NBP jest bezzębny w walce z inflacją. "Kredytobiorcy plują krwią, a ich wysiłek idzie na marne"

Wyższe stopy procentowe mają pomóc w walce z rekordową inflacją. Taką ścieżkę wskazują NBP i Rada Polityki Pieniężnej. To oznacza, że coraz wyższe raty płacą osoby spłacające kredyty. Zdaniem dra Bogusława Grabowskiego takie działanie nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Były członek Rady Polityki Pieniężnej wskazał na rozwiązanie, które może być mniej bolesne dla kredytobiorców.
Zobacz wideo

Inflacja zbliża się w Polsce do 11 proc. Na razie jej wzrostu nie zahamowało podnoszenie stóp procentowych, które obserwujemy od kilku kwartałów. - Kredytobiorcy płacą wyższe raty i plują krwią, ale ich wysiłek finansowy idzie na marne. To tylko przekładanie pieniędzy od Nowaka, do Kowalskiego; z kieszeni konsumenta, do kieszeni banku - komentował w TOK FM dr Bogusław Grabowski. 

Jak ocenił, "z powodu działalności pana prezesa Adama Glapińskiego w ostatniej kadencji i byłego składu Rady Polityki Pieniężnej" jest to mechanizm nieefektywny. Ekonomista, co warto przypomnieć, sam przed laty zasiadał w RPP. Dlaczego podnoszenie stóp nie przekłada się na niższą inflację? Ekspert wskazał na dwa powody: doprowadzenie do "niespotykanego do tej pory poziomu nadpłynności" sektora bankowego - prawie 300 mld zł banków na rachunkach w NBP i w bonach pieniężnych Narodowego Banku Polskiego oraz bezprecedensowo niski poziom stóp depozytowych.  - Inflacja wynosi prawie 11 procent, a stopy od depozytów 1-2 procent. Czyli 9 procent tracimy na depozytach w sektorze bankowym - podkreślił.

Zdaniem gościa TOK FM działalność Adama Glapińskiego doprowadziła do tego, że teraz "Narodowy Bank Polski nie ma zębów w zjadaniu inflacji". - Po prostu jest bezzębny. Efektywność jego polityki jest bardzo mała - podkreślił ekonomista.

Wysoka inflacja oraz krytyczne opinie na temat działań Adama Glapińskiego nie są przeszkodą, by nadal zasiadał on na fotelu prezesa banku centralnego. Już w środę (13 kwietnia) sejmowa komisja finansów zajmie się wnioskiem o powołanie Adama Glapińskiego na drugą kadencję. 

Co zrobić, by obniżyć inflację?

Jak zatem Narodowy Bank Polski powinien działać, by obniżyć inflację? Jak tłumaczył rozmówca Macieja Głogowskiego, należy doprowadzić do tego, aby rosły stopy od depozytów. Bank centralny ma dwie możliwości. Po pierwsze powinien teraz wyprzedawać, skupione w czasie pandemii skarbowe papiery wartościowe lub te gwarantowane przez Skarb Państwa. W ten sposób ściągałby gotówkę z rynku do siebie. 

Drugie rozwiązanie to wyemitowanie obligacji NBP skierowanych "bezpośrednio do konsumentów, do osób fizycznych, do gospodarstw domowych, które będą oprocentowane na takim poziomie, jak obligacje skarbowe dla osób fizycznych". - Te obligacje spowodowałyby, że zwiększy się skłonność do oszczędzania, bo zupełnie inaczej oszczędza się przy stopie zwrotu 13 procent, a inaczej gdy jest 2 proc. To by jednocześnie zmusiło banki do podnoszenia swoich stóp procentowych od depozytów - wyjaśniał Grabowski.

Gdyby zatem obywatele kupowali lepiej oprocentowane od bankowych depozytów obligacje NBP, banki musiałyby podnieść oprocentowanie pieniędzy deponowanych u siebie przez konsumentów. - Wtedy zaczniemy działać na inflację, bo popyt z rynku będzie ściągany do NBP - podkreślił specjalista. Dodał, że jest to możliwe do przeprowadzenia "od zaraz". Były członek RPP przekonywał też, że bez tego typu rozwiązań i przy stosowanych do tej pory przez rząd działaniach, które "beztrosko obniżały dochody" budżetu państwa, inflacja nie będzie spadała.

"Idiotyczne tarcze antyinflacyjne"

Grabowski wskazywał też na ważną rolę rządu w tym kontekście.  - Nawet przy wysokiej skuteczności monetarnej polityki antyinflacyjnej, jeśli rządzący będą dalej beztrosko obniżać podatki wprowadzając jakieś idiotyczne tarcze antyinflacyjne, rozrzucając pieniądze po polu i zasłaniając się uchodźcami, wojną i Putinem, to nic to wszystko nie da i inflacja nie będzie spadać - oceniał gość TOK FM.

Przypomniał, że tarcza antyinflacyjna została wprowadzona jeszcze przed inwazją Rosji na Ukrainę i tylko w tym roku będzie kosztować ok. 60 mld złotych. - A zapewne zostanie jeszcze przedłużona - spodziewał się gość TOK FM. Rząd mówi 'co złego to nie my', a swoją polityką psuje gospodarkę poprzez napędzanie cen - dodawał.

DOSTĘP PREMIUM