"Płace realne zbierają potężne cięgi". Tak źle nie było od 2013 roku. Lada moment pracownicy masowo ruszą po podwyżki

Główny Urząd Statystyczny podał, że płace wzrosły w październiku w porównaniu z poprzednim rokiem o 8,4 proc. To mniej niż spodziewali się analitycy, którzy oceniali, że wzrost ten wyniesie ok. 9 proc. Zdaje się więc sprawdzać scenariusz, według którego realny wzrost płac, czyli różnica pomiędzy ich podniesieniem a inflacją, będzie się systematycznie kurczyć.
Zobacz wideo

Już kilka tygodni temu ekonomista "Pulsu Biznesu" Ignacy Morawski przewidywał, że gospodarkę czeka "spadek realnej dynamiki płac w okolice 0 proc., co w historii zwykle dołowało notowania rządu". Taki spadek oznacza bowiem, że sytuacja materialna Polaków przestaje się poprawiać. A to z kolei jest jedną ze składowych czekającego rząd gospodarczo-politycznego "perfect stormu". Drugi czynnik - jak pisał wtedy Ignacy Morawski - to "powrót COVID-19, ale już chyba bez efektu mobilizacji wokół władzy w warunkach strachu".

Ekonomiści oceniają, że piątkowe dane GUS o wynagrodzeniach wpłyną na ważną dla gospodarki konsumpcję. Zespół mBanku zauważa, że sytuacja jest najgorsza od 2013 roku. "Płace realne zbierają potężne cięgi, co zdusi konsumpcję" - piszą w swoim komentarzu w mediach społecznościowych.

Analitycy państwowego Pekao SA określają dane z rynku pracy jako rozczarowujące.

Już w czwartek bank ten obniżył swoją prognozę gospodarczą dla Polski na 2022 rok z 5 proc. do 4 proc. Zdaniem banku, polska gospodarka będzie się rozwijać wolniej, bo spowolni zdolność Polaków do wydawania pieniędzy. Złoży się na to wysoka inflacja (konsumenci będą oszczędzać, bo będzie dla nich za drogo) czy rosnące raty kredytów mieszkaniowych po podwyżkach stóp procentowych (gospodarstwom domowym zostanie mniej pieniędzy do swobodnego wydawania).

- Nastroje konsumentów są najgorsze od lutego, gdy przez Polskę przechodziła poprzednia fala pandemii. Tym razem jednak na podobny do lutowego spadek optymizmu większy wpływ ma galopująca drożyzna niż obawy przed zachorowaniem - wynika z komentarza banku PKO BP.

W dodatku ekonomiści prognozują, że w przyszłym roku pracownicy masowo ruszą po podwyżki. Szanse na ich otrzymanie będą tym większe, im bardziej pracodawcom będzie brakowało pracowników, a już teraz firmy mają rekordowo dużo wakatów. Jak piszą analitycy ING Bank Śląski, "historycznie wysoki odsetek firm planuje zatrudnienie, a wiele podwyżki". Firmy mają świadomość, że żądania płacowe mogą być silniejsze niż zwykle - z jednej strony będą one wynikać z wysokiej inflacji, a z drugiej z siły przetargowej pracowników ze względu na brak rąk do pracy.

Spirala płac i cen na dobre może jednak rozkręcić się już w przyszłym roku. Bo inflacja nie hamuje, a Polaków w wieku produkcyjnym jest po prostu coraz mniej. To wszystko sprawi, że ceny towarów i usług będą stale rosnąć, a możliwości Polaków - spadać. Rząd pomimo wielokrotnych zapowiedzi nie ogłosił tarczy antyinflacyjnej, która miałaby chronić najgorzej sytuowane gospodarstwa domowe. Nie wiadomo nawet, co dokładnie miałoby się w niej znaleźć oraz kogo i jak dokładnie tarcza miałaby objąć.

DOSTĘP PREMIUM