Szykuje się kolejna podwyżka stóp procentowych. "Niedotrzymana obietnica, w którą uwierzyli ludzie"

Szybko podnosić stopy procentowe, by hamować inflację czy podnosić je wolno, by chronić gospodarstwa domowe przed skokowym wzrostem rat mieszkania. Przed takim dylematem, zdaniem gości programu EKG w TOK FM, stoją polscy decydenci polityczni. I wydaje się, że posiadacze kredytów w złotych, nie powinni mieć złudzeń - uwaga polityków skupiona jest na walce z drożyzną.
Zobacz wideo

Eksperci zapowiadają, że na dzisiejszym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje o kolejnej podwyżce stóp procentowych. Według ostrożnych prognoz będzie to 0,5 pkt. proc. a na koniec roku główna stopa NBP wyniesie ok. 4 proc. To będzie oznaczać wzrost obciążeń w przypadku złotowych kredytów mieszkaniowych o kolejne 400 zł. Jednocześnie jeszcze zmniejszy zdolność kredytową chętnych. A już teraz, według NBP, banki sukcesywnie ograniczają możliwość otrzymania kredytu hipotecznego.

Jeszcze w ubiegłym roku Adam Glapiński, szef NBP, wielokrotnie deklarował, że stopy nie będą iść w górę, a Polsce nie grozi wysoka inflacja. Przez większą część roku bank centralny utrzymywał koszty kredytu na historycznie niskim poziomie. - Z punktu widzenia decydentów politycznych kluczowe jest zważenie, co jest dla nich ważniejsze: walka z inflacją czy obrona niedotrzymanej obietnicy o tym, że kredyt nie podrożeje. Bo tym właśnie są składane wiele razy przez prezesa NBP deklaracje, że nie będzie podwyżek stóp procentowych. To niedotrzymana obietnica, w którą uwierzyli ludzie, biorąc tanie pożyczki hipoteczne na całe życie - mówiła w TOK FM, ekonomistka Lidia Adamska, ekonomistka i mentorka start-up'ów. Jej zdaniem konieczność dokonania tego wyboru przez rządzących "bez wątpienia rodzi ryzyka polityczne". Zwłaszcza w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.

Zdaniem gości TOK FM instytucje państwa są dzisiaj nastawione raczej na walkę z inflacją niż na wsparcie rodzin z kredytami w złotym. Nie warto też na razie liczyć na to, że zapadnie polityczna decyzja na przykład o urzędowym zamrożeniu wysokości rat tak, jak zdecydował ostatnio rząd Węgier. - Główna uwaga decydentów jest skupiona na walce z inflacją. Przewidywania ekspertów są takie, że w styczniu wyniesie ona powyżej 9 proc. Wydaje się, i to też są głosy mocno przesiąknięte polityką, że granicą, której rząd nie chciałby przekroczyć pod żadnym pozorem to 10 proc. - oceniała Adamska.

Także zdaniem Julii Patorskiej przewodniczącej Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich, posiadacze kredytów mieszkaniowych nie powinni mieć nadziei na wsparcie ze strony rządzących, bo ich sytuacja nie jest na razie dramatyczna. - Przy przyznawaniu kredytu bierze się pod uwagę wiele czynników dotyczących zdolności kredytowej; jest szereg bezpieczników, które banki wykorzystują (by wyliczyć maksymalne możliwe obciążenie finansowe gospodarstwa domowego, przyp. red.) - wskazywała Patorska. Wyjaśniała, że tak właśnie działają podwyżki stóp procentowych: kredyt drożeje, raty rosną, pozostaje mniej pieniędzy do swobodnego wydawania, spada więc popyt, a to hamuje wzrost cen.

DOSTĘP PREMIUM