Władysław Kosiniak-Kamysz: PiS chce zaorać samorząd w Polsce. To partia, która chce nas zniszczyć

- Nie można poddawać Polski niebezpiecznemu eksperymentowi, jakim byłoby zwycięstwo PiS-u - przekonuje w tokfm.pl Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL. W Warszawie chce postawić na Jakuba Stefaniaka.

Roch Kowalski: Panie prezesie, czy odetchnął pan z ulgą po deklaracji wyborczej Jacka Majchrowskiego?

Władysław Kosiniak-Kamysz: Przez wiele miesięcy namawiałem pana prezydenta do startu w Krakowie, do podjęcia po raz kolejny próby wygrania wyborów w drugim co do wielkości mieście w Polsce. Dla mnie oczywiście szczególnym, bo to moje miasto rodzinne. Cieszę się, że podjął tę decyzję i rozwiał wszelkie wątpliwości.

Podobno namawiali pana, żeby to pan był kandydatem na prezydenta Krakowa?

- Ja namawiałem Jacka Majchrowskiego.

A czy pana ktoś namawiał?

- Oczywiście, były różnego rodzaju rozważania, co w wypadku, gdyby prof. Majchrowski nie startował, ale one nie mają dzisiaj większego znaczenia, bo jest decyzja, której wszyscy oczekiwaliśmy.

Marzy się panu jeszcze kariera w samorządzie?

- Rozpocząłem swoją polityczną drogę od Rady Miasta Krakowa.

I nie chciałby pan wrócić?

- Później zostałem ministrem, następnie prezesem partii. Praca w rodzinnym mieście to piękna sprawa. W samorządzie jest duże poczucie sprawczości. To jest coś zupełnie innego niż polityka warszawska, sejmowa. Tu jest bardzo dużo teatru. Nie mówię, że nie lubię wystąpień sejmowych. Bardzo je lubię, bo uważam, że to jest esencja polityki, sporu, debaty politycznej.

Esencja parlamentaryzmu.

- Tak, ale sprawczość w samorządzie, szczególnie w przypadku gospodarza gminy, to coś bardzo fajnego. Niemal natychmiast widać efekty podejmowanych decyzji. To by było piękne, gdyby można było pójść do samorządu i realizować swoje pomysły.

Chciałby pan tak zwieńczyć swoją karierę polityczną?

- Boże, mam 37 lat, a pan redaktor mówi o zwieńczeniu kariery. To straszne! Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się dużo ciekawych rzeczy zrobić, ale powrót do samorządu byłby bardzo interesujący.

Co z pozostałymi miastami? PSL przedstawi swoich kandydatów?

- W części miast będziemy mieć swoich kandydatów. Takim sztandarowym kandydatem jest dzisiaj Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa. Na pewno będziemy popierać też kandydatów, którzy się sprawdzili. Dobrych, solidnych gospodarzy jak prezydent Majchrowski…

W Łodzi PSL poprze prezydent Zdanowską?

- Myślę, że tak. Wiem, że tam trwają rozmowy na ten temat.

We Wrocławiu?

- Tu kwestia jest jeszcze nierozstrzygnięta. Łatwiej mi powiedzieć o ścianie wschodniej, bo tam już wiadomo: w Rzeszowie, w Lublinie, gdzie będziemy wspierać prezydenta Żuka, z którym też jesteśmy w koalicji.

A północ kraju? Trójmiasto?

- To są tereny, na których pozycja PSL-u jest nie tak znacząca, jak na wschodzie czy na południu, ale w każdym mieście będzie rozstrzygnięte, czy kogoś wspieramy, czy wystawiamy swojego kandydata. W Gdańsku jest dużo niewiadomych. Prawdopodobna jest kandydatura Jarosława Wałęsy, Agnieszki Pomaski, Ewy Lieder…

Jest też Paweł Adamowicz.

- Wymieniłem trójkę młodego pokolenia, do którego naturalnie mi jest bliżej. Każda z tych trzech osób jest ciekawą kandydaturą.

Czy tutaj PSL uzależnia swoje poparcie od tego, którego kandydata wyłoni Koalicja Obywatelska?

- Na pewno nie będziemy rozbijać szans na zwycięstwo w dużych miastach przez działania, które doprowadzą do jakiegoś rozchwiania. Wyjątek jest jedno miejsce, gdzie trzeba zaznaczyć swoją podmiotowość. To jest oczywiście Warszawa.

Postawicie na swojego rzecznika, Jakuba Stefaniaka?

