Rekordowa inflacja i zwolnienia grupowe. A masowych protestów nie widać. Szef OPZZ wskazuje ważny powód

Drożyzna i obawy o byt coraz bardziej dają się Polakom we znaki. Mimo to nie wychodzimy masowo na ulice. Zdaniem przewodniczącego OPZZ Andrzeja Radzikowskiego po prostu nie mamy na to czasu i siły. Bo zajęci jesteśmy zarabianiem pieniędzy.
Zobacz wideo

Polacy coraz mocniej odczuwają zarówno wzrost opłat za energię, jak i skok cen w sklepach. Inflacja i drożyzna to słowa odmieniane przez wszystkie przypadki. Coraz więcej Polek i Polaków szuka więc oszczędności. Jak podała "Rzeczpospolita" powołując się na dane GfK, po kilkaset tysięcy gospodarstw w tym roku zrezygnowało z zakupów takich kategorii jak mocne alkohole, masło czy sypkie herbaty i kawa rozpuszczalna. Z badania wynika, że oszczędzać musi aż 89 proc. gospodarstw domowych.

Coraz trudniejsza jest też sytuacja na rynku pracy. Jak mówił w TOK FM szef OPZZ Andrzej Radzikowski, do związków zawodowych dociera coraz więcej sygnałów o zwolnieniach grupowych w firmach w całej Polsce. Np. w fabryce autobusów MAN w Starachowicach pracę może stracić prawie jedna trzecia załogi, czyli blisko 1000 osób.

- Myślę, że te zagrożenia spadkiem produkcji, a w efekcie zwolnieniami są. Wyhamowuje nam budownictwo, bo wyhamowują kredyty. To system naczyń połączonych. W naszej ocenie rząd nie do końca nad tym wszystkim panuje - wskazał przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Alarmował też, że jeśli ten trend się utrzyma, to możemy mieć do czynienia z szybko rosnącym bezrobociem.

Sytuacja coraz cięższa, ale Polacy nie protestują

Tymczasem choć sytuacja jest naprawdę zła i pracownicy mają powody do niepokoju, to rządzącym nie spędzają snu z powiek masowe protesty. Jak zauważył Tomasz Setta, nie mamy w Polsce "gorącej jesieni protestów". - Dlaczego Polacy nie wychodzą na ulice, czemu nie było manifestacji dużych central związkowych? - dopytywał dziennikarz TOK FM.

Przewodniczący OPZZ wskazał na jeden, w jego ocenie najbardziej istotny czynnik. - Polacy są bardzo pracowici i większość z nich pracuje dużo więcej niż osiem godzin. A ponieważ na razie jeszcze praca jest, więc po prostu ludzie pracują w godzinach nadliczbowych, w soboty, w niedziele. W ten sposób otrzymując dodatkowe środki na utrzymanie swoich rodzin - wyjaśnił Radzikowski.

Zdaniem związkowca właśnie to, że cały czas można dorobić i w ten sposób spróbować dopiąć domowy budżet w dużej mierze niweluje napięcia społeczne.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM