Inflacja nie chce słuchać Glapińskiego. Prof. Orłowski: Problemy są dopiero przed nami

GUS potwierdził w piątek, że inflacja we wrześniu wyniosła rekordowe 17,2 proc. Prof. Witolda Orłowskiego nie przekonuje optymizm Adama Glapińskiego, który zapewniał, że nie grozi nam recesja. Ekonomista nie wierzy też, że uda się w 2023 roku osiągąć zapisany w projekcie budżetu poziom inflacji, czyli niespełna 10 proc.
Zobacz wideo Dr Sławomir Dudek: Rząd próbuje wmówić społeczeństwu, że nowotwór inflacyjny leczy się lekami przeciwbólowymi. Za chwilę będzie za późno na prawdziwe leczenie.

- Zatrzymaliśmy, a nie formalnie zakończyliśmy cykl podwyżek stóp procentowych - mówił prezes NBP Adam Glapiński po tym, jak Rada Polityki Pieniężnej po 11 podwyżkach zdecydowała się na pozostawienie stóp na dotychczasowym poziomie. Prezes Narodowego Banku Polskiego zapewnił, że mimo obserwowanego spowolnienia nie grozi nam recesja i groźba znaczącego wzrostu bezrobocia jest bardzo niska". Ocenił też, że w przyszłym roku "poziom inflacji będzie mocno zależał od decyzji rządu ws. tarczy antyinflacyjnej i zmian cen regulowanych". Obecnie - przypomnijmy - mamy inflację na poziomie ponad 17 proc. Najwyższą od ponad 20 lat.

Zdaniem ekonomisty PwC prof. Witolda Orłowskiego, ostatnia konferencja Adama Glapińskiego miała przede wszystkim na celu uspokojenie nastrojów i odzyskanie wiarygodności, zarówno NBP, jak i swojej własnej.

- Prezes mówił głównie o tym, dlaczego inflacja będzie spadać i prawie nic nie wspominał o czynnikach, które mogą spowodować jej wzrost. To były słowa uspokajające, nawiązujące do słynnej wypowiedzi z molo, że to jest szczyt problemu, a teraz będzie już tylko lepiej - powiedział rozmówca Karoliny Lewickiej. Na molo w Sopocie Adam Glapiński latem obiecał działaczce Agrounii, która pytała o rosnące stopy procentowe, że po wakacjach RPP prawdopodobnie podniesie stopy procentowe już tylko raz i tylko o 25 pb., co zakończy cykl podwyżek.

Jest źle i będzie tylko gorzej?

- Mam wrażenie, że problemy są dopiero przed nami. Uspokajanie w sytuacji, gdzie gołym okiem widać, że to wcale nie idzie w spokojną stronę, to nie jest właściwa metoda. To polega znowu na podważaniu wiarygodności, a nie na jej budowaniu - ocenił prof. Orłowski. 

Na pytanie dziennikarki TOK FM, komu takie uspokajanie szkodzi w szczególności, ekonomista odpowiedział krótko: "Wszystkim".

- Jest to niedobre dla banku centralnego. Dlatego, że jeżeli NBP zacznie uważać, że to jest tylko jakieś show, będzie zwracał coraz mniej uwagi na to, co jest mówione. A gdy zaczyna zwracać mniej uwagi, znika bardzo silne narzędzie, za pomocą którego bank centralny może komunikować się z rynkami. A im bardziej rynki są pewne, że bank centralny wie, co robi, tym łatwiej jest walczyć z inflacją - wyjaśnił ekspert.  Zdaniem ekonomisty "to jest niedobre dla ludzi, bo mogą podejmować na tej podstawie złe decyzje".

"Ludzie nie będą siedzieć i czekać"

W miniony piątek (7 października) w Sejmie rozpoczęły się prace nad przyszłorocznym budżetem. Z rządowego projektu wynika, że dochody budżetowe w przyszłym roku mają wynieść 604,7 mld zł, a wydatki 672,7 mld zł; deficyt na koniec 2023 roku ma wynieść nie więcej niż 68 mld zł. Wcześniej rząd zakładał deficyt na poziomie 65 mld zł. Projekt rządowy zakłada, że inflacja wyniesie niespełna 10 proc. (9,8 proc.).

- Nie ma wątpliwości, że są przyjęte złe wskaźniki ekonomiczne. Inflacja z całą pewnością będzie wynosić kilkanaście procent, tego jestem pewny - ocenił prof. Orłowski. Dodał, że i finansowanie edukacji czy służby zdrowia będzie realnie znacznie niższe, niż obiecuje rząd.  - Ludzie nie będą siedzieć i czekać. Pracownicy sektora publicznego prawdopodobnie zaczną strajkować - ostrzegał gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM