Rząd szykuje sobie "granat inflacyjny". Eksperci nie cieszą się z tarczy antyinflacyjnej

Do 30 groszy na litrze benzyny mniej, ok. 140 złotych niższy rachunek kwartalny za używanie gazu do ogrzewania, możliwa niewielka obniżka cen prądu oraz tzw. dodatek kompensacyjny w wysokości 400-1100 złotych gotówką dla rodzin o określonych dochodach. Takie wyrównanie kosztów inflacji planuje rząd PiS, w związku rosnącą drożyzną. Ekonomiści są zgodni: na krótką metę tarcza ograniczy wysokość rachunków za energię, ale na dłuższą metę - podniesie inflację.
Zobacz wideo

Zdaniem premiera, z dodatku kompensacyjnego ma skorzystać pięć milionów gospodarstw, czyli jedna trzecia wszystkich. Kompensacja ma być wypłacona w dwóch ratach w ciągu najbliższego półrocza. W przypadku gospodarstw jednoosobowych limit dochodowy wyniesie 2100 zł miesięcznie. Rząd przewidział w tym przypadku jednorazową dopłatę w wysokości 400 zł. 600 zł dostaną natomiast dwu- i trzyosobowe gospodarstwa domowe. Z kolei 850 zł rząd da rodzinom 4- i 5-osobowym. Najwięcej, bo 1150 zł, otrzymają największe rodziny, co najmniej sześcioosobowe. W każdym z tych przypadków dochód na osobę nie będzie mógł przekroczyć 1500 zł na osobę w rodzinie miesięcznie.

Premier zapowiedział, że wszystkie rozwiązania mają charakter czasowy i będą obowiązywać przez od trzech do pięciu miesięcy. Potem rząd się zastanowi co dalej.

- Będziemy reagować elastycznie, wprowadzamy rozwiązania czasowe na te miesiące zimowe i najgorsze. Inflacja od drugiego, trzeciego kwartału 2022 r. powinna być w trendzie malejącym - powiedział Mateusz Morawiecki, powołując się na analizy Narodowego Banku Polskiego. Enigmatycznie zapowiedział też oszczędności w administracji rządowej, deklarując "zamrożenie nowych etatów" oraz zablokowanie powoływania nowych funduszów celowych.

Zgodnie z zapowiedzią, rząd ma obniżyć podatek VAT od sprzedaży gazu z 23 proc. do 8 proc. Ma spaść też akcyza na prąd i paliwa, ale jej przełożenie na ceny detaliczne zależy od sprzedawców, bo z obniżki tego podatku skorzystają właśnie oni. I to do nich należą decyzje, bo wszyscy planowali na najbliższy czas podniesienie kwoty, jaką płacimy za litr benzyny czy ropy. Dostawcy prądu chcą podnieść ceny energii od nowego roku o 20-40 proc. PGNiG w tym roku wprowadził już trzy podwyżki, łącznie o ok. 20 proc. i zapowiedział rychłą kolejną.

Cena paliwa po obniżeniu akcyzy spadnie symbolicznie - o około 3 procent. Według Głównego Urzędu Statystycznego cena benzyny wzrosła w ciągu 12 miesięcy o ponad 30 proc. Ponadto największy wpływ na wysokość rachunków za paliwo ma cena ropy naftowej na świecie i kurs dolara. Z obu tych powodów w najbliższym czasie paliwa mogą nadal drożeć. 

Działania na krótką metę

Zdaniem analityków, rządowa tarcza sprawi, że zimą drożyzna będzie rosnąć nieco wolniej. "Zimowa 'górka' inflacji (zostanie) wypłaszczona" - pisze w swoim komentarzu Pekao SA.

Ale potem będzie już gorzej. "Inflację przyspieszy dodatkowo dodatek wyrównawczy wypłacany w gotówce" - uważa zespół analityczny ING Banku Śląskiego. Będą też inne czynniki wpływające na tempo podwyżek cen: na przykład podniesienie płacy minimalnej czy spodziewana podwyżka płac wskutek uregulowań tzw. Polskiego Ładu.

Nie wiadomo też, co w przyszłości stanie się z cenami energii. "Rząd liczy na to, że spadną" - ocenia Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu". Sławomir Dudek z Forum Obywatelskiego Rozwoju uważa, że "rząd strzela sobie w kolano" a kompilacja konsekwencji Polskiego Ładu z wypłatą "czternastek" i tarczą inflacyjną to "granat inflacyjny". Są to bowiem dodatkowe pieniądze, które konsumenci będą chcieli wydać w sytuacji, gdy na rynku nie przybywa towaru.

Według danych statystycznych, inflacja była w październiku najwyższa od 20 lat. Ekonomiści zapowiadają, że w listopadzie wzrośnie do ponad 7 proc., do końca roku przekroczy 8 proc., a na początku przyszłego roku może być nawet dwucyfrowa.

DOSTĘP PREMIUM