Jakie podatki będziemy płacić od stycznia? "Będzie więcej wątpliwości. Nie tego byśmy oczekiwali"

Nowe przepisy jeszcze bardziej komplikują nasz system podatkowy, bo przewidziano w nich mnóstwo wyjątków. Jak mówiła w TOK FM Anna Misiak, po zmianach podatnik będzie miał więcej obowiązków wobec fiskusa. - Będzie też więcej wątpliwości. Nie tego byśmy oczekiwali po kolejnym roku pandemii - przyznała doradczyni z firmy MDDP.
Zobacz wideo

Sejm zakończył w miniony piątek prace nad ustawami podatkowymi w ramach "Polskiego Ładu". Głosami partii rządzącej udało się przyjąć m.in. wzrost kwoty wolnej od podatku do 30 tysięcy złotych. Jednocześnie, wskutek nowego prawa, przychody wszystkich podatników - niezależnie od tego, czy wynagradzani są na podstawie umowy o pracę, czy prowadzą własną działalność - zostaną dodatkowo obciążone pełną składką zdrowotną w wysokości 9 proc.

W przeciwieństwie więc do "starego" rozwiązania, obłożone tym para-podatkiem są wszystkie zarobki (od pierwszej zarobionej złotówki). A to oznacza, że od stycznia - w praktyce - zaczną funkcjonować cztery stawki podatkowo-składkowe: 9 proc., 26 proc., 41 proc. oraz 45 proc. dla najlepiej zarabiających i płacących także tzw. składkę solidarnościową.

O nowych regulacjach mówiła w EKG Anna Misiak ekspertka z firmy MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy. Jak mówiła, grupy, dla których obciążenia finansowe zauważalnie wzrosną, to na przykład osoby zwolnione z podatku osobistego, czyli pracownicy do 26. roku życia. Od stycznia ich wynagrodzenia zostaną obłożone dodatkowo składką zdrowotną w całości, czyli do 9 proc. przychodu, więc nie odczują one zysku związanego z podniesieniem kwoty wolnej od podatku.

Bardziej zostaną obciążeni też rodzice samotnie wychowujący dzieci, z wyższymi od średniej wynagrodzeniami. Likwidacja wspólnego rozliczania z dziećmi i zastąpienie go ulgą kwotową oznacza, że wielu rodziców, którzy sami wychowują dzieci, silnie odczuje podniesienie im podatków podczas rocznego rozliczenia za 2022 rok. Zamiast zwrotu podatku, będą zobowiązani do jego dopłacenia. - Dla osób, które zarabiają więcej, to może być bardzo dużo do dopłaty w porównaniu z tym, co jest w tym roku - oceniała doradczyni podatkowa MDDP.

Decyzja w rękach prezydenta

Anna Misiak wyjaśniała też, że w kwestii comiesięcznego wyliczania zaliczki na podatek osobisty, dla płatników zmieni się niewiele. Pensja netto będzie wyliczona po potrąceniu na rzecz fiskusa 17 proc. PIT od dochodu (wynagrodzenie brutto minus składki na ubezpieczenie społeczne) oraz 9 proc. składki zdrowotnej.

Po wyliczeniu wysokości zaliczki podatkowej pracodawca będzie ją obniżać od stycznia o 425 zł w związku z podniesieniem kwoty wolnej od podatku. Pracownicy wynagradzani na podstawie umowy o pracę z pensją roczną brutto od 68 412 zł do 130 692 zł otrzymają jeszcze tzw. ulgę podatkową dla klasy średniej (w skrócie: suma wszystkich przychodów pomniejszana jest o "koszty prowadzenia działalności gospodarczej"). 

Przypomnijmy, że to rozwiązanie wprowadzono po krytyce, z jaką spotkała się zmiana sposobu wyliczania składki zdrowotnej. W lipcu ogłoszono bowiem, że 9 proc. składki nie będzie już można odliczać od podatku. W praktyce oznaczało to więc podniesienie podatku liniowego (19 proc.), który płacą przedsiębiorcy, osoby zatrudnione na kontraktach, czyli np. lekarze. Po fali krytyki rząd postanowił więc wprowadzić ulgę, która dotyczyć będzie tylko tych, którzy zarabiają między 68 412 zł do 130 692 zł. Początkowo nowa ulga miała dotyczyć ona wyłącznie osób zatrudnionych o umowę o pracę, dopiero później dołączono do tej grupy część przedsiębiorców.

Uchwalone w piątek zmiany w podatkach czekają na podpis prezydenta. Na ich wdrożenie płatnicy będą mieć niecałe dwa miesiące. Dopiero w styczniu pracownicy dowiedzą się, jakie dokładnie wynagrodzenia otrzymają "na rękę", a przedsiębiorcy, jakie dokładnie zapłacą podatki.

DOSTĘP PREMIUM