Omikron utrudnia pracę linii lotniczych. 8 tys. odwołanych lotów. Ekspert: Słowo klucz to niepewność

- Omikron narobił dużych szkód branży lotniczej - mówił w TOK FM Mariusz Piotrowski z Fly4free. W USA przewoźnicy nie mogą skompletować załóg ze względu na dużą liczbę zakażeń wśród pracowników, w tym pilotów. - Ale jest też poważniejszy problem - zwrócił uwagę ekspert.
Zobacz wideo

W ostatni weekend na całym świecie odwołano około 8 tysięcy lotów. Przyczyną jest przede wszystkim pandemia. W wielu państwach liczba zakażeń nowym wariantem — omikronem — rośnie w zastraszającym tempie. Siłą rzeczy rośnie także liczba osób będących na kwarantannie bądź w izolacji. Linie lotnicze borykają się więc z brakami personelu.

Mariusz Piotrowski z serwisu Fly4free podkreślił, że jeśli chodzi o miniony weekend, najmocniej poszkodowane zostały Stany Zjednoczone, "gdzie rynek lotów krajowych jest zdecydowanie najbardziej rozbudowany". W czasie od wigilii do drugiego dnia świąt odwołano tam około 3 tysiące lotów. 

- Omikron narobił dużych szkód branży lotniczej. W tym konkretnym przypadku [USA — red.] to są zakażenia pilotów i innych członków załóg, które spowodowały, że poszczególni przewoźnicy nie byli w stanie skompletować zespołu. Ale jest też poważniejszy problem, czyli to, jak nowy wariant koronawirusa i związane z nim restrykcje wpływają na popyt na podróże lotnicze — podkreślił.

Jak dodał gość TOK FM, sytuacja niektórych przewoźników jest "bardzo skomplikowana". Przyczynił się do tego nie tylko omikron — nowy wariant koronawirusa postawił kropkę nad "i". 

Po pierwsze — jak wskazywał Piotrowski — bardzo często o tym, że ktoś jest chory na COVID-19, dowiadujemy się w ostatniej chwili (np. podczas testu robionego przed wylotem). A zatem planowanie czegokolwiek w dłuższej perspektywie jest praktycznie niemożliwe. - Po drugie, jeśli chodzi o liczbę pracowników w liniach lotniczych, to sytuacja jest też dość skomplikowana. Ponieważ przy poprzednich falach pandemii wielu przewoźników dość mocno redukowało liczbę pracowników — wyjaśniał.

Już w czasie minionych wakacji zdarzało się, że przewoźnicy musieli borykać się z brakami kadrowymi, a teraz — w okresie dużej liczby zachorowań — jest jeszcze gorzej. 

Czy w takiej sytuacji należy spodziewać się pozwów ze strony pasażerów, którzy (nie ze swojej winy) nie mogli gdzieś dotrzeć na czas? Mariusz Piotrowski takich pozwów się raczej nie spodziewa. Według gościa TOK FM raczej możemy oczekiwać wniosków o wypłatę odszkodowań pasażerom. A to też oznacza powiększenie i tak niemałych strat finansowych linii lotniczych.

Kiedy linie lotnicze będą miały szansę się jakoś odbić? - Obecnie słowem kluczem w tej całej sytuacji jest niepewność. Nie wiemy bowiem, jak długo trwać będzie ta nowa fala związana z omikronem — mówił ekspert. - Wiemy jedynie, że im dłużej będziemy obserwować tak znaczące wzrosty zakażeń, tym dłużej branża lotnicza nie wstanie z kolan, na których obecnie się znajduje — dodał.

W jego ocenie sytuacja przewoźników poprawi się dopiero wtedy, jeśli liczba zakażeń zacznie spadać i restrykcje związane z omikronem zostaną poluzowane. W przeciwnym razie — jak mówił gość TOK FM — potrzebne będą przewoźnikom nowe transze pomocy publicznej. 

DOSTĘP PREMIUM