"Będziemy musieli żyć ze słabym złotym". Członek RPP o niepewności, którą przyniósł wybuch wojny

Na wzmocnienie złotego na razie nie ma co liczyć. - Będziemy musieli żyć przez jakiś czas ze słabym złotym. Przedział 4,7-4,8 zł za euro i 4,3-4,4 zł za dolara zapewne na razie się utrzyma - prognozował w TOK FM członek Rady Polityki Pieniężnej Ludwik Kotecki.
Zobacz wideo

Osłabienie polskiej waluty to efekt utrzymującej się na rynkach niepewności, która pojawiła się po zaatakowaniu Ukrainy przez Rosję. Jak wskazywał w Magazynie EKG Ludwik Kotecki, członek Rady polityki Pieniężnej, nie wiadomo, kiedy ten trend się zmieni. - Nie wiemy, co wydarzy się za tydzień za polską granicą. Nie wiemy, jak wojna będzie się przekładać na życie gospodarcze w Polsce czy na kursy walutowe, które są kształtowane nie tylko przez Polskę, ale także przez zagranicę. Wojna przyniosła jak zawsze bardzo wiele niepewności - mówił.

Jak podkreślił, z punktu widzenia gospodarki nie jest zasadniczo istotne, czy konflikt zbrojny potrwa jeszcze dwa tygodnie, czy dwa miesiące. - Efekty ekonomiczne i tak wystąpią, bo sankcje są i nie znikną z końcem wojny. One będą też mieć skutek na przyszłość - stwierdził rozmówca Macieja Głogowskiego. Nie do końca wiadomo, jaki to dokładnie będzie skutek, dlatego są też "obszary niepewności" zawarte np. w prognozach przygotowywanych przez Narodowy Bank Polski. Efektem jest np. obcięcie przewidywań dotyczących wzrostu gospodarczego.

- Niepewność będzie się przekładać na wstrzymanie się z decyzjami inwestycyjnymi czy konsumpcyjnymi - mówił Kotecki. W ocenie członka RPP realny jest scenariusz, gdy konsumenci będą się wstrzymywać z niektórymi zakupami. - Proszę zobaczyć, co działo się w pierwszych dniach wojny. Polacy pobiegli do bankomatów nie po to, żeby wypłacać pieniądze i natychmiast je wydawać. Było dokładnie przeciwnie. Wprawdzie to był natychmiastowy krótkotrwały efekt, ale w dłuższej perspektywie może się on utrzymywać i ludzie będą się zastanawiać nad decyzjami zakupowymi - zapowiedział.

Coraz większa drożyzna

Innym powodem, przez który Polacy będą bardziej zastanawiać się, co kupić, jest wzrost cen. Rosnące ceny to zjawisko obecne w Polsce od miesięcy, silnie związane z sukcesywnie rosnącą w naszym kraju inflacja.

Zdaniem Koteckiego na razie nie ma powodów do optymizmu. Zapowiedziane przez premiera Mateusza Morawieckiego przedłużenie tarczy antyinflacyjnej, obniży inflację w tym roku, ale podniesie ją w roku przyszłym, gdy tarcza przestanie działać. Obserwowane po wybuchu wojny osłabienie złotego dodatkowo wpływa na ceny w Polsce. - Prowadzone przez Narodowy Bank Polski interwencje na rynku (których celem było umocnienie złotego - przyp. red.) niewiele dały, co nie powinno zaskakiwać - mówił ekspert. Jego zdaniem interwencje służyły raczej ocenie tego, na ile mogą być skuteczne. - To było prawdopodobnie testowanie i test wyszedł negatywnie - podsumował gość TOK FM.

Od początku wojny na Ukrainie Narodowy Bank Polski sprzedawał na rynku euro i dolara kilka razy. Za każdym razem udawało się zmienić kurs tylko na jakiś czas.

Zgodnie z najnowszą prognozą NBP inflacja wyniesie w tym roku średnio 10,8 proc. W przyszłym roku ma być niewiele niższa i wynieść 9 proc. Na wzrost cen wpłyną przede wszystkim drożejące w związku z wojną w Ukrainie surowce energetyczne: gaz i ropa naftowa oraz drogie towary rolne. Cena pszenicy na światowych rynkach pobiła w ostatnich dniach rekord wszechczasów.

DOSTĘP PREMIUM