"Działania NBP ws. inflacji pachną paniką". Polacy ocenili, że ceny nie zaczną spadać. A to tylko nakręci inflację

- Nikt nie ufa komuś, kto działa pod wpływem paniki, a działania NBP w sprawie inflacji pachną paniką - ocenił w TOK FM Adam Jasser. Jego zdaniem Polacy przestają wierzyć zapewnieniom prezesa NBP o tym, że inflacja jest pod kontrolą. Zamiast tego ocenili, że ceny nie zaczną spadać. A takie powszechne przekonanie dodatkowo napędza inflację.
Zobacz wideo

Adam Jasser, wykładowca Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, prognozował w TOK FM, że Narodowy Bank Polski, którego konstytucyjnym obowiązkiem jest troska o wartość pieniądza, "ma przed sobą wyłącznie nieprzyjemne decyzje" w walce z drożyzną.

- Pierwsze wyjście to gwałtowne podnoszenie stóp procentowych przez NBP, co może doprowadzić do poważnego spowolnienia gospodarczego. A wtedy rząd będzie musiał płacić wyższy procent za dług zaciągnięty na początku pandemii dla ratowania gospodarki. Drugie wyjście to puszczenie wszystkiego na żywioł jak w Turcji, gdzie inflacja wynosi 20 proc. - prognozował ekspert.

Jest jeszcze trzecie wyjście, które - zdaniem eksperta - polegałoby na poprawie relacji z Unią Europejską i odmrożeniu funduszy przeznaczonych dla Polski. - Ale na to się nie zanosi, bo prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział właśnie, że zagrożenia dla Polski przychodzą także z Zachodu, który "nie chce zaakceptować perspektyw wzrostu naszej siły" - dodał.

Działania prezesa NBP "pachną paniką"

Jak zauważył Adam Jasser, "nikt nie ufa komuś, kto działa pod wpływem paniki, a działania NBP w sprawie inflacji pachną paniką". - Najpierw utrzymywanie, że z drożyzną nie ma problemu, a potem gwałtowne podwyżki i zapowiadanie, że to nie koniec. Do tego złoty, który wskutek tego wszystkiego wcale się nie umocnił, wręcz przeciwnie: frank szwajcarski jest najdroższy od 2015 r. i kosztuje 4,40 zł - mówił były sekretarz Rady Gospodarczej przy premierze.

Jego zdaniem w tej sytuacji "opowieść o pożyczaniu pieniędzy na rynku, zamiast finansowania rozwoju z grantów unijnych, staje się bajką". - Każdy rozumie, że lepiej jest dostać twardą walutę, żeby ją wydać, niż iść i pożyczać tę twardą walutę na wyższy procent - powiedział wykładowca UW. Chodzi o wypowiedzi prezesa NBP, premiera Mateusza Morawieckiego i innych polityków PiS, którzy przekonywali, że w sumie nie dzieje się nic dramatycznego, bo Polska pieniądze, które chce nam pożyczyć Unia, może pozyskać sama, na rynku.

Ekspert przypomniał również o celowym osłabieniu złotego przez bank centralny w końcówce ubiegłego roku. Wskutek tego osłabienia NBP pomnożył swój zysk, który przelał do państwowego budżetu, ale tani złoty napędził inflację. - Drogie waluty podnoszą ceny importowanych towarów i składników do ich produkcji w Polsce - wyjaśniał Jasser.

Jak dodał, w związku z gwałtownymi decyzjami NBP o podwyżkach stóp procentowych pojawiło się pytanie o zaufanie konsumentów i firm do państwowych instytucji, a także o to, czy państwo polskie jest w ogóle w stanie zapanować nad drożyzną. Gwałtowność reakcji po długim ignorowaniu rosnących cen sprawiła, że Polacy zaczęli wierzyć w powagę sytuacji i ocenili, że ceny nie zaczną spadać. A takie powszechne przekonanie dodatkowo napędza inflację.

DOSTĘP PREMIUM