Branża budowlana u progu poważnego kryzysu. "Wszystko będzie droższe"

Branża budowlana coraz bardziej odczuwa skutki wojny w Ukrainie. Ten sektor gospodarki od lat budował swoje zespoły głównie w oparciu o pracowników z Ukrainy, którzy teraz wyjechali na front. A braki kadrowe to tylko jeden z wielu problemów na polskich budowach. - Stoimy u progu bardzo poważnego kryzysu - prognozował w TOK FM Dariusz Blocher, dyrektor Grupy Ferrovial na Europę.
Zobacz wideo

Brak ludzi do pracy w polskiej budowlance to jedno z największych wyzwań na placach budów. Szacuje się, że w związku z wybuchem wojny opuściła je jedna trzecia spośród 380 tys. zatrudnionych na nich obywateli Ukrainy. W związku z przebiegiem rosyjskiej agresji na Ukrainę, czas ich nieobecności może się mocno wydłużyć. Ich miejsce trudno będzie wypełnić. Są sygnały, że ukraińscy pracownicy nie chcą pracować na tych samych budowach z białoruskimi pracownikami. - Jest niechęć - mówił w TOK FM dyrektor Grupy Ferrovial na Europę (to hiszpańska międzynarodowa firma zajmująca się projektowaniem, budową, finansowaniem, eksploatacją i utrzymaniem infrastruktury transportowej i usług miejskich -red.) Dariusz Blocher.

To sprawia, że sprowadzenie do branży budowlanej większej liczby obywateli Białorusi, którzy mogliby zastąpić nieobecnych Ukraińców, jest mało prawdopodobne. Tym bardziej, że branża nie chce "oficjalnie czy nieoficjalnie" wspierać białoruskiego reżimu. A to nie jedyne wyzwanie, przed którymi stoi polska budowlanka. 

Dariusz Blocher wieszczył jej największy kryzys w ostatnich 20 latach. - Wciąż trudno przewidzieć konsekwencje tego, co się wydarzy w przyszłości. Jednak już dzisiaj widać rosnące dramatycznie, bo nawet trzykrotnie ceny materiałów budowlanych, albo ich braki plus masowy odpływ pracowników. Stoimy u progu bardzo poważnego kryzysu - mówił były prezes Budimeksu.

Wiele firm nie będzie w stanie zrealizować zleceń w wyznaczonym czasie i budżecie. A to prawdopodobnie doprowadzi do gigantycznych strat w całej budowlance, która zatrudnia w Polsce 1,3 mln pracowników. - Inwestorzy, zwłaszcza prywatni, wstrzymują inwestycje, inwestorzy publiczni też nie rozpoczynają ich w dużej skali m.in. dlatego, że nie ma Krajowego Planu Odbudowy. Ale także z powodu niepewności związanej z kosztami. Zakontraktowanie dzisiaj czegokolwiek będzie prawdopodobnie o 50 proc. droższe niż kiedyś, więc wszyscy przeliczają czy ich inwestycje w ogóle mają sens - wyjaśniał dyrektor Grupy Ferrovial na Europę i dodawał: Mieszkania będą droższe, budowanie będzie droższe, wszystko będzie droższe. 

"Nigdy nie wrócimy do sytuacji sprzed wojny"

Zdaniem Blochera nawet zakończenie wojny nie pomoże branży budowlanej. - Nie wierzę, że Europa wróci do bliskich relacji z Rosją, odbudowa Ukrainy potrwa dziesiątki lat, importowane stamtąd materiały i surowce, jak na przykład stal czy aluminium, będą jej potrzebne na miejscu. Zostaną zerwane łańcuchy dostaw i nie da się ich szybko odtworzyć. Nie wszyscy pracownicy z Ukrainy wrócą do Polski, bo będą chcieli odbudowywać swój kraj. A jego odbudowa zajmie kilkadziesiąt lat - wymieniał gość magazynu "EKG". 

A o ile wzrosną przez to ceny mieszkań i gotowych domów? Ekspert nie podjął się wskazania konkretnej liczby. - Nadal będą drogie paliwa, energia i materiały budowlane, a jest setki czy nawet tysiące elementów, o których nie wiemy, jak ich dostępność wpłynie na ogólną cenę budowania. Czy ona wzrośnie o 5 proc. czy o 50 proc.? Tego nie da się dzisiaj przewidzieć - wyjaśniał gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM