"Żonglowanie cenami" i firmy-wydmuszki. Ekspertka radzi, jak z głową korzystać z Black Friday

Zweryfikować, a dopiero potem uwierzyć - tak w skrócie brzmi przepis na mądre zakupy w Black Friday. Pułapek, jak przekonywała w TOK FM Joanna Izdebska z Europejskiego Centrum Konsumenckiego, w czasie wielkich obniżek, jest co nie miara.
Zobacz wideo

Z badań przeprowadzanych co roku przez firmę doradczą Deloitte, wynika, że jeżeli w okresie Czarnego Piątku widzimy reklamę, która zachwala dany produkt jako tańszy o 70-80 proc., to w rzeczywistości najprawdopodobniej jest on tańszy o zaledwie 3-4 proc. 

Na brak zbyt wielu atrakcyjnych promocji dla konsumentów 25 listopada, czyli w dniu wielkich obniżek cen, zwróciła uwagę w TOK FM także Joanna Izdebska. - Sprzedawcy manewrują, żonglują cenami - mówiła ekspertka Europejskiego Centrum Konsumenckiego, działającego przy Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Gościni "Raportu Gospodarczego" wskazała przy tym także na fałszywe obniżki cen. - Może się okazać, że sprzedawcy wcześniej podnieśli ceny, by później je obniżyć - dodała w rozmowie z Wojciechem Kowalikiem. 

Jak nie dać się nabrać na triki handlowców? - Przede wszystkim należy zweryfikować, a dopiero potem uwierzyć - odpowiedziała krótko Joanna Izdebska. W tym celu, jak wytłumaczyła, należy wcześniej zaplanować zakup, a potem śledzić jego cenę, by móc porównać ją z tą w dniu promocji.

Inna rzecz, że nasze podejrzenia powinna wzbudzić także np. duża obniżka ceny produktu. To, jak przekonywała, może oznaczać, że jest on wadliwy.  - Warto zapytać sprzedawcy, szczególnie w sklepie stacjonarnym, czy produkt nie jest uszkodzony, czy nie jest podrobiony, bo później nie będziemy mogli złożyć reklamacji - radziła.

Uwaga na firmy-wydmuszki

Zdaniem ekspertki Europejskiego Centrum Konsumenckiego, podwójną czujność powinniśmy zachować głównie podczas zakupów przez Internet. A to ze względu na firmy-wydmuszki, które często powstają tuż przed Black Friday. Jak możemy zweryfikować e-sklep? 

- Przede wszystkim sprawdźmy, czy na stronie nie ma żadnych błędów stylistycznych lub gramatycznych. Jeżeli są, uciekajmy, bo strona została stworzona w pośpiechu. Sprawdźmy też, czy w łatwo dostępnym miejscu znajduje się regulamin, w którym wyszukamy dane rejestracyjne sprzedawcy, informacje o naszych prawach, a także procedurze reklamacyjnej - wyliczyła Joanna Izdebska. 

Zastrzegła przy tym, że fakt, że strona internetowa jest prowadzona w języku polskim, nie zawsze oznacza, że mamy do czynienia z polską firmą. - Naszym wskaźnikiem nie powinna być też domena. Każdy może przecież zarejestrować domenę ".pl" - podkreśliła. To o tyle ważne, jak dodała, że jeżeli w rzeczywistości sklep znajduje się np. w Irlandii, w przypadku odstąpienia od umowy, będziemy zmuszeni pokryć koszty wysyłki. - A ta może kosztować więcej, niż sam produkt - zastrzegła. 

Tylko karta kredytowa 

O bezpieczeństwie transakcji, jak przekonywała Joanna Izdebska, decydują także zabezpieczenie strony certyfikatem SSL, prefix "https" i, przede wszystkim, proponowane przed sprzedawcę formy płatności.

- Wbrew pozorom najbezpieczniejsze jest płacenie za pomocą karty kredytowej, co w przypadku niewysłania towaru czy braku kontaktu ze sprzedającym, umożliwia wszczęcie procedury. Jeżeli jedyną formą płatności jest przelew ekspresowy czy przelewy na prywatne konta bankowe, powinna zapalić się nam czerwona lampka - skwitowała w rozmowie z Wojciechem Kowalikiem. 

DOSTĘP PREMIUM