Związkowy prawnik o pomyśle PiS: Państwo chce przerzucić na pracodawców zmuszanie pracowników do szczepień

- To, że pracodawca nakaże komuś szczepienie, nie rozwiąże ogólnego problemu. Jeśli rządzący chcą mieć obowiązkowe szczepienia, to niech je takimi zrobią. Zamiast bać się własnego elektoratu i przerzucać to na zakłady pracy - mówił w TOK FM prawnik związany z OPZZ - Grzegorz Ilnicki.
Zobacz wideo

Szef każdego podmiotu leczniczego, np. hospicjum, będzie mógł wydać zarządzenie dotyczące obowiązkowego szczepienia dla swoich pracowników. To jeden z zapisów słynnego już projektu poselskiego, który przedstawił w środę poseł Czesław Hoc z PiS. O projekcie jest bardzo głośno, bo nie wiadomo, czy uda się go w ogóle przedstawić w Sejmie. Politycy PiS, którzy się pod nim podpisali, zaczęli wycofywać swoje poparcie

- Jak oni to sobie wyobrażają? Że w jednym zakładzie pracy będzie obowiązkowe szczepienie, a w drugim nie? Że będziemy mieć różne standardy w sprawie tego, co ludzie muszą robić? - pytał prawnik Grzegorz Ilnicki.

Gość TOK FM podkreślił, że w całej sprawie nie chodzi o zasadność szczepień jako takich, ale o to, jak problem postrzegają politycy PiS. - Takie narzędzie, które miałoby służyć zwiększeniu liczby szczepień, jest nieadekwatne. To, że pracodawca nakaże komuś szczepienie, nie rozwiąże ogólnego problemu (że mało osób w Polsce szczepi się przeciwko COVID-19). Jeśli rządzący chcą mieć obowiązkowe szczepienia, to niech je takimi zrobią (wprowadzą obowiązek szczepień). Zamiast bać się własnego elektoratu i przerzucać to na zakłady pracy - przekonywał.

- To nie jest logika demokratycznego państwa prawnego - dodał.

W opinii Ilnickiego rządzący "ciężko pracują na to, by sytuacja pandemiczne była taka, jaka jest", czyli coraz gorsza. - W ciągu kilkunastu najbliższych dni zachoruje ze 100 000 zaszczepionych, kilka razy więcej niezaszczepionych i nie wiadomo, ile osób [przejdzie COVID-19] bezobjawowo. Nie przestrzega się nawet tych obostrzeń, które obowiązują. Wystarczy wejść do jakiejkolwiek galerii handlowej, żeby zobaczyć, że uprawiana jest absolutna fikcja - mówił.

- Ludzie nie chodzą w maseczkach i nikogo za to nic nie spotyka. A jak nie ma sankcji, to nie ma wykonywania obowiązku - podkreślił.

"Nawet z mównicy sejmowej mówi się bez maseczki"

Rozmówca Mikołaja Lizuta zwrócił uwagę na to, że "nawet z mównicy sejmowej mówi się bez maseczki". - A politycy zachowują się tak, jakby się umówili z wirusem, że gdy przemawiają oficjalnie, to nie zarażają - dodał.

Specjalista ds. prawa pracy przyznał, że nie wierzy w szczere intencje PiS, dotyczące możliwości sprawdzania przez pracodawców certyfikatów szczepień załogi. W żadnej z wypowiedzi o kolejnych wersjach przepisów, których nadal nie ma, nie było mowy o ewentualnych sankcjach dla niezaszczepionych pracowników. - A do czego miałaby służyć firmom sama wiedza, bez żadnych konsekwencji? - pytał Ilnicki.

W odpowiedzi na argument dziennikarza TOK FM, które dotyczyły m.in. kolejek do szczepień w Austrii po wprowadzeniu lockdownu dla niezaszczepionych, odpowiedział pytaniem: "Jaka jest różnica pomiędzy uprzykrzaniem życia obostrzeniami ludziom bez odporności a wprowadzeniem urzędowego obowiązku szczepień?". - Poza tym polski rząd nie robi ani jednego, ani drugiego - zauważył.

Pomysł pod znakiem zapytania

Rząd Prawa i Sprawiedliwości od lipca zapowiadał przepisy o możliwości sprawdzania przez firmy certyfikatów szczepień pracowników. Pomimo prac trwających rzekomo w strukturach rządu, swój projekt zapowiedzieli w środę posłowie PiS. Jednak jego i los stoi pod dużym znakiem zapytania, ponieważ nie ma większości politycznej dla tego pomysłu. Przeciwni są m.in. politycy Solidarnej Polski, a także część posłów w samym PiS.

W tym samym czasie wiele państw europejskich wprowadziło lockdowny dla niezaszczepionych, a Austria ogłosiła w piątek wprowadzenie od lutego obowiązkowych szczepień na COVID-19.

DOSTĘP PREMIUM