Europa na oparach, a gaz znów drożeje. Putin obiecał większe dostawy, ale słowa nie dotrzymał

Znów drożeje gaz i prąd w Europie. Wbrew zapowiedziom Moskwy, rosyjskimi rurociągami nie popłynął w poniedziałek dodatkowy gaz z Rosji - pisze agencje Bloomberg. Choć prezydent Władimir Putin zapewniał dwa tygodnie temu, że podniesie ilość przesyłanego gazu od 8 listopada, by zapewnić napełnienie europejskich magazynów przed zimą.
Zobacz wideo

Co gorsza, gaz płynął w poniedziałek z Niemiec do Polski, czyli w odwrotnym niż zazwyczaj kierunku. Stąd rosnące od rana ceny prądu i gazu na rynkach hurtowych w Europie. Energia elektryczna drożała wskutek obaw, że zimą zabraknie paliwa do zasilania elektrowni cieplnych.

Putin jedno, Gazprom drugie

Zamiast zwiększenia dostaw (prezydent Rosji obiecywał, że do Europy popłynie więcej gazu, gdy tylko zakończy się gromadzenie zapasów w samej Rosji), Gazprom poinformował, że w tym tygodniu nie będzie sprzedawać surowca w dostawach natychmiastowych. Nie zarezerwował także dodatkowej przepustowości w rurociągach na Zachód ani na punkcie odbiorczym w niemieckim Mallnow.

Kreml nie widzi sprzeczności w zapowiedzi Putina i informacji Gazpromu o niezwiększaniu dostaw. - Od Gazpromu zależy podejmowanie decyzji o codziennych dostawach gazu do Europy - oświadczył rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow. Część optymistycznie nastawionych ekspertów przewiduje, że Moskwa mogłaby w najbliższym czasie zmienić swoją strategię i zacząć wysyłać dodatkowy gaz może nawet we wtorek. Problem w tym, że na razie nie ma rezerwacji na taki przesył w systemie, w tym w polskim rurociągu.

Rosja nie ukrywa celu swojej operacji - chce zmusić Europę do wydania zgody na uruchomienie rurociągu Nord Stream 2, położonego pod dnem Bałtyku oraz do zakupów gazu w kontraktach wieloletnich zamiast natychmiastowych, jak jest obecnie.

Sezon grzewczy na oparach

Europa rozpoczęła sezon grzewczy z najniższymi zapasami od ponad dekady. Większość zapasów została wyczerpana po tym, jak obniżył się poziom produkcji prądu ze źródeł odnawialnych - większość krajów europejskich doświadczyła w tym roku najmniej wietrznego sezonu od 60 lat. Energię produkowaną z OZE trzeba było zastąpić tą wytwarzaną w elektrowniach tradycyjnych, gazowych, wyczerpując zapasy w magazynach. Dlatego politycy na niemal całym kontynencie oczekiwali zapowiedzianego zwiększenia dostaw gazu z Rosji, by mieć pewność, że wystarczy surowca, gdy przyjdzie mroźna zima. Jeśli dodatkowego rosyjskiego gazu nie będzie, ceny energii w Europie będą znów gwałtownie rosnąć, a w tym roku wzrosły już i tak ponad trzykrotnie.

W tej sytuacji kluczowa staje się prognoza pogody. W ciągu ostatnich kilku dni temperatury w północno-zachodniej Europie były poniżej normy, a meteorolodzy spodziewają się, że najbliższych dniach będzie jeszcze chłodniej. Według niektórych przewidywań, opartych na modelach matematycznych, już za tydzień w części kontynentu zapanują arktyczne mrozy z temperaturą nawet poniżej -20 stopni Celsjusza, gdy na Europę spadną masy mroźnego powietrza znad Grenlandii. Fala arktycznego chłodu miałaby przejść nad Francją, Niemcami, Austrią, a także Europą Środkowo-Wschodnią czy północno-zachodnimi Bałkanami. Już teraz na Grenlandii notuje się rekordowo silny mróz. Temperatura w Summit Camp, jednym z najzimniejszych miejsc na Ziemi, spadła wczoraj do -50,8 stopni Celsjusza i była blisko rekordu wszechczasów, który dla tego miejsca wynosi -51,4 stopnia.

DOSTĘP PREMIUM