Czy Rosja kupiła sobie mundial? Lizut i Leniarski rozmawiają o "Najważniejszym meczu Kremla"

"Czy Rosja kupiła sobie piłkarskie mistrzostwa świata? To niewłaściwe pytanie. Właściwe brzmi: a kto sobie nie kupił?" - tokfm.pl przedstawia podcast Mikołaja Lizuta i fragment książki "Najważniejszy mecz Kremla".

Fragmenty książki "Najważniejszy mecz Kremla" Romana Imielskiego i Radosława Leniarskiego pochodzą z rozdziału "Operacja mundial, czyli Albion padł.

Prawdopodobnie był to plan rozpisany na dekadę. Jak dobrze zorganizowana operacja służb specjalnych. Tak przynajmniej twierdzi jeden z najbardziej znanych rosyjskich dziennikarzy sportowych Igor Rabiner. Jeśli Władimir Władimirowicz Putin nie zwerbowałby odpowiednio wcześnie Josepha Blattera, wieloletniego szefa Światowej Federacji Piłkarskiej (FIFA), nic by z tego nie wyszło. A Putin jako doświadczony oficer KGB, spec od pozyskiwania „źródeł”, dobrze wiedział, jak skaperować dla swoich planów kogoś takiego jak szef FIFA.

Ale po kolei.

Po raz pierwszy Putin i Blatter spotkali się w Sztokholmie w 2001 roku, gdy prezydent światowej federacji wystąpił z odczytem dla przywódców europejskich państw. O czym mówił? Nieważne, ważne jest to, że panowie chyba się polubili, skoro pięć lat później Blatter był już gościem Putina w prezydenckiej rezydencji w Nowo-Ogariowie, a tam rosyjski przywódca zaprasza tylko specjalnych gości. Trzecim do rozmowy – a zapewne nie tylko rozmowy – był Witalij Mutko, od 2005 roku szef Rosyjskiej Federacji Piłkarskiej.

„Jesteśmy zaszczyceni, że zwraca pan jako prezydent FIFA tak szczególną uwagę na Rosję. I my także bardzo uważnie przyglądamy się pracom FIFA” – mówił Władimir Władimirowicz Putin. Potem spotkania prezydenta, a w latach 2008-2012 premiera Rosji, z szefem FIFA weszły panom w nawyk. Gdy w 2009 roku Blatter przyjechał do Moskwy, ówczesny szef rządu witał go słowami: „Szanowny panie Blatter, drogi przyjacielu”.

Książka na przemiał

To wszystko Rabinier opisał w książce „Jak Rosja dostała mistrzostwa świata w futbolu 2018. Śledztwo sportowo-polityczne” z 2012 roku. Pierwotnie miała się ukazać 2 grudnia 2011 roku, dokładnie rok po zwycięskim dla państwa Putina głosowaniu Komitetu Wykonawczego FIFA. Ale nie wyszła, bo władzom nie spodobał się pierwotny tytuł: „Czy Rosja kupiła mistrzostwa świata w futbolu 2018?”. Pierwszy nakład poszedł więc na przemiał, a tekst kolejnego wydania – jak przyznaje Rabiner – poddano „miękkiej cenzurze”.

– „Czy Rosja kupiła...”. Stuprocentowej pewności nie mam, ale chyba nie. Nasz komitet organizacyjny pracował wtedy bardzo zręcznie i skutecznie. Wykorzystywał raczej inne mechanizmy, przede wszystkim stare znajomości – mówił Rabiner „Gazecie Wyborczej” jeszcze w 2015 roku. Od tego czasu zdania nie zmienił.

A sam Putin 2 grudnia 2010 roku, tuż po ogłoszeniu przez jego „drogiego przyjaciela” Blattera wygranej Rosji w walce o mundial 2018 roku, przyleciał do Zurychu i nie mógł ukryć wzruszenia. – To zwycięstwo jest absolutnie niespodziewane. Jesteśmy zaszczyceni, że wygraliśmy tę trudną i uczciwą walkę. Z całego serca bardzo dziękuję – mówił na konferencji prasowej. Po angielsku, co samo w sobie było wyjątkowe.

– Futbol jest bardzo popularny na całym świecie, a w Rosji szczególnie. Cztery godziny temu w Moskwie mówiłem rosyjskim dziennikarzom, że urodziłem się w Leningradzie, który w czasie II wojny przeżył 900 dni blokady. Nie było bieżącej wody, elektryczności, żywności, nie było ogrzewania w trakcie rosyjskiej zimy. Ale mecze piłkarskie się odbywały nawet w tak tragicznym czasie. To także pozwoliło ludziom przetrwać. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie Rosji – podkreślał Putin.

Jego słowom z uwagą przysłuchiwał się na sali rosyjski miliarder i właściciel klubu Chelsea Londyn Roman Abramowicz, który jeszcze w tej historii się pojawi.

To miał być blitzkrieg

Nie tak to jednak miało wyglądać, szczególnie z angielskiej perspektywy. Był koniec roku 2010 i FIFA miała po raz pierwszy w historii zdecydować, kto zostanie gospodarzem od razu dwóch mistrzostw świata – w 2018 i 2022 roku. Dumny Albion, w którym każde dziecko rodzi się z domieszką krwi ulubionego klubu i dozgonną miłością do kopania piłki, rzucił do walki na ostatniej prostej wszystko, co miał najlepszego.

