Wzięła 375 tys. zł, już teraz musi oddać prawie milion. "Miała być wolność, jest kula u nogi"

Monika wzięła kredyt w listopadzie 2021 r. Na 375 tys. zł. Na 30 lat. Kupiła segment za niecałe 500 tys. zł. Ok. 80 mkw. w Jankach pod Warszawą. - Z umowy deweloperskiej wynikało, że do spłaty będę miała łącznie niecałe 600 tys. zł. Ale jak ostatnio to przeliczałam, to zrobiło się z tego już około miliona zł. Jak nie więcej. Na dziś. A przecież to nie koniec podwyżek stóp procentowych - mówi w rozmowie z tokfm.pl. - Za kwotę, którą mam teraz oddać bankowi, mogłabym wtedy kupić dwa takie segmenty. A tak, jak spłacę mieszkanie, to i tak ono nie będzie warte nawet połowy tej kwoty - dodaje.
Zobacz wideo

 - Nie jesteśmy tylko formułką, komórką w Excelu, a ludźmi, którzy mają problemy. A to tym bardziej że nikt nie zakładał, że raty kredytów będą rosły tak szybko. Z miesiąca na miesiąc. Nawet sami analitycy tego nie przewidzieli. Stąd nasz bunt, rozpacz, bezradność i strach - przed tym, co będzie jutro, za miesiąc. Już nawet nie mówię, co za te 30 lat - mówi nam 32-letnia Monika.   

W Warszawie mieszka osiem lat. Zawsze u kogoś - od 2014 roku wynajmowała pokój, a od 2017 roku - mieszkanie. Kawalerkę. 30 mkw., za którą płaci teraz 2200 zł. Razem z partnerem. Ich rodzice nie mogli im pomóc finansowo, o pójściu na swoje pomyśleli dopiero w 2019 roku. Zarabiali jednak za mało, jak się szybko okazało. - Nie mieliśmy zdolności kredytowej. Nawet 10 proc. na wkład własny. Choć banki, co do zasady, i tak wymagają 20 proc. - opowiada.  

Osiem podwyżek stóp

Monika i jej partner musieli poczekać. Do listopada 2021 roku, wtedy udało im się odłożyć pieniądze na wkład własny. Monika najpierw trafiła na dewelopera, który budował osiedle szeregowców pod Warszawą, potem poleconego przez niego doradcę. Kredyt dostała wtedy już bez problemu, choć na decyzję banku musiała poczekać. - Od złożenia wniosku do zgody banku minęło dwa i pół miesiąca, a przecież standardowo na decyzję o przyznaniu kredytu czeka się maksymalnie trzy tygodnie - przypomina sobie. I dodaje: "Wszystko dlatego, że takich osób jak ja było wtedy bardzo dużo".

Jak policzył BIK, w 2021 r. zwiększył się nie tylko udział kredytów na wysokie kwoty, ale rekordy biły także kredyty mieszkaniowe. Zawarto ich na łączną kwotę 88,7 mln zł. To oznacza wzrost o ponad 40 proc. w porównaniu z 2020 r.

Monika w ofertach banków mogła przebierać - właśnie dzięki temu, że miała wkład własny. Chciała możliwości wcześniejszej spłaty i nadpłaty kredytu. Jak najmniejszego ubezpieczenia pomostowego. Braku dodatkowych opłat początkowych, w tym prowizji za udzielenie kredytu. Nie interesowało ją też ubezpieczenie od utraty pracy. - Doradca przedstawił mi kilka symulacji kredytowych, z czego wybrałam trzy banki. Wnioski złożyłam ostatecznie do dwóch - wylicza.

Ostatecznie zdecydowała się na jedną z ofert i kredyt z oprocentowaniem zmiennym. Innego w ogóle nie brała pod uwagę. - Nie dlatego, że opierałam się tylko na tym, co mówił doradca. Co to, to nie. Czytałam też analizy innych ekspertów. Jedna po drugiej. Tak, wiedziałam, że stopy będą rosły, ale żaden z nich jeszcze wtedy nie zakładał, że w takim tempie, by decydować się na zamrożenie raty i oddawanie bankowi co miesiąc o 500 zł więcej, jak w przypadku kredytów z oprocentowaniem stałym. Poza tym marża banku przy oprocentowaniu stałym była wyższa niż przy oprocentowaniu zmiennym - broni swojej decyzji.

Przy oprocentowaniu zmiennym, jak dodaje, rata początkowa od całości kredytu była "dość niska" i wynosiła 1500-1600 zł. - Wiedziałam też, że zamiast 1600 zł będę niedługo płaciła 2000-2200 zł, jak najbardziej. Tylko nikt się nie spodziewał, że stopy zaczną rosnąć już od października. A z miesiąca na miesiąc będzie coraz gorzej. A nie, że podwyżki będą miały miejsce raz na kwartał czy raz na pół roku -  dopowiada.

Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła podwyżki stóp procentowych w październiku 2021 roku. Podnosiła je co miesiąc. Łącznie po ośmiu podwyżkach - w tym majowej o 75 punktów bazowych - główna stopa referencyjna wzrosła do 5,25 procent - o 5,15 pkt. proc. Przy doliczeniu marży banku daje to oprocentowanie na poziomie ponad 7 proc.

Przepustka z kulą

Monika często wraca do dokumentów bankowych. W umowie, którą podpisała, marża banku wynosiła 2,20 proc., oprocentowanie zaledwie 0,21 proc. Ubezpieczenie pomostowe - 10 zł miesięcznie, ale tylko do czasu uzyskania wpisu w księdze wieczystej. - To też było dla mnie kluczowe, bo inne banki proponowały albo 300 zł miesięcznie, albo procent od wartości całego kredytu - zastrzega. Do tego opłata za kontrole inwestycyjne: 150 zł netto. - Tu też dobra wiadomość, bo udało mi się wcześniej ustalić, że bank kontroli nie robi, o ile nie ma opóźnień w przeniesieniu własności - dodaje.

Ubezpieczenie pomostowe i opłata za kontrole inwestycyjne przy kredycie na mieszkanie w budowie, a takie właśnie wzięła Monika, są obowiązkowe. Mają też stałą wartość. Co innego oprocentowanie  - to uzależnione od WIBOR-u (w jej przypadku WIBOR 6M) i liczby transz, które bank wypłaca deweloperowi. I jeszcze jedna ważna zasada: na początku spłaca się tylko odsetki. Nie kapitał. Tyle teoria. A jak to wygląda w praktyce?

- Pierwsza płatność dla dewelopera od banku była na poziomie 2000 zł, co dawało ratę na symbolicznym poziomie pięciu złotych. Mało tego, mogłam nadpłacić kredyt, co zresztą robiłam. Tak rata po miesiącu zmalała do trzech-czterech zł. Ale potem była korekta WIBOR-u w kwietniu, więc rata wzrosła do ok. 10 zł. W połowie kwietnia bank przelał transzę 95 tys. zł na konto dewelopera, więc od maja musiałam już płacić 700 zł - wylicza. I od razu dodaje: "Kolejna transza 97 tys. zł jest w lipcu, a zmiana WIBOR-u przypada mi na październik, więc znowu będzie korekta do korekty. Spodziewam się, że przyjdzie mi od października płacić ponad 2000 zł raty. Choć niewykluczone, że kwota ta dojdzie nawet do 2500 zł. I to tylko odsetki. A gdzie potem kapitał?!".

Kapitał razem z odsetkami Monika zacznie spłacać, kiedy bank wypłaci już deweloperowi wszystkie transze. Zwyczajowo jest ich co najmniej siedem. - Kredyt miał być przepustka do wolności. Teraz nie wiem, czy nie będzie kulą u nogi - zastanawia się Monika. - Wiem, że inni się śmieją: "O, jacy naiwni się znaleźli". Ale przecież przy obecnych stopach nie dostałabym takiego kredytu. Ludzie mają różne sytuacje, nie każdy ma możliwość mieszkać z rodzicami, nie każdy ich ma, a wiecznie wynajmować - to też nie jest rozwiązanie. Dwa, sam prezes NBP mówił, że nie będzie podwyżek stóp, zachęcał do brania hipotek. I złożyłam wniosek. "Jak się nie uda, trudno. Jak się uda - super, będę mieć coś własnego, wymarzonego. Na stale" -  tak wtedy myślałam - dodaje. 

"Jak się zaciąga kredyty, to trzeba je spłacać"

Monika wzięła kredyt na 375 tys. zł. Na 30 lat. Kupiła segment za niecałe 500 tys. zł. Ok. 80 mkw. w Jankach pod Warszawą. - Z umowy deweloperskiej wynikało, że do spłaty będę miała łącznie niecałe 600 tys. zł. Ale jak ostatnio to przeliczałam, to zrobiło się z tego już około milion zł. Jak nie więcej. Na dziś. A przecież to nie koniec podwyżek stóp procentowych - żali się. - Za kwotę, którą mam teraz oddać bankowi, mogłabym wtedy kupić dwa takie segmenty. A tak, jak spłacę mieszkanie, to i tak ono nie będzie warte nawet połowy tej kwoty - zauważa.  

Złudzenia, że szybko spłaci cały kredyt, straciła jednak dopiero w marcu. Po kolejnej podwyżce stóp - do 3,5 proc. - Zaczęłam wyliczać wysokość rat i wpadłam w panikę. Co robić? Jeden z polityków powiedział, że zawsze można swoje mieszkanie wynająć i znaleźć inne, tańsze dla siebie. Ale jak?! Nie tak to sobie to wyobrażałam: kupione mieszkanie będę musiała podnająć, żebym mogła spać u kogoś?! - zauważa.

- Inny z polityków, Marek Suski, mówił: "Jak się zaciąga kredyty, to trzeba je spłacać". Wcześniej z kolei Bronisław Komorowski radził: "Zmień pracę". W domyśle na tę z lepszym wynagrodzeniem lub zacznij dorabiać - zauważam.

- Tylko ciężko znaleźć lepszą pracę, przecież nikt nie da mi od razu podwyżki w takiej wysokości, jaką mam ratę. Patrzmy realnie! Sama pięć miesięcy temu zmieniłam pracę i co, mam tak teraz skakać co pięć miesięcy, bo stopy się podnosiły?! Wolne żarty. Dwa - ciężko jest mi znaleźć dodatkową pracę, skoro pracuję w godzinach 9-17. A wątpię, żeby pracodawca pode mnie zmienił godziny pracy na 7-15 lub 8-16. Tylko po to, żebym mogła sobie dorobić. A sklepy spożywcze, dyskonty odzieżowe, biura rachunkowe, jeśli już poszukują rąk do pracy na drugą zmianę, to potrzebują kogoś od godz. 15-16. A nawet gdyby, to nadal nie wiem, ile bym musiała pracować. Od godz. 8 do godz. 23? Tylko żeby dorobić 1000 czy 1500 zł? - zastanawia się. I zastrzega, że myślała też o pracy w nocy, przy wykładaniu towaru. - Kobiet jednak nie przyjmują - taką dostałam odpowiedź. - Może u kogoś na czarno dałoby radę? Ale sama nie wiem, gdzie takich kontaktów szukać - dopowiada. 

Sama zarabia teraz niecałe 5500 zł netto (o tysiąc zł więcej niż w poprzedniej pracy). Partner, z którym mieszka, podobnie. - Nie wiem, czy sama nie musiałabym zarabiać ok. 8000 zł netto plus jego wypłata, bo wszystko aż tak poszło w górę, a mieszkanie przecież też każdy chce wykończyć - mówi. - Choć i tak mogłoby się okazać, że to nadal za mało. Mam koleżankę, która dostaje osiem tys. zł na rękę. Jest sama, ratę z kapitałem już teraz ma w wysokości ok. 4000 zł. To już połowa jej pensji! A gdzie jeszcze rachunki? Jest bardzo ciężko! - podkreśla.

"Nóż w samo serce" 

Monika w kwietniu złożyła wniosek o zmianę oprocentowania - ze zmiennego na stałe, na 6,5 proc. Na pięć lat. Bank jednak odmówił. - Brak zdolności, uznał. W szczegóły już nie wchodziłam. Nie chciałam się denerwować - zastrzega i od razu ucina dalsze pytania.

Nad jakimi innymi rozwiązaniami się zastanawia? Może wakacje kredytowe? - Tak. Jak tylko będę już miała uruchomiony cały kredyt, kwotę, która miałaby iść na ratę kapitałowo-odsetkową, przeznaczę na nadpłatę samego kapitału - odpowiada szybko.

Wakacje kredytowe (łącznie osiem rat przerwy w płaceniu) to cztery raty w dwóch kwartałach w tym roku i po jednej na kwartał w 2023 r. W przypadku raty w wysokości np. 2400 zł, jeżeli Monika skorzysta z ośmiu rat, obciążenie zmniejszy się jej o 19,2 tys. zł. Wydłuży się jednak okres zobowiązania; bez dodatkowych odsetek i opłat.

Fundusz Wsparcia Kredytobiorców? To rozwiązanie, jak zapewnia Monika, nie wchodzi w grę. Pieniądze, jak tłumaczy, trzeba będzie potem zwrócić, a przecież nie wiadomo, jak potem będą wyglądały stopy procentowe. - Jeśli tak jak dziś miałabym oddać 500 zł więcej, to nóż w samo serce - mówi.

Z FWK skorzystać mogą tylko ci, którzy mają status bezrobotnego, koszty kredytu przekraczają 50 proc. miesięcznych dochodów, a miesięczny dochód po objęciu kosztów kredytu nie przekracza określonej kwoty - w 2022 r. to 1552 zł na osobę w gospodarstwie jednoosobowym i 1200 zł w gospodarstwie wieloosobowym. 

Monika miała też wcześniej inny pomysł - wyjechać za granicę. Zarobić i wrócić. Ale zaczynać wszystko od początku i znów szukać pracy - zdecydowała, że to jednak nie dla niej. Nie chce też składać pozwu - tak zrobiła już część złotówkowiczów - wskazywali, że WIBOR ustalany na podstawie deklaracji banków jest zawyżony i oderwany od rzeczywistych kosztów pożyczek. Woli zaczekać i przekonać się, czy powtórzy się sukces frankowiczów.

Strajk i trzy warunki 

Jednego jest pewna - weźmie udział w strajku osób z kredytem w złotówkach, który planowany jest jeszcze w czerwcu. Przed kolejnymi podwyżkami stóp. - Może władze wtedy zrozumieją, ile osób jest w  podbramkowej sytuacji. Bo przecież są i tacy, którzy już spłacają raty kapitałowo-odsetkowe, a ich wydatki z tego tytułu skoczyły z trzech do pięciu tys. zł, a nawet z czterech do sześciu tys. zł - wskazuje.

Stąd trzy główne postulaty strajkowe. By warunki przy zmianie oprocentowania na stałe były bardziej dogodne, a nie wynosiły 8-9 proc. jak teraz.  By wstrzymano podwyżki stóp na wakacje. Albo zamrożono je na poziomie trzech proc., co doliczając marżę banku, dałoby pięć proc. oprocentowania. By WIBOR zastąpiono wskaźnikiem oddającym rzeczywiste koszty banku przy kredycie - jest nim np. wskaźnik WKF (Wskaźnik Kosztu Finansowania).

Jak na razie wielu chętnych na strajk nie ma. - Wskaźniki WIBOR aktualizowane są co trzy albo sześć miesięcy, więc kredytobiorcy w tym albo w przyszłym miesiącu na pewno odczują wzrost raty - uspokaja jednak Monika. I kwituje: "To już blisko. Mam nadzieję, że będzie nas wiele i zablokujemy najważniejsze skrzyżowania w Warszawie".

DOSTĘP PREMIUM