Polacy wyjeżdżają i nie chcą wracać. "Norwegowie są trochę spanikowani"

- Norwegowie są trochę spanikowani, że tracą Polaków, którzy wyjeżdżają i nie wracają. To, że Polacy budowali Norwegię przez ostatnie dwie dekady, to nie jest mit - tłumaczyła w TOK FM prof. Nina Witoszek-Fitzpatrick z Uniwersytetu w Oslo. Dlaczego Polacy nie chcą już pracować w Norwegii?
Zobacz wideo

Norweska telewizja NRK podaje, że Polacy pakują się i wracają do kraju. W norweskiej branży budowlanej i stoczniowej zaczyna brakować pracowników. Norwegowie obawiają się, że może to spowodować m.in. opóźnienia w realizacji wielu projektów budowlanych, w tym ważnych obiektów użyteczności publicznej, takich jak szpitale czy szkoły. Z opublikowanych badań FAFO wynika, że co piąty Polak pracujący w Norwegii rozważa powrót do ojczyzny.

- Norwegowie są trochę spanikowani, że tracą Polaków, którzy wyjeżdżają i nie wracają po to, aby kontynuować pracę. To, że Polacy budowali Norwegię przez ostatnie dwie dekady, to nie jest mit. Zbudowali chociażby najpiękniejszą, nową operę w Europie, na fiordzie. W zeszłym roku ukazała się nawet książka "Kto będzie budował Norwegię?!", napisana przez obecnego doradcę premiera Norwegii, bo nie ma już tych Polaków - komentowała w TOK FM profesor Nina Witoszek-Fitzpatrick.

Dodała, że Polacy są dalej cenieni w Norwegii jako najlepsi fachowcy. - W Norwegii był kult tzw. społeczeństwa wiedzy. To było społeczeństwo oparte na pędzie do wykształcenia wyższego, dotacji do studiów i zaniedbaniu szkół zawodowych. Polacy, którzy przyjeżdżali przez wiele lat do Norwegii, mieli tę fachowość na znacznie wyższym poziomie - tłumaczyła. 

Profesor Witoszek-Fitzpatrick zwróciła uwagę, że liczba Polaków, którzy przyjeżdżali, przez jakiś czas była tak duża, że Norwegowie "mogli sobie wybierać" i stawiać pewne wymagania. Teraz muszą szukać Litwinów albo Słoweńców czy osób z innych krajów, gdzie jest wysokie bezrobocie. - Do tej pory mówiło się, że każdy Norweg ma swojego Polaka, czyli taką swoją "złotą rączkę", która załatwi wszystkie sprawy, naprawi, zreperuje itd. Teraz już nie każdy Norweg ma swojego Polaka. Żal u Norwegów jest na pewno - oceniła.

"Pobyt w dalszym ciągu w Norwegii to czyste samobójstwo"

Gościni audycji wskazała także, dlaczego Norwegia przestała być atrakcyjnym miejscem pracy dla Polaków. Zwróciła uwagę, że problemy zaczęły się już dwa lata temu. W jej ocenie nie ma to jednak związku z płacami czy niższym bezrobociem w Polsce. - Chodzi o inne czynniki. Koszty utrzymania w Norwegii, przede wszystkim ceny energii, są w tej chwili tak wysokie, że pobyt tutaj to czyste samobójstwo. Mimo że to kraj, który produkuje energię, w tej chwili rujnuje obywateli, jeśli chodzi o ceny elektryczności - powiedziała profesor Witoszek-Fitzpatrick.

Podkreśliła, że bardzo wysokie ceny żywności są szczególnie dotkliwe dla przyjezdnych. - To, czego Norwegowie nie dzielą ze zwykłymi śmiertelnikami, to koszty utrzymania. Pensje Norwegów, są astronomiczne w porównaniu z tymi, które dostają Polacy w Norwegii - mówiła. - Jeśli taki Polak robotnik, malarz domowy czy stolarz sobie skalkuluje, że jak przyjedzie z powrotem, to zapłaci cztery razy więcej za elektryczność, to mu się w tej chwili już nie opłaca przyjechać - dodała.

Wskazała, że znacznie wzrosły także koszty benzyny. - Większość Polaków mieszka poza centrum, bo centrum jest dla nich za drogie. Muszą więc mieć ten samochód, żeby czymś dojechać do pracy. Poza tym są bardzo mobilni, mają pracę w różnych miejscach i muszą być dyspozycyjni - tłumaczyła. - Kiedy wliczymy w pensję wszystkie te dodatkowe koszty, to pracownicy w Polsce w tej chwili będą równie zamożni - powiedziała.

Drugi czynnik, na który zwróciła uwagę gościni TOK FM, to oczywiście pandemia, która znacznie skomplikowała polskim pracownikom życie. Przez nią przyjazd i wjazd do Norwegii jest utrudniony, są kwarantanny i niepewność co do możliwych restrykcji norweskiego rządu. - Nie można już pojechać do Polski na dwa-trzy tygodnie i wrócić - wyjaśniła.

"Ciągle jest szansa znaleźć dobrą pracę w sprzątaniu"

Gościni audycji zwróciła uwagę, że Norwegia przez ostatnie 10 lat miała korzystne regulacje, jeśli chodzi o nowe firmy. - Trzeba było mieć tylko 5-10 tys. koron, otworzyć firmę, płacić podatki i było wszystko okej - mówiła. Wskazała, że w związku z tym powstała niesamowita liczba firm założonych przez Polaków. - Norwegowie stworzyli niezłe warunki dla tzw. wyzwolonych Polaków, którzy sami sterowali swoimi zakładami, czasem i tym, gdzie i u kogo pracowali - opisywała.

DOSTĘP PREMIUM