- Jest bardzo zdeterminowany, żeby być kandydatem i powiem szczerze, to mi się podoba. Żeby wygrać, trzeba bardzo chcieć. Bardzo pragnąć startu i pokazać najlepszą wizję rozwoju miasta. Jest ona potrzebna nie tylko po to, by turyści mieli dobre wspomnienia, ale przede wszystkim służy temu, by mieszkańcy cieszyli się jak najlepszą jakość życia.

Widzę tę gigantyczną determinację u Jakuba Stefaniaka. Oczywiście, jestem świadomy naszych możliwości w stolicy i tego, że trzeba mierzyć siły na zamiary.

W Warszawie bój nie zawsze rozgrywa się o wygraną.

- To prawda. Jak widzę jak dzisiaj kandydaci Platformy i PiS-u okładają się maczugami po głowie i ścigają się w organizowaniu różnych wydarzeń, a nie konkretnych rozwiązaniach, to mam przekonanie, że to nie służy ani kampanii, ani wyłonieniu najlepszego gospodarza Warszawy. Trzecia, racjonalna propozycja, jest bardzo ciekawa.

W najbliższych dniach zapadnie decyzja ws. kandydatury PSL. Jakub Stefaniak ma największe szanse i największą determinację, najlepsze pomysły i dużą rozpoznawalność.

Czy z perspektywy czasu nie żałuje pan, że jako ludowcy nie weszliście w Koalicję Obywatelską?

- Nie, bo to jest działanie wzmacniające opozycję. Mamy swój elektorat, jesteśmy partią samorządową, jesteśmy jednym z trzech ugrupowań, które jest dzisiaj w stanie wystawić listy do gminy, powiatu i województwa w większości miejsc w kraju.

Oprócz nas jest tylko PiS i Platforma. Podejrzewam, że kandydatów z list PSL może być bardzo dużo, około 20 tysięcy osób. To jest nasze zobowiązanie wobec mieszkańców wspólnot samorządowych, małych ojczyzn, żeby zdać raport z naszej dotychczasowej pracy i zaproponować regionom dalszy rozwój.

Nie można poddawać Polski lokalnej niebezpiecznemu eksperymentowi, jakim byłoby zwycięstwo PiS-u. Ta partia chce zniszczyć i zaorać samorządność w Polsce, odebrać kompetencje obywatelom i wszystko scentralizować. PiS chce wszystko przenieść do Warszawy, a przecież Warszawa to nie cała Polska.

W małych miejscowościach największa rywalizacja będzie się toczyć między PSL a PiS-em.

- Na pewno. To będzie starcie wyborcze, które określi pozycję PiS-u na polskiej wsi. Kiedy jeżdżę na spotkania i rozmawiam z ludźmi, to odczuwam, że zaszła zmiana. Teraz panuje zupełnie inna atmosfera wobec działań PiS-u niż wcześniej.

Mieszkańcy wsi są rozczarowani rządem?

- Tak, to widać po reakcjach ludzi, również na spotkaniach PiS-u. Wiele rzeczy się nie podoba: brak działań w obszarze rolnictwa, brak walki z afrykańskim pomorem świń, głupie pomysły budowy płotu na granicy polsko-białoruskiej i polsko-ukraińskiej... Nie podobają się zakusy władzy w sprawie centralizacji państwa.

Jestem zwolennikiem szacunku dla wartości, tradycji, kultury, ale jestem przeciwnikiem ideologizowania działań państwa. Chciałbym, żeby każdy, zarówno osoba wierząca i niewierząca, dobrze się czuł w naszym kraju.

Chciałbym, żeby władza nie zaglądała i nie regulowała życia w rodzinach i w domach, bo to jest gigantyczna przesada. My się u podstaw różnimy z PiS-em, bo mamy inną wizję państwa. Darzymy zaufaniem naszych rodaków. Chcemy im oddać kompetencje, a nie trzymać wszystko w jednej dłoni.

Poparcie dla PiS-u waha się w granicach 32-40 proc. Zasypia pan spokojnie, myśląc o wyniku ludowców?

- Jak patrzę, ile się wydarzyło przez te dwa lata, jak odbudowaliśmy naszą pozycję po trudnym momencie wyborów w 2015 roku…

PSL ledwo przekroczył próg wyborczy.

- To prawda. PiS chce pochłonąć nasz klub parlamentarny, zmieść nas z powierzchni Sejmu. Dlatego wbrew tradycji pozbawił nas możliwości wskazania wicemarszałka i szefa którejkolwiek komisji oraz nie pozwolił na członkostwo w komisji ds. służb specjalnych. Poza tym władza sekuje nas w mediach publicznych, które kontroluje.

PiS wydał wyrok na PSL, ale my w tych wyborach udowodnimy, że Polacy są po naszej stronie. Uzyskamy jak najlepszy wynik nie tylko po to, by obronić samorządność, ale też po to, by dać Polakom szansę tworzenia swojej rzeczywistości nawet z poziomu sołectwa i rady osiedla.

Pan się dystansuje od Prawa i Sprawiedliwości, ale są przecież działacze PSL-u, którzy mówią o PiS znacznie cieplej, wręcz jak o potencjalnym koalicjancie.

- Na pewno nie wejdziemy z PiS-em w żadną koalicję w sejmikach. Nie ma takiej możliwości ani przed wyborami, ani po wyborach. To partia, która chce nas zniszczyć. Nie da się współpracować z tymi, którzy nam źle życzą.

To jest deklaracja tylko na te wybory czy długoterminowa?

- Mamy zupełnie inną wizję państwa i jego obywateli niż PiS. My jesteśmy za wspólnotą narodową, za szacunkiem, za różnorodnością, w której jest możliwa jedność. Oni chcą mieć tylko jeden kierunek, jedną prawdę, jedną historię, która jest wygodna tylko dla nich. Ja się z tym fundamentalnie nie zgadzam.

To nie znaczy, że jak PiS zgłasza projekt w Sejmie, to ja automatycznie muszę się z nim nie zgodzić. Wtedy bym się stał taki jak oni: miałbym klapki na oczach. Nie bylibyśmy wtedy żadną przeciwwagą. Anty-PiS to za mało. Potrzebne są konkretne pomysły.

My na przykład proponujemy program „Emerytura bez podatku”, który cieszy się olbrzymim poparciem. Organizowałem niejedną zbiórkę podpisów, więc potrafię to ocenić: wychodzi się na ulice, a ludzie sami przychodzą i się podpisują.

A jakie emocje panu towarzyszą, jak patrzy pan na rozpad Nowoczesnej?

- Nie mówmy o rozpadzie. Wiem, jak trudny jest moment, kiedy ktoś odchodzi z klubu. Też to przerabiałem w tej kadencji.

Ale z pańskiego klubu nie odszedł założyciel partii.

- Jakbyśmy sięgnęli do założycieli PSL-u, to musielibyśmy odbyć długą rozmowę. Jedno jest pewne: to nie jest łatwy moment. Lepiej podjąć nawet trudne decyzje, by mieć jasną sytuację - wiedzieć na kogo można liczyć, a na kogo nie, niż tkwić w wewnętrznym konflikcie, który powoduje, że bardziej skupiamy się na rozwiązywaniu problemów partii, niż rozwiązywaniu problemów Polaków.

Nowe ugrupowanie Joanny Schmidt, Joanny Scheuring-Wielgus, Ryszarda Petru, Roberta Biedronia i Barbary Nowackiej miałoby szanse na sukces wyborczy?

- Na razie nie ma takiego ugrupowania.

A jest potrzebne?

- Jest zapotrzebowanie na ugrupowanie centrowe, chadeckie - do tego aspiruje PSL. My też musimy rozszerzyć formułę. Zdaję sobie sprawę, że problemem Polskiego Stronnictwa Ludowego jest to, że jesteśmy bardzo wąsko postrzegani. Wiele osób przychodzi do mnie i mówi: ja nawet pana lubię…

...ale nie zagłosuję na partię chłopską?

...ale jak mogę głosować na PSL, skoro mieszkam w mieście? A przecież ja też mieszkam w mieście. Ludowcy są postrzegani przez wąski pryzmat rolnictwa. Chcemy to zmienić, ale nie porzucając swojego matecznika.

Nie wstydzę się żadnego momentu z historii PSL-u ani w czasach II Rzeczpospolitej, ani w czasach wojny i okupacji, ani w czasach PRL-u. I nie wstydzę się tego, co zrobiliśmy w III RP, a działaliśmy przez te wszystkie lata, najlepiej jak potrafiliśmy.

Oczywiście, nie było idealnie, nie wszystko nam wyszło, nie jesteśmy aniołami. Nie braknie nam determinacji, żeby rozszerzyć formułę do partii chadeckiej, centrowej, która szanuje tradycję i wartości chrześcijańskie, ale nie jest podporządkowana jakiejkolwiek ideologii.

To Witos pięknie mówił, że w sprawach wiary będziemy słuchać każdego wikarego. W sprawach polityki nie będziemy słuchać nawet biskupa. To jest dzisiaj bardzo aktualne.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM