Ekspert ostrzega, że czas szykować się na 10 proc. inflacji. Czy tarcza rządu pomoże? "Nie należy ściemniać"

Najgorsze jest to, że spodziewam się, że inflacja dalej będzie rosnąć - mówił w TOK FM ekonomista dr Wojciech Paczos z Cardiff University i Polskiej Akademii Nauk. Ekspert wskazał na błędy, jakie popełniał Narodowy Bank Polski, które przyczyniły się do obecnej sytuacji. Odpowiedział też na pytanie, czy rządowa tarcza antyinflacyjna przyniesie poprawę sytuacji.
Zobacz wideo

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2021 r. wzrosły o 8,6 proc. w porównaniu rok do roku, a w porównaniu z poprzednim miesiącem - o 0,9 proc. - podał Główny Urząd Statystyczny w szacunku flash.

Premier zareagował na złe dane zapowiedzią, że w przyszłym tygodniu zostanie ogłoszona tarcza antyinflacyjna 2.0, zakładająca m.in. obniżkę od 1 lutego na okres pół roku stawki VAT na paliwa z 23 proc. do 8 proc. Obniżony VAT ma obowiązywać przez pół roku.

Czy posunięcia rządu osiągną zamierzony efekt? - Tarcza antyinflacyjna ma zapisane działania, które według premiera, a nawet prezesa banku centralnego będą obniżać inflację, ale one nie mają szans obniżyć inflacji - ocenił w TOK FM dr Wojciech Paczos z Cardiff University, grupy eksperckiej Dobrobyt na Pokolenia oraz Polskiej Akademii Nauk.

Jak wyjaśnił ekspert działania w stylu obniżki podatku VAT czy też akcyzy, to działania jednorazowe. - To może wpłynąć na obniżenie poziomu cen, a inflacja to nie jest wysokość cen, tylko szybkość ich wzrostu. Chwilowo obniżą (rządzący swoimi działaniami - red.) ten wzrost, ale w żaden sposób nie wpłyną na trend, który obserwujemy od pewnego czasu. Mało tego, w przyszłości poziom cen podskoczy - ostrzegał rozmówca Agnieszki Lichnerowicz.

Zdaniem eksperta działania rządu są obliczone na pojedynczy odczyt inflacji, dokonywany przez Główny Urząd Statystyczny. - W momencie zakończenia tarczy odczyt będzie wyższy. Obniżka podatków - połączona ze wzrostem wydatków - to działanie, które de facto stymuluje inflację, a nie ogranicza, dlatego to nietrafiony instrument - powtórzył dr Paczos.

Przyznał, że rząd znalazł się w sytuacji, kiedy musi podejmować takie decyzje, "by chronić tych najmniej zarabiających, najsłabszych, których inflacja kosztuje najwięcej". - Ale nie należy ściemniać, że to będzie obniżać inflację. Co najwyżej przesunie ją na później - przekonywał.

Inflacja. Przed nami twarde lądowanie

Według gościa TOK FM, choć obecna sytuacja jest zła, to trzeba brać pod uwagę jeszcze gorsze scenariusze. - Nie wygląda to dobrze. Nie chcę się wymądrzać, ale spodziewałem się, że inflacja będzie rosła. Najgorsze jest to, że spodziewam się, że dalej będzie rosnąć. Bardzo chcę się mylić, ale wydaje mi się, że w pierwszej połowie 2022 roku możemy zobaczyć odczyt powyżej 10 proc. - uważa dr Paczos.

Eksperta nie przekonują tłumaczenia rządzących, że rosnąca inflacja to efekt wzrostu cen paliw oraz polityki UE, która ma na celu ograniczenie emisji CO2.

- Postawię taką mocną tezę, że to już nie ma znaczenia, jaka jest przyczyna inflacji. Jedyne znaczenie ma to, że widzimy te odczyty i zaczynamy na to reagować. I następuje to, co ekonomiści nazywają zdekotwiczeniem oczekiwań, czyli przestajemy wierzyć w to, że bank centralny będzie w stanie wypełnić swój mandat. A kiedy przestajemy w to wierzyć, gospodarka przestaje ufać w działania banku centralnego, to inflacja sama zaczyna się utrwalać i nie ma znaczenia, z czego ona na samym początku wynikła. Obawiam się, że to scenariusz, który zaczynamy realizować - wyjaśnił naukowiec z Cardiff University i PAN-u.

Ekonomista podkreślił, że sposób komunikacji Narodowego Banku Polskiego - szczególnie jego prezesa Adama Glapińskiego - doprowadził do tego, że nie mamy co liczyć na "miękkie lądowanie", czyli "wygaszenie inflacji przy minimalizowaniu kosztów dla gospodarki".

Jak podkreślił, w czasach kryzysu - a z takim mamy do czynienia od wybuchu pandemii koronawirusa - "wiarygodność jest na wagę złota".  - Czas na działanie po stronie komunikacji banku centralnego minął. Na to czas był w drugiej połowie 2021 roku i został zmarnowany, głównie przez to, że prezes opowiadał bajko o tym, że inflacja jest niska, że jej nie ma, że jej nie będzie. Teraz w te bajki nikt nie wierzy, więc  zostaje tylko podnoszenie stóp procentowych - ocenił.

Takie działanie oznacza, że "będzie obniżała się aktywność gospodarcza, będziemy musieli ciąć nasze wydatki, koszty życia będą szły w górę". Podwyżki najboleśniej odczują osoby, które niedawno wzięły kredyty mieszkaniowe.

Na czekający nas wzrost kosztów życia znaczący wpływ będą miały wyższe ceny gazu i energii, które mamy od stycznia. - To dołoży się i podwyższy inflację. A potem będą efekty drugiej rundy, czyli wszyscy, którzy np. używają gazu do pieczenia chleba w piekarniach, będą musieli podwyższać ceny - mówił dr Wojciech Paczos w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM