"To nie jest jeszcze najgorsza wiadomość o inflacji, jaka nas czeka w tym roku". Ekspert nie ma dobrych wieści

- Inflacja będzie jeszcze wyższa. Z pewnym opóźnieniem będą się materializowały negatywne wstrząsy o charakterze podażowym, które są związane z wojną w Ukrainie - prognozował w TOK FM Janusz Jankowiak, ekonomista z Polskiej Rady Biznesu.
Zobacz wideo

Główny Urząd Statystyczny poinformował, że inflacja w marcu rok do roku wyniosła 10,9 proc. Eksperci już od kilku miesięcy ostrzegali, że tempo wzrostu cen w Polsce osiągnie poziom dwucyfrowy. 

Jak wskazywał w TOK FM Janusz Jankowiak, ekonomista z Polskiej Rady Biznesu, źródłem podwyższonej inflacji są w dalszym ciągu ograniczenia w podaży oraz wzrost cen paliw i żywności. Prognozy eksperta na najbliższy czas nie są optymistyczne.

 - To nie jest jeszcze najgorsza wiadomość o wysokości inflacji, jaka nas czeka w tym roku. Ona będzie jeszcze wyższa, dlatego że będą się materializowały, z pewnym opóźnieniem, inne negatywne wstrząsy o charakterze podażowym, które są związane ściśle z wojną w Ukrainie - powiedział. Jak wyjaśnił, możemy się spodziewać, że dwucyfrowa inflacja utrzyma się do końca roku i będzie jeszcze wyższa w momentach, kiedy nałożą się na nią sezonowe wahania cen dotyczące głównie żywności. 

Rozmówca Adama Ozgi potwierdził także, że z opóźnieniem odczujemy wzrost cen paliw. Zwrócił uwagę, że obecnie niepewna jest sytuacja związana z dalszym dostarczaniem gazu z Rosji. - Jeśli nastąpią ograniczenia w dostawie gazu, czeka nas z całą pewnością bardzo duże spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, które w tym roku spadnie z prognozowanych i oczekiwanych nieco ponad 3 proc. do 1-2 proc. - wskazał. 

Czeka nas kolejna podwyżka stóp procentowych NBP?

6 kwietnia odbędzie się kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, po którym spodziewane jest ogłoszenie kolejnej podwyżki stóp procentowych. Zdaniem Jankowiaka NBP jest teraz w bardzo niekomfortowej sytuacji. - Z jednej strony jest świadomość tego, że podwyżki stóp procentowych z pewnym opóźnieniem będą się odbijały na tempie wzrostu gospodarczego, obniżając je z tych niezbyt wysokich poziomów. A z drugiej strony NBP musi się troszczyć o to, żeby utrzymać oczekiwania inflacyjne w ryzach, o co będzie bardzo trudno - wyjaśnił Jankowiak.

Ekspert podkreślił, że tak wysoka inflacja powoduje także coraz większą presję płacową. - Te żądania dotyczące wzrostu płac będą się mnożyły i przeniosą się ze sfery usług i przemysłu także na sferę budżetową. W tej sytuacji jedynym wyjściem jest próba zapanowania nad tymi oczekiwaniami, co będzie wymagało podwyżek stóp procentowych - ocenił. Tymczasem każda taka podwyżka jest koszmarem kredytobiorców, których raty w ostatnim czasie wzrosły przez to już o kilkaset złotych.

Pytany o to, kiedy możemy w końcu spodziewać się niższej inflacji, ekonomista przypomniał, że na tę chwilę wciąż jest ona obniżana przez rządową tarczę antyinflacyjną, co przeniesie ją na późniejsze okresy. - Powrót podatków do pierwotnych wysokości znowu wypchnie nam inflację w górę - mówił. Jak dodał, te ingerencje polityki fiskalnej będą trwały prawdopodobnie do końca tego roku, ale Jankowiak spodziewa się, że mogą zostać przedłużone nawet na pierwszą połowę 2023 roku. - To będzie bardzo kosztowne dla finansów publicznych. Będzie się też trzeba liczyć z odbiciem inflacji, które przeciągnie się na rok 2023, a może nawet 2024 - podsumował Jankowiak. 

DOSTĘP PREMIUM