Już nie tylko inflacja. Marek Belka ostrzega przed stagflacją: To jest najgorszy ze światów

Rząd przekonuje, że Polacy nie odczuwają drożyzny, bo ich pensje rosną szybciej niż ceny. Prof. Marek Belka w TOK FM przestrzegał przed takim myśleniem. - To jest klasyczna spirala cenowa, której się wszyscy ekonomiści, łącznie z prezesem NBP i wszystkimi ministrami, powinni obawiać. To sprawia, że inflacja będzie jeszcze wyższa - podkreślił były premier i były szef Narodowego Banku Polskiego.
Zobacz wideo

Ceny w Polsce z miesiąca na miesiąc są wyższe. Inflacja jest najwyższa od 20 lat. W październiku Główny Urząd Statystyczny podał, że wyniosła 6,8 proc. Nic nie zapowiada zmiany tego trendu. Przeciwnie, sam prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński mówił ostatnio, że szczyt inflacji może nastąpić w styczniu. Ile wyniesie? 

Zdaniem Marka Belki w styczniu 2022 roku inflacja zbliży się do 8-8,5 proc. Były szef banku centralnego przekonywał w TOK FM, że stopy procentowe, które podniesiono na początku listopada, powinny zostać podwyższone już pół roku wcześniej. - Przecież wszyscy ci, którzy się zajmują polityką pieniężną wiedzą, że efekty takiej podwyżki następują po pewnym czasie, właściwie najszybciej po czterech kwartałach, czyli po roku - powiedział Belka. Dodał, że zdecydowana podwyżka stóp procentowych i zapowiedź serii takich podwyżek miałaby wpływ na wzmocnienie złotego, zmniejszenie inflacji. 

Główna stopa procentowa, wskutek ostatnich decyzji Rady Polityki Pieniężnej, wzrosła z 0,5 do 1,25. Według prof. Belki - powinna wzrosnąć jeszcze, do co najmniej 2-2,5 proc. - Bo sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli (...). Taka inflacja, która się już rozlewa na całą gospodarkę, jest trudna do zatrzymania - ostrzegał.

Dominika Wielowieyska pytała prof. Belkę także o relacje NBP i Adama Glapińskiego z rządem. Prezes banku centralnego w swoich wypowiedziach nieustannie chwali rząd i przekonuje, że sytuacja gospodarcza w kraju jest bardzo dobra. Ostatnio otrzymał też nagrodę specjalną Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP. - Ja jestem przeciwnikiem opinii, że bank centralny powinien być na wojnie z rządem - zaznaczył gość TOK FM. - Jeśli to jest tylko możliwe, to powinien rządowi pomagać. Ale w hierarchii celów niewątpliwie na pierwszym miejscu jest utrzymywanie stabilności waluty, co rozumiemy jako utrzymanie inflacji na poziomie około 2,5 proc. - podkreślił.

W ocenie byłego szefa NBP niepotrzebne w wypowiedziach prezesa Glapińskiego pojawiają się jasne stwierdzenia dotyczące pomocy dla rządu. - To jest niewłaściwe i utrudnia teraz walkę z wysokimi cenami - ocenił. Ekonomista zaznaczył również, że błędem Glapińskiego jest mówienie o tym, iż chce "zaskakiwać rynki". - Bank centralny nie powinien rynków zaskakiwać, przeciwnie. Powinien kreślić długofalową strategię i w ten sposób wpływać na oczekiwania podmiotów gospodarczych - wyjaśnił.

Płace rosną, Polacy nie odczuwają drożyzny?

Dziennikarka przypomniała argument, którego bardzo często używają rządzący, gdy pytani są o wysoką inflację, że Polacy nie odczuwają drożyzny, ponieważ ich pensje rosną szybciej niż ceny. Prof. Belka uważa, że takie twierdzenia są niewłaściwe. Przede wszystkim dlatego, że nie wszystkim rosną pensje. Ludzie też w różnym stopniu odczuwają wzrost cen. 

- Poza tym jeżeli płace rosną szybciej od wzrostu cen, to jest klasyczna spirala cenowa, której się wszyscy ekonomiści, łącznie z prezesem NBP i wszystkimi ministrami, powinni obawiać. To sprawia, że inflacja będzie jeszcze wyższa - przestrzegał były premier. Zwrócił też uwagę, że ekonomiści obawiają się teraz tego, że jedną z konsekwencji pandemii i walki z pandemią będzie nie tylko inflacja, ale też stagflacja.

- Czyli inflacja połączona ze stagnacją gospodarczą. To jest najgorszy ze światów - ostrzegł. Polsce, jak dodał profesor, na pewno stagflacja grozi w mniejszym stopniu niż krajom mniej dynamicznym. - My jesteśmy ciągle jednym z krajów "doganiających". Innymi słowy, jeśli w Europie Zachodniej gospodarka rośnie w tempie 2 proc., to można się spodziewać, że w Polsce rośnie w tempie 4 proc. - wyjaśniał. 

Były prezes NBP na koniec ostrzegał też, że obecnie nie jest dobry czas na "mnożenie programów wydatkowych - pokonsumpcyjnych i socjalnych", bo to jeszcze bardziej wzbudza inflację, a jednocześnie sprawia, że brakuje pieniędzy na inwestycje. 

DOSTĘP PREMIUM