NBP z opóźnionym zapłonem. Inflacja zostanie z nami także w roku wyborczym. "Dopiero wtedy stanie się mniej irytująca"

Drożyzna będzie się utrzymywać także w 2023 r. - prawdopodobnie przez najbliższe 18 miesięcy, czyli także w roku wyborczym. To prognoza ekonomistów, gości programu EKG w TOK FM.
Zobacz wideo

- To, co zrobiliśmy do tej pory, wywołuje efekty, ale niewystarczające. Jeśli więc warunki się nie zmienią, na przykład nie pogorszy się koniunktura i nie wzrośnie bezrobocie, to będą podwyżka czy podwyżki. Dotychczasowe podwyżki znacząco obniżają inflację w średnim okresie, ale nie powiedziałem, że są wystarczające - stwierdził na konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński.

- Inflacja spadnie z agendy spotkań rodzinnych - a rozmawianie o niej to dobry miernik jej dotkliwości - za 15-18 miesięcy. Dopiero wtedy stanie się mniej irytująca i przestanie być tematem na spotkaniach towarzyskich, obiadach rodzinnych czy imieninach - prognozował Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu". W środę Rada Polityki Pieniężnej drugi raz z rzędu podniosła stopy procentowe, tym razem o 0,5 punktu procentowego, do poziomu 1,75 proc. Eksperci są zgodni, że decyzje Rady są spóźnione, a ich wymierne efekty będą odczuwalne za 4-8 kwartałów tzn. w drugiej połowie 2023 r. czyli prawdopodobnie dopiero w końcówce lub po kampanii wyborczej przed wyborami do parlamentu.

Według Hanny Cichy, analityczki Polityki Insight, jest jeszcze jedna inflacyjna niewiadoma dotycząca skrzyżowania polityki gospodarczej z decyzjami politycznymi. - Nie wiadomo, czy i na jak długo rząd przedłuży działanie tarczy antyinflacyjnej - zauważyła Cichy, przypominając, że premier Mateusz Morawiecki nie wykluczał takiej możliwości. Przywoływała deklarację rządu o tym, że Polska natychmiast skorzysta z możliwości obniżenia podatku VAT na żywność, gdy tylko Unia Europejska taką możliwość dopuści. - Jeśli rząd miałby obniżyć VAT na żywność w 2022 r., a potem przywrócić stare stawki, to spotka go potem (w 2023 r., przyp. red.) lokalny szczyt inflacji i szczyt społecznego niezadowolenia z powodu gwałtownego wzrostu cen - zauważyła ekonomistka.

Według wstępnych danych statystycznych w listopadzie inflacja wyniosła 7,7 proc. i była najwyższa od 20 lat. Eksperci prognozują, że przed świętami Bożego Narodzenia będzie jeszcze wyższa, a w najbliższym czasie może osiągnąć nawet wartości dwucyfrowe.

Słaby złoty na rękę bankowi centralnemu

Dodatkowo na wysokość inflacji wpływa słaby złoty, bo podnosi ceny towarów i półproduktów sprowadzanych z zagranicy za euro czy dolary (jak np. ropa naftowa). Ignacy Morawski nie miał w tej sprawie dobrych wiadomości. Jego zdaniem rządzącym "pasuje słaby złoty" i kurs 4,50-4,60 za euro, co znaczyłoby, że będą się starali utrzymać ten poziom.

- Panuje takie przekonanie, że słabsza waluta to wsparcie dla modelu rozwoju gospodarczego opartego na eksporcie; jako gospodarka jesteśmy bardziej konkurencyjni, gdy złoty jest słaby, bo wtedy szanse na rozpychanie się na rynku międzynarodowym są większe - ocenił gość TOK FM. Dodatkowo na słabym złotym zyskuje Narodowy Bank Polski, który na koniec roku przelicza na złote swoje rezerwy trzymane w walutach. Im słabszy złoty, tym wyższa wartość walut w skarbcu NBP i wyższy papierowy zysk przekazywany później do budżetu państwa. W ubiegłym roku na takim przeliczaniu rząd PiS zyskał prawie 9 mld złotych.

Nad przepisami rządowej tarczy antyinflacyjnej pracował w czwartek Sejm. Rządzący PiS postanowił w ramach tych prac podnieść kwotę tzw. dodatku osłonowego dla gorzej sytuowanych gospodarstw domowych. Jednoosobowe gospodarstwo domowe miałoby dostać 500 zł, gospodarstwo dwu- lub trzyosobowe 750 zł, składające się z czterech lub pięciu osób 1062,50 zł i najwięcej 1437,5 zł gospodarstwo więcej niż sześcioosobowe. Wypłaty mają nastąpić w dwóch ratach do połowy przyszłego roku. PiS chce w ten sposób złagodzić skutki inflacji w tym rosnących cen energii. Kolejną podwyżkę cen prąd Urząd Regulacji Energetyki ma zatwierdzić w przyszłym tygodniu. Już wiadomo, że producenci wnoszą o wzrost cen o 20-40 proc.

Oprócz tego posłowie przyjęli poprawkę klubu PiS zwiększającą środki dla gospodarstw domowych  wykorzystujących węgiel do ogrzewania. Została ona zgłoszona w czwartek przez Krzysztofa Tchórzewskiego. Dla tych gospodarstw świadczenie ma wynosić 400 zł dla gospodarstwa domowego jednoosobowego, 600 zł dla gospodarstwa, które liczą od dwóch-trzech osób, 850 zł dla gospodarstwa składającego się z czterech-pięciu osób, a 1150 zł dla gospodarstwa, w którym jest co najmniej sześć osób.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wymieniał inflację jako jedno z największych wyzwań, przed którymi w najbliższym czasie stoi jego partia.

DOSTĘP PREMIUM