"Nauczycielami zostają osoby, które często ledwo zdają maturę" - resort min. Gowina chce zmian

- Koniec z przymykaniem oczu na to, że kształcimy słabych nauczycieli. Wiceminister Piotr Müller w "Poranku Radia TOK FM" wyjaśniał założenia reformy. Tłumaczył też powody dezubekizacji na uczelniach wyższych.

Stworzona przez resort min. Jarosława Gowina ustawa o szkolnictwie wyższym zakłada wprowadzenie nowych standardów w zakresie kształcenia przyszłych nauczycieli. Nie skończy się jednak jedynie na zmianie programu nauczania.

Piotr Müller, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, chce drastycznie zmniejszyć liczbę uczelni niepublicznych kształcących przyszłych nauczycieli. Skierowana do Sejmu reforma szkolnictwa wyższego przewiduje, że nauczycieli będą mogły kształcić tylko te placówki, które prowadzą badania naukowe.

W praktyce oznacza to, że większość uczelni niepublicznych już za rok straci uprawnienia do kształcenia do zawodu nauczyciela.

- Koniec z przymykaniem oczu na to, że kształcimy nauczycieli słabych. Osoby, które mają kształcić nasze dzieci bardzo często dostają się na studia z wynikiem 30 proc. z matury. Myślę, że nikt sobie nie życzy z rodziców, aby takie osoby później kształciły ich dzieci - mówił wiceminister w "Poranku Radia TOK FM".

Warto przypomnieć, że na uzyskanie świadectwa maturalnego po osiągnięciu 30 proc. z matury zezwolił w 2006 roku ówczesny minister edukacji - w rządzie PiS-Samooborna-LPR - Roman Giertych

Tzw. amnestii Giertycha podlegali uczniowie, którzy mieli po minimum 30 proc. punktów z czterech spośród pięciu obowiązkowych egzaminów maturalnych - pod warunkiem że ze wszystkich pięciu egzaminów średnia wyniesie co najmniej 30 proc.

Jak podnieść poziom? 

Nauczycieli będzie kształcić tylko lub aż, kilkadziesiąt najlepszych uczelni prowadzących badania naukowe. Studiować będzie mniej osób, a więc mniej przyszłych nauczycieli będzie miało słabe wyniki. Kluczowa jest też w ocenie wiceministra zmiana rozporządzenia dotyczącego standardów kształcenia: więcej zajęć z nauczycielami, którzy mają doświadczenie zawodowe w szkole, przy równoczesnym zapewnieniu zajęć teoretycznych z naukowcami mającymi osiągnięcia naukowe. Zdaniem Müllera, pozwoli to przywrócić rangę i prestiż zapomnianemu nieco i zepchniętemu na margines zawodowi nauczyciela. 

Czytaj też:  "700 mln zł na reformę szkolnictwa wyższego to za mało? Polityk odpowiada na słowa rektora"

Dezubekizacja

Jedno z rozwiązań przyjętych w ustawie zakłada, że osoby, które były tajnymi współpracownikami i funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa, nie powinny pełnić istotnych funkcji zarządzających na uczelni. Nie będą więc mogły m.in. piastować stanowiska rektora, zasiadać w senacie czy w kolegium elektorów. 

- Wydaje się, że tutaj jest też istotne, aby pewne cnoty moralne były ważne w przypadku, gdy ktoś takie funkcje pełni, ale nikogo nie chcemy zwalniać z uczelni. Te osoby będą tam przecież nadal pracować i prowadzić badania naukowe, krytykować rząd. Proszę bardzo. To jest dozwolone przecież - objaśniał nowe zasady wiceminister.

Czy jednak proponowana dezubekizacja nie będzie tylko próbą odwrócenia uwagi od wszystkich bolączek, niezgód i konfliktów, które zapewne pojawią się podczas wprowadzenia reformy w życie? 

- Nie, to w ogóle nie o to chodzi. Po prostu to jest czas, żeby wreszcie przeprowadzić ten proces i tyle. Wydaje mi się, że środowisko akademickie już wiele lat temu powinno było do tego dojrzeć. Niestety nie dojrzało. Podobnie jak z pewnymi zmianami w środowisku sędziowskim, które samo się nie oczyściło - mówił kategorycznie Müller.  

W ocenie wiceministra, resort chce zastosować rozwiązania klarowne, ale nieradykalne.

DOSTĘP PREMIUM