Główny ekonomista MF przyznaje, że operacja "Polski Ład" nie poszła najlepiej. Wylicza, czego zabrakło

- To poszerzanie, a nie poprawianie Polskiego Ładu - w taki sposób resort finansów reklamuje korekty w sztandarowym programie rządzącej Zjednoczone Prawicy. Ten już na samym starcie okazał się niewypałem i wywołał podatkowy chaos. Główny Ekonomista ministerstwa przekonywał w TOK FM, że prace nad poprawkami do rewolucji w podatkach "idą pełną parą", a ich rezultat poznamy za kilka tygodni.
Zobacz wideo

Łukasz Czernicki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów, przyznał jednocześnie, że od strony organizacyjnej i wdrożeniowej operacja Polski Ład nie poszła najlepiej. - Można było albo wcześniej przemyśleć, albo lepiej zakomunikować (zmiany przepisów, przyp. red.), bo kwestia PIT2 (uprawniającego do korzystania z odpisu kwoty wolnej, przyp. red.) wynikała z tego, że brakowała rzetelnej informacji na ten temat - powiedział ekonomista MF.

Choć prace są intensywne, nie wiadomo na razie dokładnie jaki będzie ich konkretny efekt. - Na tym etapie nie mogę tego powiedzieć, bo nad tym pracujemy. Są kluczowe wytyczne, wiemy, kto ma nie tracić, a więc, że chodzi o emerytów, rencistów czy tzw. 'zbiegi', a więc osoby, które mają dochody z pracy i z np. zlecenia, co powoduje, że w obecnym stanie prawnym mogą tracić ze względu na różne zasady opodatkowania - stwierdził Czernicki. 

Niższe pensje "na rękę" mogą też wciąż otrzymywać te osoby, dla których - według rządzącego PiS - zmiany miały być neutralne. - To może być kwestia dostosowania systemów księgowych, rozumiem, że jest mało czasu na przetworzenie wszystkiego od strony organizacyjnej i dlatego mogą być niższe wynagrodzenia po styczniu, teraz czekamy na dostosowanie po stronie sektora prywatnego - oceniał przedstawiciel Ministerstwa Finansów.

Nie zgodził się z opinią, że sposób zaprojektowania ulgi dla klasy średniej, doprowadzi do tego, że korzystający z niej podatnicy będą musieli w rozliczeniu rocznym zwracać fiskusowi duże kwoty, "bo to jest najwyżej ok. 2 tys. zł rocznie". - Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, że ktoś zarabia 8,5 tys. zł miesięcznie, ale w grudniu dostaje premię w wysokości 50 tys. zł. W tej sytuacji przekracza widełki i ulgę trzeba będzie zwrócić (...), dla kogoś, kto dostanie 50 tys. zł, to nie będzie duża kwota - oceniał urzędnik ministerstwa finansów.

Wprowadzony przez PiS w tym roku podatkowy Polski Ład wywołał chaos w gospodarce. Rewolucyjne zmiany, w większości niezrozumiałe dla podatników wprowadzono bez właściwego przygotowania, a powszechne apele o ich przełożenie w czasie zlekceważono. W rezultacie w pierwszych dniach obowiązywania nowego porządku rząd musiał na gwałt łatać przepisy, których działania w praktyce nie przewidział. Zaś tysiące podatników, którzy według deklaracji miało nie stracić na zmianach otrzymało w styczniu pensje niższe niż w ubiegłym roku.

DOSTĘP PREMIUM