w tym okresie na PiS chciałoby zagłosować 28 proc. Polaków zapowiadających swój udział w wyborach; to o 7 pkt proc. mniej niż w pierwszej połowie miesiąca. KO otrzymałaby 17 proc. głosów, co oznacza wzrost o 2 pkt proc., a Polska 2050 - 12 proc. poparcia, to wzrost o 1 pkt proc.

 

DOSTĘP PREMIUM