Milion wykluczonych z rządowej tarczy dot. prądu. "Pani ogrzewa jeden pokój, a i tak zużywa 8000 kWh"

Jak mówił w TOK FM założyciel Polskiego Alarmu Smogowego Andrzej Guła, z szansy na wsparcie rządu dotyczące rachunków za prąd wykluczonych będzie milion osób. - Rząd całkowicie pominął grupę Polaków, którzy ogrzewają swoje domy czy mieszkania energią elektryczną - wyjaśnił. I dodał, że są to często najbiedniejsi, czyli np. lokatorzy mieszkań komunalnych.
Zobacz wideo

Rosnące ceny rynkowe energii elektrycznej zmusiły rząd do przygotowania tzw. tarczy solidarnościowej. Jej wprowadzenie zapowiedział Jarosław Kaczyński, a założenia ogłosił - w zeszłym tygodniu - premier Mateusz Morawiecki. Rząd chce, by w 2023 roku cena prądu dla indywidualnych odbiorców - do poziomu zużycia 2000 kWh rocznie - była na poziomie z roku obecnego.

- Rząd całkowicie pominął grupę Polaków, którzy ogrzewają swoje domy czy mieszkania energią elektryczną - alarmował w magazynie "EKG" w TOK FM Andrzej Guła, inicjator i założyciel Polskiego Alarmu Smogowego.

Ekspert przekonywał, że w Polsce absolutnie nie jest tak, że z tego typu ogrzewania korzystają tylko najbogatsi. - Szacujemy, ze liczba gospodarstw domowych ogrzewanych za pomocą energii elektrycznej wynosi ok. milion. Z czego ponad 750 tys. to gospodarstwa domowe w budynkach wielorodzinnych. To są chociażby lokatorzy starych kamienic - wskazał Guła.

"Nie będzie miała jak ogrzewać tego mieszkania"

Założyciel Polskiego Alarmu Smogowego relacjonował, w jak dramatycznej sytuacji znajdują się teraz lokatorzy. - Ostatnio zadzwoniła do mnie osoba z Krakowa. Była przerażona po tym, jak usłyszała propozycję rządowej tarczy. Jest lokatorką kamienicy i nie ogrzewa w zimie łazienki, kuchni, przedpokoju. Ogrzewa jedynie ten pokój, w którym przebywa. Wysłała mi swój rachunek. Jej zużycie roczne wynosi ponad 8 tys. kWh. Cztery razy więcej niż rządowa gwarancja - mówił. I dodał, że rządowi "zabrakło tutaj jakiejkolwiek wyobraźni".

Obecnie w mediach pojawiają się informacje, że rząd szykuje na szybko dodatkowe rozwiązania, może nawet dwa różne dodatki energetyczne. 1000 złotych dla tych, którzy nie przekraczają 5 tys. kWh, bądź wyższe o kilkaset złotych wsparcie dla tych, którzy zużywają więcej. Zdaniem Guły to też nie rozwiąże kłopotów osób w położeniu przytoczonej mieszkanki Krakowa. - Jeżeli tej pani przyjdzie zapłacić 5 tys. złotych więcej za energię elektryczną, to dla niej 1000 złotych problemu nie rozwiąże. Ona nie będzie miała jak ogrzewać tego mieszkania - ocenił gość "EKG".

Rozmówca Adama Ozgi podkreślił, że problem dotyczy często ludzi starszych, emerytów czy rencistów. - Wielu z nich nie ma prawa własności do mieszkań, są lokatorami. Nie mają więc nawet możliwości zainwestowania w wymianę źródła ciepła. O tych ludziach rząd zapomniał - ubolewał.

Ekspert wskazał także, że kolejne 250 tys. osób korzystających z ogrzewania domów energią elektryczną to użytkownicy pomp ciepła, którzy zainwestowali w takie urządzenia, na przykład korzystając z programu "Czyste Powietrze". - Jeszcze kilka miesięcy temu premier Morawiecki sam namawiał ludzi, żeby przechodzili na pompy ciepła. Jeżeli nie zostanie stworzony mechanizm dla tej grupy, to widzę realne ryzyko, że część z tych osób zacznie wracać do byle jakich urządzeń, do kopciuchów. Bo nie będzie ich stać na ogrzewanie energią elektryczną - podsumował Andrzej Guła.

DOSTĘP PREMIUM