"To kłamstwo". Misiewicz broni się przez zarzutami i atakuje Michała Karnowskiego

- Redaktorzy wielokrotnie atakują mnie dlatego, że kogoś znałem. CBA uniewinniło mnie od wszelkich zarzutów karnych w tej sprawie - mówi Misiewicz o artykule "Sieci" i zapowiada podjęcie kroków prawnych.

W odpowiedzi na artykuł, który ukazał się na łamach tygodnika "Sieci" Bartłomiej Misiewicz zorganizował dzisiaj (8 maja) briefing prasowy. Chodzi o artykuł tygodnika "Sieci", według którego w czasie, kiedy Antoni Macierewicz stał na czele MON, dochodziło do nadużyć w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. 

"To paszkiwil"

Misiewicz nazwał artykuł tygodnika "paszkwilem" na swój temat. Według niego, mimo że jego autorzy przyznają, iż CBA nie postawiła byłemu rzecznikowi MON jakichkolwiek zarzutów, to używając jego wizerunku i stosując odpowiednią formę stylistyczną, mieli dopuścić się manipulacji mającej na celu przypisanie mu winy.

Były bliski współpracownik Antoniego Macierewicza stwierdził, że nie miał wglądu w dokumentację PGZ ani wpływu na organizowane przez nią wydarzenia. - Panowie redaktorzy wielokrotnie atakują mnie tylko dlatego, że kogoś znałem. CBA uniewinniło mnie od wszelkich zarzutów karnych w tej sprawie.

- Czy to ja wskazywałem stowarzyszenie, które organizowało z ramienia Polskiej Grupy Zbrojeniowej koncert pt. "Głos Wolności"? - pytał na spotkaniu prasowym Misiewicz, by chwilę potem ostro temu zaprzeczyć - To kłamstwo panie Pyza, panie Wikło [autorzy artykułu - red.], i panowie doskonale o tym wiecie, że ja nie wskazywałem tego stowarzyszenia. Wiecie też o tym, że propozycję wyboru przyniósł na zarząd PGZ jeden z jej pracowników, a ja w tej kwestii odpowiadałem wyłącznie za resort obrony. 

Misiewicz stwierdził, że redaktorzy tygodnika powołując się na informacje niejawne próbują używać form stylistycznych mających przypisać mu zaniedbania w PGZ, za które nie odpowiada.

Nadużycia w Polskiej Grupie Zbrojeniowej

Jak podaje tygodnik "Sieci", pieniądze wypływały z państwowej spółki np. dzięki umowie na szkolenia dla pracowników, których jednak w ogóle nie przeprowadzono. Stowarzyszenie, o którym mówi Misiewicz, miało być odpowiedzialne zarówno za organizację szkoleń jak i okolicznościowego koncertu. W obu przypadkach miało dojść do nieprawidłowości. Szkolenia nie zostały przeprowadzone, a koncert przeniesiono. Wątpliwości budziła także zlecanie zadań kolejnym podwykonawcom. 

- Widać że przelewano duże pieniądze na fikcyjne zlecenia, po to, by przelewać je jeszcze dalej. Zamieszany w to był nie tylko pan Misiewicz, ale też jego koledzy z apteki w Łomiankach, w której wcześniej pracował. Przewija się tam nazwisko Radosława Obolewskiego. Mnie to nie zaskakuje - komentował dla portalu Tokfm.pl Tomasz Piątek.

Były rzecznik MON zapowiedział, że jego prawnicy w sprawie sprostowania skontaktują się zarówno z tygodnikiem "Sieci", jak i z innymi mediami, które powieliły kłamliwą według niego narrację.

DOSTĘP PREMIUM