Gastronomia wreszcie odbije się po pandemii? "Sami sobie organizujemy 'tarczę przeciwinflacyjną'"

Ciepłe miesiące to dla właścicieli lokali gastronomicznych czas organizowania komunii i wesel, a także szansa na odrobienie strat po dwóch latach pandemii. Jednak zdaniem Jacka Czauderny, prezesa Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, nawet to może nie wystarczyć, by odbić się od dna. - Musimy podnosić ceny w kartach, ale też nie możemy tego robić w nieskończoność - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

Branża gastronomii wchodzi w sezon komunijno-weselny, który jest dla niej szansą na odbicie po dwóch trudnych, pandemicznych latach. Jak mówił w TOK FM Jacek Czauderna, prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, restauratorzy mają duże nadzieje na zwiększone zainteresowanie, bo przez ostatnie lata wielu spośród nich wpadło w długi. - Zadłużenie wobec dostawców to ponad miliard złotych - poinformował w rozmowie z Wojciechem Kowalikiem.

Ocenił, że podczas pandemii rząd pozostawił na lodzie wielu restauratorów, którzy nie otrzymali żadnych subwencji od państwa. - Teraz to oni są w najtrudniejszej sytuacji. Pandemia zmieniła zachowania konsumenckie. Obroty w lokalach gastronomicznych od poniedziałku do czwartku są o wiele niższe niż przed pandemią - powiedział i dodał, że m.in. dlatego właściciele lokali gastronomicznych wstrzymują się z ich remontami i zakupem nowego sprzętu, bo są niepewni swojej sytuacji. - To powoduje bardzo dużą ostrożność inwestycyjną przedsiębiorców gastronomicznych. Nie wiemy, co się wydarzy jesienią. Aż nie chcę myśleć, że rząd znowu może ogłosić stan pandemii - stwierdził.

Komunia 20-30 proc. droższa

Jacek Czauderna przyznał, że restauratorom nie pomaga też ogłoszona przez rząd tzw. tarcza antyinflacyjna. - Ogłoszono zerową stawkę VAT na (niektóre) produkty żywnościowe, natomiast my musimy sprzedawać usługi gastronomiczne przy stawce 8 proc. podatku. Gdyby i tu obowiązywała zerowa stawka, moglibyśmy obniżyć w kartach ceny menu i sprawić, by gastronomia był bardziej przystępna dla naszych gości - tłumaczył.

Tymczasem - jak wskazał - za sprawą wysokiej inflacji restauratorzy są zmuszeni podnosić ceny dań i usług. Jak powiedział, za organizację wesela lub komunii klient już teraz musi płacić nawet 20-30 proc. więcej.

- Wszystko dlatego, że zwłaszcza rachunki za gaz są teraz o 30-40 proc. wyższe. Niektóre lokale, które wcześniej płaciły za gaz i media 15-20 tys. zł miesięcznie, teraz mogą otrzymywać rachunki sięgające 35 tys. zł i więcej. Nie ma żadnych programów osłonowych od rządu dla naszej branży (...) Więc zwłaszcza galopujące ceny mediów powodują, że tracimy płynność finansową. Musimy podnosić ceny w kartach, ale też nie możemy tego robić w nieskończoność - zauważył.

Nasza własna tarcza przeciwinflacyjna

Jak mówił, restauratorzy - nie mogąc liczyć na rząd - próbują sami opracowywać mechanizmy, które uchronią ich przed koniecznością podwyższania cen. - Organizujemy sami "tarczę inflacyjną". W ramach Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej tworzymy grupę zakupową, która ma przede wszystkim skrócić łańcuch dostaw warzyw, owoców i świeżych wędlin. Wtedy płacimy mniej za żywność i po przetworzeniu możemy ją sprzedawać w bardziej przystępnej cenie - opisywał.

Na dziś jednak - jak podkreślił - bez pomocy rządu coraz więcej restauracji i lokali gastronomicznych może ogłaszać bankructwa.

DOSTĘP PREMIUM