Rekordowe wzrosty cen w listopadzie. GUS ogłosił szacunki dot. inflacji

Inflacja w listopadzie przekroczyła 7,7 proc. - wynika z szacunkowych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Oznacza to rekordowe od 20 lat wzrosty cen.
Zobacz wideo

Według szacunkowych danych Głównego Urzędu Statystycznego, listopadowa inflacja w Polsce wzrosła do 7,7 proc. W październiku wyniosła 6,8 proc.

Z danych GUS wynika, że paliwa podrożały niemal o 40 proc., nośniki energii w tym prąd czy gaz o 13 proc., a żywność o ponad 6 proc.

Poziom 7 proc. po raz ostatni inflacja w Polsce osiągnęła ponad 20 lat temu, w styczniu 2001 roku. Ale zdaniem ekspertów, to nie koniec skoków cen. Ekonomiści szacują, że w Święta Bożego Narodzenia wzrost cen przekroczy 8 proc. i jeszcze przyspieszy na początku przyszłego roku. Na rynkach światowych drożeje bowiem energia, które koszt jest składnikiem ceny na przykład surowców żywnościowych oraz wszelkich innych dóbr przetworzonych.

Inflacja rośnie. Kiedy szczyt?

Jak podkreślają specjaliści, szczyt inflacji osiągniemy na przełomie roku, choć minister finansów Tadeusz Kościński prognozuje go w styczniu-lutym. W jego ocenie inflacja rośnie, bo utrzymują się "czynniki inflacjogenne", jak słaby złoty i droga ropa naftowa.

Zapytany we wtorek, czy reakcja Rady Polityki Pieniężnej na podwyższoną inflację była spóźniona, minister ocenił, że wcześniejsza reakcja nic by nie dała, jedynie "dodałaby paliwa" do wzrostu cen.

W nowelizacji ustawy budżetowej na 2021 r. założono, że inflacja ma wynieść w ujęciu średniorocznym 4,3 proc.

"Przeciętny człowiek się rozczaruje"

Wysokiej inflacji ma przeciwdziałać tzw. rządowa tarcza, której głównymi elementami są obniżka cen paliw, niższy VAT na gaz i energię oraz specjalny dodatek osłonowy dla rodzin. Jednak w ocenie prof. Witolda Orłowskiego, który był gościem TOK FM, walka z inflacją polega ograniczania ilości pieniędzy na rynku, a rząd stosuje zwiększanie. - Wypłacane dodatki inflację będą wzmacniać podkreślał.

Profesor wątpił też, czy tak naprawdę odczujemy ochronę tej tarczy. - Ceny gazu i energii wzrostu i to potężnie, tylko mniej niż gdyby nie było tarczy. Na stacjach benzynowych spadek może być o 3 grosze, a premier będzie mógł powiedzieć, że to wina stacji benzynowych. Więc przeciętny człowiek się rozczaruje - tłumaczył prof. Orłowski w rozmowie z Anną Gmiterek-Zabłocką.

DOSTĘP PREMIUM