"Kryzys gospodarczy już szczerzy zęby w Polsce". Prof. Orłowski: Rząd niech sam sobie podziękuje

Nawet jeśli Władimir Putin nie zakręci kurka z gazem w zimie, to prawdopodobnie w Polsce, tak czy owak, będziemy mieć recesję - prognozował w TOK FM prof. Witold Orłowski. - Rząd niech sam sobie podziękuje, że w tę stronę idziemy. A nie próbuje tylko szukać w Putinie winnego. Tym bardziej, że w ostatnich sześciu latach polski rząd nie zrobił niczego, co przygotowałoby Polskę na nadejście cięższych czasów. Przeciwnie: przepuszczał dostępne pieniądze - dodał ekonomista.
Zobacz wideo

Inflacja w lipcu wzrosła o 15,6 proc. rok do roku, podał GUS. Największy skok był w cenach opału - o ponad 130 proc. Ale drożyznę widać też na co dzień w sklepach. I tak np. cukier podrożał o niemal 50 proc. w ciągu roku, a z miesiąca na miesiąc aż o 7 proc. Za mięso drobiowe i pieczywo płacimy o niemal jedną trzecią więcej niż przed rokiem, za mąkę - prawie 40 proc. Drogo jest też na stacjach benzynowych - w porównaniu do poprzednich wakacji za olej napędowy i gaz musimy zapłacić o 40 proc. więcej, za benzynę - niemal 35 proc.

- To marne informacje dla nas wszystkich, ale na tym nie koniec, bo nie uważam, że szczyt inflacji mamy za sobą. Co prawda, jej wzrost wyniósł przed miesiącem o 0,1 proc. mniej niż teraz, ale to wynikało tylko z jednego czynnika. Głębokiego spadku cen ropy naftowej na świecie. A to dlatego, że Putin czasowo przestał podgrzewać sytuację w Ukrainie, a przez to spadły też ceny ropy na świecie - mówił w TOK FM prof. Witold Orłowski, ekonomista z PriceWaterhouseCoopers.

Według niego, inflacja w Polsce wzrośnie jeszcze o kilka procent. Nie tylko z powodu wojny w Ukrainie, która wcześniej wywołała gwałtowny wzrost cen paliw na świecie. - Przynajmniej drugie tyle, ile świat dał naszej inflacji, zrobiła nasza polska polityka, którą PiS prowadzi od kilku lat. Polska po prostu była nieprzygotowana na czarne scenariusze - podkreślił. - Proszę zwrócić uwagę, jak gospodarki nasza i amerykańska reagują na ceny surowców energetycznych. W Polsce w lipcu mieliśmy lekko wyższą inflację niż w czerwcu, natomiast w USA spadła ona o ok. 2 proc. Czyli gdyby nie było winy polskiego rządu i banku centralnego, to nasza sytuacja wyglądałaby znacznie lepiej. Mielibyśmy podwyższoną inflację, pewnie na poziomie 7 proc., a teraz wynosi prawie 16 - alarmował.

Jak podkreślił przy tym, istnieje poważne ryzyko, że nawet gdy rosyjska agresja przestanie destabilizować światowe gospodarki, to polska inflacja i tak "będzie miała się w najlepsze i będzie dwucyfrowa". - Niestety to bardzo prawdopodobny scenariusz - podkreślił gość Mikołaja Lizuta.

"Kryzys gospodarczy już szczerzy zęby"

Prof. Orłowski zwrócił też uwagę, że kryzys gospodarczy już "szczerzy zęby" w Polsce. - Przede wszystkim dlatego, że jest wielką niewiadomą, jak Rosja zachowa się zimą, jeśli chodzi o dostawy energii do Europy. W sierpniu już dwa razy wstrzymała dostawy gazu do Niemiec przez Nord Stream. To był strzał ostrzegawczy z informacją: "Dzisiaj zakręcamy kurek na próbę, a więcej zobaczycie, jak zakręcimy gaz w styczniu, gdy będą mrozy". Gdyby do czegoś takiego doszło, mielibyśmy potężną recesję i w Europie, i w Polsce - tłumaczył.

Jak jednak zastrzegł, prawdopodobnie w Polsce "tak czy owak będziemy mieć recesję". - Rząd niech sam sobie podziękuje, że w tę stronę idziemy, a nie próbuje tylko szukać w Putinie winnego. Tym bardziej, że w ostatnich sześciu latach polski rząd nie zrobił niczego, co przygotowałoby Polskę na nadejście cięższych czasów. Przeciwnie: przepuszczał dostępne pieniądze - stwierdził.

Wyjaśnił, że recesja dla Polaków oznacza biedę, ale to niejedyna rzecz, z którą powinniśmy się liczyć. - Bo gdyby doszło do przerw w dostawach gazu, to - oprócz biedy - mamy zimno, wyłączone fabryki, bezrobocie, szalejące ceny - wyliczył. I zastrzegł, że ten scenariusz nie musi się zrealizować. Choć, jego zdaniem, jest na tyle realistyczny, że nie można go bagatelizować.

Czy Polska może się jeszcze przygotować na najgorsze? - Możemy wzmacniać finanse państwa, bo wtedy zmniejsza się ryzyko, że wpadniemy w recesję. Złoty teraz mógłby być znacznie mocniejszy i mieć mniejszą podatność na ewentualne wahania kursu, które mogą wystąpić jesienią czy zimą. Ale to dotąd nie zostało zrobione. Póki co mamy wciąż rząd, który nie zmienia swojej polityki - punktował. - Cały czas receptą na wszystkie bolączki jest zresztą wydawanie więcej pieniędzy i zadłużanie się. Rząd jest przekonany, że wszystko, a zwłaszcza głosy, da się kupić. Bo uważa, że ludzie się uspokoją, gdy dostaną 3 tys. zł dopłaty do węgla, a jak nie, to może 6 tys. trzeba będzie im wypłacić. A na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy to - według rządu - należy machnąć ręką - skwitował rozmówca Mikołaja Lizuta.

DOSTĘP PREMIUM