"Jak plasterek na ranę". Branżę mleczarską tylko lekko uspokoiła decyzja Anwilu. Przed nami podwyżka cen nabiału?

Na razie w polskich mleczarniach nie doszło do przerwania produkcji z powodu braku dwutlenku węgla. Ale jak mówiła w TOK FM dyrektor biura Polskiej Izby Mleka Agnieszka Maliszewska, "to nie znaczy, że nie trzeba będzie zatrzymać produkcji". - Jak nowych dostaw nie będzie. Decyzja Anwilu to plasterek na ranę. Dobrze, że się pojawiła, ale to tej rany nam nie zasklepi - tak oceniła decyzję należących do Orlenu zakładów o wznowieniu produkcji nawozów, a co za tym idzie CO2.

Ubiegłotygodniowa decyzja Anwilu i Grupy Azoty o wstrzymaniu produkcji nawozów, a co za tym idzie suchego lodu i dwutlenku węgla, wywołały szybką reakcję branży spożywczej. Stowarzyszenia producentów zaapelowały do premiera o "pilne podjęcie działań", które doprowadzą do  przywrócenia produkcji i uspokoją sytuację na rynku. Jak argumentowali, decyzja zakładów produkujących nawozy może zmusić firmy do wstrzymania produkcji spożywczej.

- Ta informacja nas niesamowicie zmroziła. Byliśmy w szoku - przyznała w TOK FM dyrektor biura Polskiej Izby Mleka Agnieszka Maliszewska, wspominając 23 sierpnia, czyli dzień ogłoszenia decyzji Anwilu i Grupy Azoty.

W poniedziałek 29 sierpnia ogłoszono, że po decyzji Daniela Obajtka produkcja zostanie przywrócona w Anwilu. - Ta decyzja nas ucieszyła, ale to nie zaspokaja w zupełności polskiego sektora rolno-spożywczego - w tym sektora mleczarskiego. Głównym producentem jest Grupa Azoty. Decyzja Anwilu to swego rodzaju uspokojenie, to trochę jak plasterek na ranę. Jako sektor spożywczy myślimy przede wszystkim o tym, że nie ma decyzji o wznowieniu pełnej produkcji - mówiła Maliszewska w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

I podkreśliła, że cały czas firmy spożywcze oczekują, że rząd zareaguje na apele, przygotuje rozwiązania, które pozwolą uniknąć kryzysu. Bo sytuacja związana z decyzją o produkcji nawozów doskonale pokazała, "że zachwianie jednym z elementów łańcucha produkcji, spowodować może katastrofalne skutki dla bezpieczeństwa żywnościowego".

"Mamy jeszcze produkty z poprzednich dostaw"

Gościni TOK FM wyjaśniła, że zakłady mleczarskie nie są w stanie zrobić zapasów CO2 czy suchego lodu na kilka miesięcy, czy rok. - To produkty, które są bardzo ważne w całości procesu produkcji, ale nie możemy sobie pozwolić na to, żeby lwią część zakładu stanowiły magazyny. Mamy jeszcze produkty, które są z poprzednich dostaw - sprzed 23 sierpnia. Ale nie mamy nowych dostaw. Stoimy więc realnie przed problemem, że może tego zabraknąć. Potrzebne jest nam więc zabezpieczenie ciągłości produkcji - mówiła.

Co ważne - jak dodała dyrektor biura Polskiej Izby Mleka - nie doszło do wstrzymania produkcji w polskich mleczarniach. - Mamy zapasy na kilka dni, ale to nie znaczy, że nie trzeba będzie zatrzymać produkcji, jak nowych dostaw nie będzie. Decyzja Anwilu to plasterek na ranę. Dobrze, że się pojawiła, ale to tej rany nam nie zasklepi. Jeżeli będziemy mieli problem z ciągłością dostaw, to będziemy mieli problem z produkcją - podkreśliła.

Ciągłość dostaw to nie wszystko. Bo przecież może się okazać, że za dwutlenek węgla będzie trzeba zapłacić więcej. Agnieszka Maliszewska przyznała, że "istnieje taka obawa". - Przecież rosną ceny wszystkich produktów, energii, gazu. Ale do tej pory - co chcę podkreślić - zakłady i spółdzielnie mleczarskie  nie podnosiły w sposób drastyczny cen produktów żywnościowych. Ale my - jako konsumenci w niedalekiej przyszłości powinniśmy się liczyć z tym, że przy tak rosnących kosztach produkcji, będziemy musieli więcej zapłacić za produkty - stwierdziła rozmówczyni Wojciecha Muzala.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM