Wielka Rezygnacja z pracy, ale jeszcze nie w Polsce. "Czy nas na to w ogóle stać?"

Są zmęczeni, przeciążeni, bez satysfakcji z pracy i często bez związku z pracodawcą. Ale mimo to polscy pracownicy, choć skarżą się na swoje miejsce na rynku pracy, w przeciwieństwie do Amerykanów nie rzucają jej masowo. Dr Justyna Pokojska z ośrodka DeLab UW w rozmowie z Karoliną Głowacką szuka przyczyn i prognozuje trendy na najbliższą przyszłość.
Zobacz wideo

W Stanach Zjednoczonych tylko we wrześniu tego roku pracę rzuciło 4,4 mln ludzi. W całym roku takich przypadków były już dziesiątki milionów. Trend określany mianem Wielkiej Rezygnacji opisał magazyn SpidersWeb+

W Polsce mamy swojsko brzmiące "rzucanie wszystkiego, by wyjechać w Bieszczady", ale dr Justyna Pokojska w rozmowie z Karoliną Głowacką przyznała, że trendu analogicznego do tego z USA jeszcze w Polsce nie dostrzega. Choć są już pierwsze zwiastujące go jaskółki.

Czy przed nami fala odejść pracowników?

- W Polsce wciąż mówimy o rynku pracownika, ale z drugiej strony mamy 7-proc. inflację i rosnące ceny. Nie wiem, czy nasi pracownicy mogą sobie pozwolić na great resignation. Czy nas na to stać? W Polsce bym tego nie widziała na taką skalę - przyznała. Dodała jednak, że ze względu na inny od amerykańskiego rynek pracy i inną mentalność trend Wielkiej Rezygnacji może do nas dotrzeć z opóźnieniem, np. w latach 2022-23. 

Dr Pokojska przypomniała przeprowadzone w nieodległej przeszłości badania, które wskazywały, że spośród polskich pracowników co czwarty byłby gotów rzucić pracę, ponieważ nie czuje związku z pracodawcą. - Pandemia była bodźcem do przewartościowania - w pracy, w relacjach. Do tego dochodzi głęboki trend wypalenia zawodowego, Polacy wciąż jeszcze nie potrafią stawiać granicy między pracą a życiem prywatnym. 65 proc deklaruje, że odczuwa symptomy wypalenia zawodowego - wyliczała rozmówczyni Karoliny Głowackiej. Dodatkowo w Polsce nie notuje się wzrostu satysfakcji z pracy. 

Jednak po czasie ogromnego obciążenia, jakie przyniosła ze sobą pandemia, kiedy z dnia na dzień spadło nam na głowę mnóstwo obowiązków związanych chociażby z nauką zdalną dzieci, przychodzi moment, w którym coraz częściej mówimy "sprawdzam". - Kroki rewolucyjne podejmujemy nie wtedy, kiedy jest najgorzej, ale kiedy się trochę odbijemy. Może my w Polsce się jeszcze nie odbiliśmy tak, jak Amerykanie i dlatego u nas nie będzie teraz widać tego trendu. Ale na Zachodzie pracownicy decydują, że praca nie będzie rządzić życiem, nie jest jej sensem, ale środkiem - mówiła dr Justyna Pokojska. 

Wiem, czego nie chcę

Wskazywała, że nie bez znaczenia jest to, kto właśnie teraz wchodzi na rynek pracy. Jest to pokolenie Z, które stawia na siebie, wyznacza granice i chce robić to, co jest dla jego przedstawicieli satysfakcjonujące. - Na przykład nie życzymy sobie korespondencji służbowej po godz. 17, uważamy, że mamy prawo nie odpisywać na maile, gdy jesteśmy na zwolnieniu lekarskim - wskazywała. To postawy, które wciąż mogą dziwić wielu pracodawców.   

Z drugiej strony jedną z najbardziej poszukiwanych kompetencji pracowniczych to umiejętność dostosowania się do niepewnych, zmieniających się warunków. A to może oznaczać, że być może jesteśmy gotowi na kolejne potencjalne rewolucje pracownicze. - Zmiany przyśpieszyły w pandemii, pandemia ich nie stworzyła, ale pomogła nam zrozumieć i dostrzec procesy - dodała badaczka. 

Jedna z poszukiwanych kompetencji to umiejętność dostosowania się do niepewnych, zmieniających się warunków. Być może jesteśmy gotowi na kolejne potencjalne rewolucje. Zmiany przyśpieszyły w pandemii, która pomogła nam zrozumieć i dostrzec procesy. 

DOSTĘP PREMIUM