Marek Belka ostrzega przed "galopadą cen". "Gdy inflacja urwie się z łańcucha, trudno ją okiełznać"

- Uważam, że niestety nieuchronnie zbliżamy się do inflacji dwucyfrowej, czyli ponad 10 proc. - powiedział w TOK FM prof. Marek Belka. Jak dodał, takiej inflacji nie można bezpiecznie trzymać pod kontrolą, bo "gdy już urwie się z łańcucha, potem strasznie trudno ją okiełznać". Jego zdaniem może skończyć się to "galopadą cen".
Zobacz wideo

W piątek Główny Urząd Statystyczny ma ogłosić wstępne prognozy dot. inflacji w grudniu. Wiemy już jednak, że od kilku miesięcy ceny towarów i usług konsumpcyjnych rosną w rekordowym od 20 lat tempie. W listopadzie 2021 roku wzrosły rok do roku o 7,8 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny wzrosły o 1,0 proc.

O to, czy będzie jeszcze gorzej, Maciej Głogowski pytał w "Poranku TOK FM" prof. Marka Belkę, europosła, byłego premiera i byłego prezesa Narodowego Banku Polskiego. - Prognozy, które nam serwuje wydział analityczny NBP, są dzisiaj mało wiarygodne. Ostatnio usłyszeliśmy, że ten szczyt inflacyjny nastąpi gdzieś w połowie tego roku i będzie wynosił 8,3 proc. Ale jestem przekonany, że pojutrze, kiedy Główny Urząd Statystyczny ogłosi tzw. wstępne wyniki inflacji za grudzień, to one będą wyższe niż te 8,3 proc. Uważam, że niestety nieuchronnie zbliżamy się do inflacji dwucyfrowej, czyli ponad 10 proc. - powiedział.

Jak dodał, takiej inflacji nie można bezpiecznie trzymać pod kontrolą, bo "gdy już urwie się z łańcucha, potem strasznie trudno ją okiełznać". - W okresie podwyższonej inflacji, gospodarki bardzo rozgrzanej, a może nawet już przegrzanej, nie można zwiększać wydatków państwa - stwierdził i dodał, że w tej chwili całość polityki rządu jest nastawiona na zwiększanie wydatków.

Jego zdaniem "za wiele lat dosyć beztroskiej polityki budżetowej" teraz wszyscy będziemy musieli zapłacić. - Ale także za to, że podczas lockdownu trzeba było ratować gospodarkę wpompowaniem w nią pieniędzy. Powinniśmy być na to przygotowani informacyjnie, a nikt o tym nie mówi z wyjątkiem "totalnej opozycji" w szeregach ekonomistów. To rząd powinien uczciwie powiedzieć: "Uratowaliśmy was, a teraz trzeba zapłacić za to rachunek w postaci wyższych cen". Jeżeli nie chcemy, by one przekształciły się w galopadę cen, trzeba ograniczyć wydatki, czyli w istocie ograniczyć tempo naszych aspiracji konsumpcyjnych - wyjaśniał.

Zwrócił również uwagę, że zarówno rząd, jak i bank centralny do tej pory mówili, by Polacy nie martwili się wzrostami cen, bo w jeszcze szybszym tempie rosną płace. - Gdy ekonomiści to słyszeli, skóra im cierpła. Dlatego że to oznaczało zadowolenie z rozkręcającej się spirali cenowo-płacowej. Niestety myślę, że już jesteśmy w pierwszej fazie tej spirali. Dlatego że sytuacja na rynku pracy jest niezwykle sprzyjająca dla takiej spirali. Mamy setki tysięcy wakatów, bardzo duże trudności ze znalezieniem pracowników, więc ludzie po prostu - oczywiście zgodnie ze swoim interesem - będą żądać wyższych płac - wyjaśniał i dodał, że doprowadzi to do kolejnych wzrostów cen.

DOSTĘP PREMIUM