Zardzewiałe łodzie podwodne i uziemione samoloty. Tak teraz wygląda niemiecka armia, ale zbrojenia budzą opór

Łodzie podwodne nie pływają, większość samolotów stoi w warsztatach, nie ma wystarczającej liczby namiotów czy kamizelek kuloodpornych. Taki obraz rysuje najnowsza ewaluacja stanu niemieckiej armii.

Przy tym w Niemczech słyszy się, że nad poprawą działania i wyposażenia Bundeswehry ciągle się pracuje. Tylko że są też inne głosy, jeśli chodzi o finansowanie armii. A wszystko powiązane jest z przeszłością.

 

Temat wydatków na wojsko jest w Niemczech, co nie dziwi, obciążony historycznie. Przez kolejne dziesięciolecia wychowywano pokolenia Niemców w przekonaniu, że ich kraj nie powinien się zbroić, nie rozbudowywano armii, a tym bardziej nie wysyłano żołnierzy za granicę.

Do tej pory każda taka misja musi być zatwierdzona przez Bundestag, a armia niemiecka nazywana jest armią parlamentarną, gdyż posłowie sprawują nad nią szczególną kontrolę, chociażby poprzez wizytowanie żołnierzy stacjonujących na misjach.

Jak istotna jest to rola pokazują wydarzenia ostatnich miesięcy - kiedy Turcja nie chciała wpuścić niemieckich deputowanych na swoje terytorium, aby mogli złożyć taką wizytę, dochodziło do poważnych konfliktów, które skończyły się przeniesieniem niemieckiej bazy poza terytorium tureckie (sojusznika w NATO).

Sceptyczne społeczeństwo

Efekty pacyfistycznej polityki są do dziś bardzo odczuwalne w opinii społecznej - 51% Niemców nie chce zwiększenia wydatków na armię. W badaniu Fundacji Koerbera z 2017 roku za większym zaangażowaniem Niemiec w kryzysy międzynarodowe opowiada się nadal mniej niż połowa badanych (43%), niewiele ponad połowa woli wstrzymywanie się z aktywnością (52%).

Podobnie, mimo że połowa Niemców (48%) uznaje rolę Rosji w obecnym świecie za
destrukcyjną, to nie są oni gotowi stawać w obronie sojuszników w wypadku zaatakowania ich przez ten kraj.

Podczas gdy taką gotowość wykazuje w badaniu PEW z 2017 roku po 62% Polaków czy Amerykanów oraz 53% Francuzów i 45% Brytyjczyków, w Niemczech jest ona na poziomie 40%. Poparciem nie cieszą się także działania w ramach NATO, jak chociażby wysłanie niemieckich żołnierzy do krajów bałtyckich w ramach tzw. wschodniej flanki Sojuszu.

Całkowicie lub „raczej” popierało takie zaangażowanie w 2016 roku 40% badanych przez YouGov, kiedy „raczej nie popierało” lub „zupełnie nie popierało” 45%.


Więcej na zbrojenia


Stąd i politycy niechętnie nawołują do zmiany polityki w tym zakresie. Przełomem były
wystąpienia niemieckiego prezydenta Joachima Gaucka oraz niemieckiej minister obrony Ursuli von der Layen na konferencji bezpieczeństwa w Monachium w 2014 roku, kiedy jednoznacznie opowiedzieli się za wzmocnieniem niemieckich zdolności wojskowych i braniem odpowiedzialności ich kraju za toczące się na świecie konflikty.

Od tego czasu wobec poważnych zagrożeń w bliższych i dalszych regionach wielu polityków, zwłaszcza CDU, postuluje wzmocnienie armii. Niemcy zobowiązały się także, jako członek NATO do przeznaczania jak i inni sojusznicy corocznie 2% PKB na zbrojenia.

Jednak obecnie ten procent wynosi w niemieckim budżecie około 1,3%. Absolutnie przeciw wzmacnianiu armii jest opozycyjna partia Lewica. Socjaldemokraci, którzy być może za chwilę znowu wejdą do rządu, są niechętni zbyt dużemu wzrostowi wydatków na armię i bardziej podkreślają konieczność niesienia pomocy rozwojowej.


Powolna poprawa stanu armii


Wynegocjowana umowa koalicyjna chadeków z socjaldemokratami nie mówi więc o
konkretnych liczbach wzrostu wydatków na armię. Przewiduje natomiast rozwiązanie, będące kompromisem tych różnych spojrzeń. Według jej zapisów oba obszary – pomoc rozwojowa i zbrojenia mają rosnąć i to rosnąć jeden do jednego.

Jednak nadal nie mówi się o konkretnym odsetku PKB, jaki ma być na zbrojenia przeznaczany. W ministerstwie obrony liczą jednak na stopniową poprawę sytuacji, która obecnie – jak podkreślają komentatorzy, jest faktycznie katastrofalna. Niemcy nie są w stanie sprostać - w razie potrzeby - swoim zobowiązaniom w NATO, na przykład odpowiednio szybko wysłać określoną liczbę żołnierzy i czołgów.

Teoretycznie 5 000 osób powinno być w stałej gotowości, aby w ciągu 48-72 godzin znaleźć się we wskazanym regionie. Jak wynika z raportu pełnomocnika Bundestagu ds. Bundeswehry, żołnierzom tym brakuje jednak zimowych ubrań, kamizelek kuloodpornych i namiotów.

W ewaluacji stwierdza się także, że nieobsadzonych pozostaje w wojsku 21 tysięcy stanowisk oficerskich i podoficerskich. Wszystkie łodzie podwodne pod koniec roku 2017 były niezdatne do użytku, także część samolotów stała w hangarach z powodu usterek. Ich załogom brakowało wylatanych godzin ćwiczeń.

Kwestia elastyczności


Rosnące powoli wydatki na wojsko stopniowo poprawiają wprawdzie sytuację, ale proces ten jest zbyt wolny. Sytuacji nie poprawi, jak wskazują eksperci, także samo zwiększanie wydatków. Konieczna jest większa elastyczność w procedurach zakupu sprzętu, aby realnie wykorzystywać przysługujące fundusze.

Kluczowe jest jednak zmienianie nastawienia społeczeństwa i odważne wskazywanie przez polityków konieczności większej aktywności Niemiec w świecie, także w dziedzinie bezpieczeństwa. Mniejsze zaangażowanie Amerykanów w sprawy europejskie jest tu ważnym bodźcem. Ale zmiany nie będą szybkie, bo też skala koniecznych reform jest bardzo duża.

Tekst jest częścią cyklu #NiemcyWzblizeniu realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych i Fundację Konrada Adenauera w Polsce

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM