Były minister: Jeżeli kogoś stać na kredyt, to należy do 10-15 proc. najbogatszych Polaków

- Rozwój rynku najmu mieszkań i systemu wsparcia dodatków mieszkaniowych, w szczególności dla osób najmniej zamożnych, to kierunek, który powinien być obrany przez rząd. Wspieranie grup najzamożniejszych jest średnio efektywne - tak o problemach z zakupem mieszkania mówi w TOK FM Mirosław Barszcz, były minister budownictwa.
Zobacz wideo

W kwietniu br. w porównaniu z kwietniem 2021 r. odnotowano spadek liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych o 38,7 proc. - podało Biuro Informacji Kredytowej. Banki udzieliły tylko 14,6 tys. kredytów. Najmniej od grudnia 2017 r. Wartość kredytów spadła o 32,5 proc. - wynika też z danych BIK. Tyle teorii. W praktyce: dziś by wziąć kredyt hipoteczny na 500 tys. zł trzyosobowa rodzina, dwa plus jeden, łącznie musi zarabiać blisko 20 tys. zł brutto.

Mirosław Barszcz, były minister budownictwa, zastrzegł, że "z całą pewnością będzie jeszcze gorzej". - Patrząc na poziom inflacji i politykę monetarną NBP, jest oczywiste, że stopy procentowy będą w dalszym ciągu rosły. A dostępność kredytów będzie coraz mniejsza; będą coraz wyżej oprocentowane - mówił w "EKG" u Tomasza Setty.

To, jak dodał, "zbieg kilku niekorzystnych sytuacji". Wskazał m.in. na "totalny brak przewidywania przez nadzór bankowy" i błędy polityki fiskalnej NBP.  - Zejście do takiego poziomu stóp procentowych musiało się w pewnym momencie skończyć nieprzyjemną niespodzianką. A od tego jest przecież prezes NBP i nadzór finansowy, by przewidywać problematyczne sytuacje - zastrzegł.

"To z gruntu zła polityka"

Były minister budownictwa był też pytany, czy w takiej sytuacji można oczekiwać interwencji państwa. - Mam nadzieje, że nie - odpowiedział bez wahania. - Błędy błędami, ale musimy pamiętać, w jakiej sytuacji w ogóle znaleźliśmy się jako kraj - argumentował, podkreślając, że nie jest najlepszym pomysłem "wyłożenie teraz miliardów na ratowanie złotówki".

W jego ocenie zła jest w ogóle "polityka państwa, która bardzo często sprowadza się do wspomagania zakupu mieszkań". - To jest z gruntu zła polityka. Tego rodzaju mechanizmy wsparcia są kierowane do 20 proc. ludzi. Teraz, po zaostrzeniu warunków uzyskania kredytu, do 15-10 proc. najbogatszych Polaków -  przekonywał. - Jeżeli kogoś stać na wzięcie kredytu, relatywnie nie należy już go wspomagać, bo należy do 10-15 proc. najbogatszych Polaków - podkreślił.

TBS i fundusz inwestycyjny 

A co z osobami, które nie mają jeszcze mieszkania i nie stać ich na hipotekę? - Jednym programem, który był sensownie dostosowany do potrzeb społecznych, był program TBS, czyli Tanie Budownictwo Społeczne. Wspieranego najmu kierowane do osób o przeciętnych dochodach i poniżej - przekonywał były minister budownictwa.

- To ułamek mieszkań, które powstają w Polsce - zastrzegł jednak prowadzący. 

- Przez 30 lat uzbierało się 100 tys. mieszkań. To nie tak mało. Choć oczywiście mogłoby być ich więcej - gdyby nie odcięto finansowania tego programu - odpowiedział. 

Innym rozwiązaniem, jak wskazał, mogłyby być to stosowane od lat m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji czy np. Niemczech, a więc wsparcie najmu. - Jak ktoś pracuje na śmieciówce, ma niewystarczające dochody, by uzyskać kredyt, to jest usługa właśnie do niego - mówił. 

- Rozwój rynku najmu mieszkań i systemu wsparcia dodatków mieszkaniowych w szczególności do osób najmniej zamożnych to ten kierunek, który powinien być obrany przez rząd. A wspieranie grup najzamożniejszych jest średnio efektywne - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM