Zorganizowanie wesela to teraz niezły rollercoaster. "Mam klientów, którzy przekładali już trzy razy"

- Mamy doświadczenia z klientami, którzy już trzy razy przekładali wesele, bo mają gości zagranicznych. Ale w międzyczasie już mają dziecko, kupili dom. To ich życie dalej się toczy, choć ceremonia jeszcze się nie odbyła - mówiła w TOK FM Katarzyna Gajek, przedstawicielka branży ślubnej.
Zobacz wideo

Katarzyna Gajek jeszcze do niedawna reprezentowała Polskie Stowarzyszenie Branży Ślubnej. Ale - jak przyznała na naszej antenie - koronawirus rozłożył także i tę organizację. - Niestety COVID-19 spowodował, że większość z nas musiała bardzo dywersyfikować swoje działania zawodowe. Po prostu nie wszyscy mieli czas, żeby się angażować w prace stowarzyszenia - powiedziała.

Rozmówczyni Przemysława Iwańczyka przyznała, że epidemia odbiła się na branży ślubnej bardzo dotkliwie. - W 2020 roku spadek był o 90 procent. Zeszły rok to może 70 procent. Ten rok zapowiada się dość szaleńczo, bo mamy sporo uroczystości przełożonych z tych dwóch lat, co też nie jest dobrym rozwiązaniem - stwierdziła. Poza tym nie wiadomo jeszcze, jakie obostrzenia będą obowiązywały w tym roku i czy przekładane imprezy będą mogły się w końcu normalnie odbyć. 

- Pracuję w tym zawodzie od 15 lat. Przyznam, że zawsze był to zawód dla ludzi o mocnych nerwach. Ale teraz trzeba mieć naprawdę ogromną determinację, cierpliwość, pokorę, żeby po prostu nie zwariować. Tych momentów załamań czy frustracji jest bardzo wiele - mówiła Katarzyna Gajek.

Zwracała uwagę, że organizacja ślubu i wesela jest i tak nacechowana sporą emocjonalnością. W całe wydarzenie zaangażowane jest wiele stron. Natomiast od dwóch lat zamieszanie jest jeszcze większe. Trzeba liczyć się nie tylko z restrykcjami nakładanymi przez rząd. Niezmiernie ważną rolę odgrywają też sami goście. - W zeszłym roku wiele imprez było odwoływanych albo zmniejszanych do minimum, bo goście deklarowali, że nie przybędą. Ta obawa przed spotkaniami w grupach większych i mniejszych była tak silna, że nie potwierdzali swoich obecności i czasem, na ostatnią chwilę, zmienialiśmy ideę całego przedsięwzięcia albo szukaliśmy nowego miejsca - opowiadała.

Ceny poszły w górę o 20-25 procent

Gajek zwracała też uwagę, że o ile pandemia rzeczywiście zatrzymała część ślubów czy wesel, tak nie zatrzymała codziennego życia. - Mamy doświadczenia z klientami, którzy już trzy razy przekładali wesele, bo mają gości zagranicznych. Ale w międzyczasie już mają dziecko, kupili dom. To ich życie dalej się toczy, choć ceremonia jeszcze się nie odbyła - podała. 

Jak mówiła, ma też wielu klientów, którzy zdecydowali się na skromny ślub cywilny, natomiast w tym roku chcieliby to "odbić" i zorganizować duże przyjęcie. - Czyli jednak ta potrzeba celebrowania i spotkania się z ludźmi jest - powiedziała.

Rozmówczyni Przemysława Iwańczyka zaznaczyła jednak, że cały czas jest duża obawa - zarówno wśród przedstawicieli branży ślubnej, jak i samych klientów. Obawiają się, czy na przykład miejsce, które sobie wybrali (na przyjęcie) jeszcze za rok dalej będzie działać; czy nie trzeba będzie wszystkiego organizować jeszcze raz albo na ostatnią chwilę. 

Dopytywana też o koszty organizacji wesela - przyznała, że te poszły w górę. - W zasadzie wszystkie umowy, które weryfikowaliśmy przekładając uroczystości, to stawki były już o 20-25 procent wyższe - wskazała.

DOSTĘP PREMIUM