PiS-owski szef Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej komentuje sukces "Twarzy". "Szumowska zna opinię"

- Pani Szumowska zna opinię na temat jej ostatniego filmu. Natomiast publicznie się nią nie podzielę - powiedział w TOK FM prezes Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Radosław Śmigulski, prezes Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF), był gościem Patrycji Wanat w radiu TOK FM. Śmigulski był związany prawicowym stowarzyszeniem "Republikanie" Przemysława Wiplera, kierował firmą Syrena Films i był członkiem zarządu Totalizatora Sportowego. W grudniu minister Piotr Gliński (PiS) wyznaczył go na dyrektora PISF.

Rozmowa w TOK FM dotyczyła m.in. nagrodzonego w Berlinie filmu "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej, a także kryteriów, jakim kierował się PISF rozdzielając pieniądze w programie "Edukacja i upowszechnianie kultury filmowej". Państwowa instytucja filmowa przekazała 450 tys. zł na "obchody 40-lecia wyboru Jana Pawła II na monarchę Watykanu".

"Pani Szumowska zna moją opinię"

- Czy ucieszył się pan z nagrody jury Berlinale dla „Twarzy” Małgorzaty Szumowskiej? - zapytała prezesa Patrycja Wanat. Radosław Śmigulski potwierdził. - Oczywiście, że się ucieszyłem. Jest to jeden z dwóch najważniejszych europejskich festiwali, myślę, że drugi w kategorii festiwali europejskich po Cannes - powiedział prezes PISF.

Każda tego typu nagroda jest cenna dla polskiej kinematografii

- dodał.

Śmigulski nie chciał jednak zdradzić, czy "Twarz" mu się podobała. - Programowo nie chcę się wypowiadać o moich sympatiach, tudzież preferencjach twórczych - zaznaczył. - Pani Szumowska zna opinię na temat jej ostatniego filmu. Natomiast publicznie się nią nie podzielę - powiedział prezes Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Zdradził także, że wicepremier Gliński obejrzał ostatnie dzieło reżyserki, ale nie chciał odpowiedzieć na pytanie o jego opinię. Powiedział też, że nie zamierza bronić filmu przed niezadowolonymi widzami, którym może się nie spodobać, że "Twarz" jest krytyczna wobec niektórych negatywnych zachowań Polaków.

- Nie rozumiem roli dyrektora PISF jako obrońcy przekazu. Czy będzie masa ludzi która będzie krytyczna i mówiła, że (film - red.) jest niegodny powstania? Pewnie, że będzie. Czy będzie grupa ludzi uważająca go za najwybitniejsze dzieło w historii polskiego kina? Pewnie też się pojawią tacy. Jakby ktoś chciał pobić panią Szumowską, to wtedy można myśleć o obronie. A film musi bronić się sam - powiedział Śmigulski.

Polityka filmowa

Patrycja Wanat zapytała swojego gościa, jakiej linii w polskim filmie oczekuje minister Gliński. Dodała, że sądząc po jego wypowiedziach chciałby, aby powstawały takie obrazy, które gloryfikują bohaterstwo Polaków. - Tak jak nie chciałabym, żeby były tylko i wyłącznie krytyczne filmy, tak nie chciałabym, żeby były tylko pokazujące chwałę polskiej historii i kultury - odpowiedział prezes PISF.

Następnie dziennikarka poruszyła kwestię pieniędzy rozdzielonych przez Instytut. - Chciałabym się pochylić nad listą wydarzeń, które otrzymały dotację Polskiego Instytutu Sztuki filmowej w programie "Edukacja i upowszechnianie kultury filmowej". Wywołała ona dużo kontrowersji i dyskusji (...), chociażby brak dotacji dla uznanych ale mniejszych festiwali jak „ 5 smaków” czy „Kino na granicy” w Cieszynie, festiwal w Radomiu - powiedziała Patrycja Wanat.

- Odpowiem a propos tych festiwali mniejszych, które nie otrzymały dotacji. Rzeczywiście przez ostatnie lata wykonały pracę w swoich społecznościach.

Nie ma generalnie powodu, który przeważył, że one nie dostały pieniędzy

- powiedział szef PISF.

- Jest to różnie w różnych przypadkach. Jeśli chodzi o festiwal "Na granicy", to dotyczyło to pewnych danych, które nie zostały nam przekazane. Festiwal „ 5 smaków” jest innym przypadkiem. Odbywa się w Warszawie. Mamy festiwal warszawski i jest tam miejsce dla kina azjatyckiego, a mamy ograniczony budżet. Więc jeśli gdzieś miały być poczynione oszczędności, to właśnie tam - tłumaczył prezes Śmigulski.

Upowszechnianie filmu czy papieża?

Nie rozwiało to jednak wątpliwości dziennikarki. - Festiwal „ 5 smaków” z tego co pamiętam ubiegał się o dotację 60 tys. złotych. To nie jest dużo, natomiast 450 tys. zostało przeznaczone na filmy o Janie Pawle II. Te dane są szokujące - powiedziała Patrycja Wanat.

Prezes PISF odpowiedział na to, że organizatorzy projektu papieskiego nadali mu fatalną nazwę, bo nie chodzi tylko o tzw. box, ale o projekcje, spotkania i dyskusje dotyczące duchownego. - Ja rozumiem, że tam są spotkania, tam są dyskusje, ale nazwa tego programu operacyjnego to "Edukacja i upowszechnianie kultury filmowej", a nie edukacja i upowszechnianie postaci Jana Pawła II - zauważyła Patrycja Wanat.

- Na poziomie nazw to do niczego dobrego nie prowadzi. (Spotkania - red.) mają dotyczyć filmów których bohaterem jest Jan Paweł II. Pytała pani, czy będzie różnorodność. Tak, będzie. Są kinomani lubiący kino pani Szumowskiej i są katoliccy kinomani. Postać Jana Pawła II nie jest tylko postacią i wzorem dla osób wierzących. Różnorodność będzie w każdym wymiarze i proszę to uszanować - zripostował Radosław Śmigulski.

Prezes PISF powiedział również, że chętnie wspomógłby finansowo wszystkie festiwale, gdyby miał taką możliwość. - Jakbym miał bardzo dużo pieniędzy to dałbym wszystkim i jeszcze dał małym - powiedział Śmigulski.

DOSTĘP PREMIUM