Ekspert policzył, ile można zaoszczędzić na tarczy antyinflacyjnej. Kwota nie powala

Rząd postanowił podzielić się z Polakami tym, co zarabia na inflacji - tak Maciej Samcik, autor bloga ekonomicznego subiektywnieofinansach.pl oceniał w TOK FM pomysł wprowadzenia tzw. tarczy antyinflacyjnej. Rządzący oddadzą konsumentom połowę tego, co państwu przynoszą wyższe od planowanych przychody z akcyzy i VAT-u. - Każdemu gospodarstwu domowemu zostanie w kieszeni ok. 50 zł więcej każdego miesiąca do czerwca przyszłego roku - obliczał Samcik w TOK FM.
Zobacz wideo

W ramach tarczy inflacyjnej rząd obniży wysokość podatku VAT płaconego od prądu i gazu do 8 proc. z 23. proc., akcyzę na paliwo obniży do zera oraz zniesie podatek handlowy i opłatę emisyjną zawartą w cenie benzyny. Chce też wypłacać tzw. dodatek kompensacyjny, w sumie od 400 zł do 1150 zł w dwóch ratach w pierwszej połowie roku. W przypadku gospodarstw jednoosobowych limit dochodowy wyniesie 2100 zł miesięcznie. Rząd przewidział w tym przypadku jednorazową dopłatę w wysokości 400 zł. 600 zł dostaną natomiast dwu- i trzyosobowe gospodarstwa domowe. Z kolei 850 zł rząd da rodzinom 4- i 5-osobowym. Najwięcej, bo 1150 zł, otrzymają największe rodziny, co najmniej sześcioosobowe. W każdym z tych przypadków dochód na osobę nie będzie mógł przekroczyć 1500 zł na osobę w rodzinie miesięcznie.

- Obniżka podatków od paliw przyniesie spadek ceny maksymalnie o 20 groszy na litrze. To znaczy, że osobie przejeżdżającej 15 tys. kilometrów rocznie zostanie w kieszeni około 20 złotych więcej miesięcznie - kalkulował na antenie TOK FM Maciej Samcik. Zysk jest, ale tylko przez kilka miesięcy, bo obniżki podatków są tymczasowe. Dodatkowo znoszone przez rząd opłaty: handlowa i emisyjna oraz podatek akcyzowy to potencjalny zysk dla sprzedawców, a nie od razu dla konsumentów. To czy stacje benzynowe będą chciały przełożyć spadek opłat na ceny detaliczne, to kwestia ich decyzji.

Według Samcika, te gospodarstwa domowe, które używają gazu tylko do gotowania, zaoszczędzą dzięki tarczy kilka złotych miesięcznie. Więcej zyskają osoby ogrzewające się tym paliwem - tu mowa o około 40 złotych miesięcznie. Obniżka podatków od prądu pozwoli zaoszczędzić średnio w gospodarstwie domowym ok. 25 złotych w miesiącu. - Mamy zatem sytuację, w której rząd sam wyprodukował inflację - bo ona tylko częściowo przychodzi z zagranicy a po części z pokonsumpcyjnej polityki rządu - zarabia na tej inflacji więcej i postanowił podzielić się częścią zarobku - mówił Samcik. Rząd ocenia, że tylko z VAT i akcyzy do budżetu wpłynie o 9 mld złotych więcej niż planowano w budżecie.

Mniejszy cios od podwyżek

Ignacy Morawski, główny ekonomista Pulsu Biznesu oceniał w TOK FM, że głównym praktycznym skutkiem obniżki podatków od energii będzie to, że konsumenci nie odczują w kieszeniach planowanych podwyżek cen prądu i gazu. - Energii zimą zużywa się więcej, więc domowe rachunki po podwyżkach byłyby znacząco wyższe. A poza tym rząd ma nadzieję, że ceny paliw na rynkach spadną od wiosny - mówił Morawski.

Ponadto pozostawienie ulg podatkowych na dłużej doprowadziłoby do kolejnego wzrostu inflacji. - Stała obniżka podatków byłaby niebezpieczna dla gospodarki, bo ona podbija popyt, co doprowadziłoby do jeszcze większego wzrostu innych cen - przewidywał Ignacy Morawski.

Według danych GUS inflacja była w październiku najwyższa od 20 lat. Ekonomiści zapowiadają, że w listopadzie wzrośnie do ponad 7 proc.,  do końca roku przekroczy 8 proc., a na początku przyszłego roku może być nawet dwucyfrowa.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM