Za kabaret w NBP zapłacimy wszyscy. "Inflacja to nie liście, żeby spadała jesienią"

Za kabaret w Narodowym Banku Polski i jego błędy - jak w każdym banku centralnym - płacą wszyscy obywatele kraju. Pożyczkodawcy będą chcieli zarobić więcej na pożyczanych Polsce pieniądzach, a to obciąży nas wszystkich - oceniał w magazynie "EKG" w TOK FM Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej.
Zobacz wideo

Zdaniem Bogusława Grabowskiego brak zaufania do instytucji NBP ma zasadnicze znaczenie dla podejmowania decyzji przez konsumentów i przedsiębiorców. - Zaufanie buduje się we wzajemnych relacjach - gdy wiem, że konkretna osoba jest prawdomówna, kompetentna, wiarygodna i że się na niej nie zawiodę. Żadnej z tych rzeczy nie można powiedzieć o prezesie Adamie Glapińskim - mówił w magazynie "EKG" były członek Rady Polityki Pieniężnej. Wyjaśniał, że wystarczy sobie przypomnieć co prezes NBP mówił o inflacji i reakcji banku na drożyznę - Glapiński jeszcze w styczniu twierdził, że ceny nie będą rosły. 

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

- Przewidywanie tego jaka będzie inflacja, czyli o ile wzrosną na przykład koszty utrzymania, ma fundamentalny wpływ na podejmowanie decyzji gospodarczych - argumentował ekonomista.

Nietrafione prognozy i brak zaufania do NBP wpływa na decyzję konsumentów. - Nie wiadomo, jakie będą stopy procentowe za rok i dwa. To powoduje, że ludzie nie wiedzą czy brać kredyt, czy nie brać, czy ten kredyt mnie nie zabije - wyjaśniał były członek RPP. Dodawał, że także firmy nie mają pojęcia jak prowadzić działalność gospodarczą i dlatego powstrzymują się od podejmowania decyzji. - A to oznacza zamrożenie produkcji, zatrudnienia i brak wzrostu gospodarki. Niepewność zabija procesy gospodarcze - ostrzegał Bogusław Grabowski.

Czekać, bo będzie jeszcze drożej

Gość TOK FM oceniał, że gwałtowny i stały wzrost cen jest już podstawowym tematem rozmów w rodzinach, firmach i mediach. Pracownicy będą się domagać wyższych wynagrodzeń, a to się będzie przekładało na poziom kosztów w firmach i na podwyżki cen ich produktów czy usług.

Ekspert radził gospodarstwom domowym, by zachowywały się ostrożnie, budowały bufor finansowy i powstrzymały się z kluczowymi dla nich inwestycjami. - Pan prezes NBP mówił w styczniu tego roku, gdy inflacja spadła przejściowo podczas pandemii, że problemem nie jest inflacja a deflacja. Potem mówił, że inflacja wzrosła, ale spadnie jesienią. Inflacja to nie są liście na drzewach, że spada jesienią. Musi spadać z określonego powodu. A z jakiego powodu miałaby dzisiaj spadać, co ma ją wyhamować, skoro - prawdopodobnie - już weszliśmy w spiralę płacowo-cenową? - grzmiał ekspert.

"Inflacja będzie wyższa niż mówi prezes"

Zdaniem byłego członka RPP nie można ufać ani prezesowi Adamowi Glapińskiemu, ani zespołowi analitycznemu banku centralnego. - Inflacja będzie wyższa niż mówi prezes NBP (wg niego ma na koniec roku przekroczyć 7 procent, a potem będzie spadać - red.), a stopy pójdą w górę bardziej niż zapowiada. Do starych czynników wpływających na inflację dojdą nowe: do podwyżek cen energii dołożą się konsekwencje wprowadzenia Polskiego Ładu PiS. Więcej gotówki trafi do tych najmniej zamożnych, a oni niemal wszystkie dochody przeznaczają na konsumpcję, na utrzymanie gospodarstwa domowego, czyli na to wszystko co drożeje najszybciej - prognozował ekonomista.

Dodatkowo w najbliższych miesiącach zmieni się cały skład Rady Polityki Pieniężnej. - Nie wiadomo kto zasiądzie w nowej radzie i jakie będzie mieć skłonności, bardziej restrykcyjne czy bardziej liberalne. A to czynnik dodatkowo zwiększający niepewność - podsumował były członek RPP.

DOSTĘP PREMIUM