Co tu dużo mówić – to miał być blitzkrieg, udana wersja planu Barbarossa, której zwieńczeniem miał być mundial 2018 na angielskich stadionach. Gotowe było już nawet hasło: „Futbol gości futbol”. Nie, to nie wchodzi w grę, by ojczyznę futbolu ograli Rosjanie. Trzeba walczyć.

Pierwszą potężną salwę oddała telewizja BBC 29 listopada, trzy dni przed decydującym głosowaniem Komitetu Wykonawczego FIFA. W swoim flagowym programie śledczym „Panorama” pokazała materiał o tym, jak trzej bardzo ważni członkowie komitetu brali sowite łapówki od firmy marketingowej ISL. Firma padła w 2001 roku, ale dziennikarze mieli od swojego źródła, dawnego pracownika ISL, listę 175 tajemniczych przelewów na kwotę 100 milionów dolarów łącznie.

Część z nich – 100 tysięcy franków szwajcarskich – miała pójść do kieszeni Kameruńczyka Issy Hayatou, wieloletniego szefa Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej. Paragwajczyk Nicolás Leoz, wieloletni szef Południowoamerykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, miał otrzymać ponad 700 tysięcy dolarów w trzech transzach. Najwięcej, bo około 10 milionów dolarów, dostał ponoć Brazylijczyk Ricardo Teixeira, prezydent tamtejszego związku futbolowego i jedna z najbardziej wpływowych osób w światowej piłce. Nie wprost do kieszeni – pośrednikiem była firma zarejestrowana w Liechtensteinie, a więc w jednym z rajów podatkowych.

W zamian Hayatou, Leoz i Teixeira mieli zapewniać ISL wyłączność na prawa do transmisji najważniejszych futbolowych imprez. Te 100 milionów to wbrew pozorom nie tak znowu dużo. ISL na sprzedaży praw stacjom telewizyjnym zarabiała miliardy. Teixeira, Hayatou i Leoz oczywiście wszystkiemu zaprzeczyli, a Blatter publicznie ich bronił.

Kompromitujące dokumenty

Jeden z szefów BBC Clive Edwards ujawnił, że dziennikarze „Panoramy” otrzymali kompromitujące dokumenty w październiku i od tego czasu je sprawdzali. – Niektórzy twierdzą, że lepiej byłoby wyemitować program po głosowaniu, ale z pewnością nonsensem byłaby sytuacja, że choć wiesz, iż wybór [gospodarza mistrzostw] może być wadliwy, to nic z tym nie robisz, dopóki to się nie stanie – stwierdził Edwards w rozmowie z BBC Radio 4. – Uważam, że w interesie wszystkich leży sprawiedliwy wybór i ujawnienie korupcyjnych praktyk.

Media uważały, że w uczciwej walce Wyspiarzy nie można pokonać. Angielscy działacze piłkarscy byli bardziej powściągliwi, bo dużo lepiej znali układy panujące w FIFA. Szef komitetu walczącego o mundial Andy Anson mówił, że jest rozczarowany terminem emisji materiału w „Panoramie”. On akurat znał realia FIFA i tłumaczył: – Jeśli ktoś z Komitetu Wykonawczego jest atakowany, inni też czują presję.

Kolejna angielska ofensywa dotyczyła ważnych osobistości. Do Zurychu, gdzie jest siedziba FIFA, przyleciał słynny piłkarz i celebryta David Beckham, który poprowadził ostatnią prezentację Anglików dla członków Komitetu Wykonawczego. Przylecieli też książę Harry i premier David Cameron, którzy za kulisami spotykali się z oficjelami FIFA i przekonywali do głosowania na Albion. Cameron rozmawiał nie tylko z Blatterem, ale też między innymi z Jackiem Warnerem, wpływowym szefem Konfederacji Piłkarskiej Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów. – To jest nasz czas – mówił Beckham. Pytany przez dziennikarzy o zarzuty wobec członków Komitetu Wykonawczego odpowiedział: – Myślę, że możemy wierzyć ich wyjaśnieniom.

Rosyjska taktyka

Media na Wyspach były pełne optymizmu. Przypominały, że Anglia, jeśli chodzi o infrastrukturę sportową, jest nie do pokonania i że po 52 latach przerwy zasłużyła na mundial. Porównywały finalną prezentację do świetnego wystąpienia Sebastiana Coe w 2005 roku. Jeden z najlepszych biegaczy w historii tak zauroczył Międzynarodowy Komitet Olimpijski, że ten przyznał Londynowi letnie igrzyska w 2012 roku.

Rosjanie tymczasem zastosowali zupełnie inną taktykę. Sprytną. Władimir Władimirowicz Putin też miał być wtedy w Zurychu, ale po programie BBC odwołał wylot do Szwajcarii. – Chciałem tam być, ale w tej sytuacji zrezygnowałem, by [członkowie Komitetu] mogli podjąć decyzję bez żadnej presji z zewnątrz – mówił rosyjski premier dzień przed głosowaniem. I podkreślał przed telewizyjnymi kamerami: – Ostatnio obserwowaliśmy z rozczarowaniem brudną kampanię przeciwko członkom Komitetu Wykonawczego FIFA. Zostali obrzuceni błotem. Takie metody rywalizacji są całkowicie nie do przyjęcia.

Tajne głosowanie

Był 2 grudnia 2010 roku, około godziny 13, gdy w siedzibie FIFA w Zurychu – jak na papieskim konklawe w wersji Dana Browna – zatrzasnęły się drzwi jednej z sal. W środku znalazło się 22 członków Komitetu Wykonawczego. Zasady były proste – mundial zdobędzie ten kandydat, któremu uda się dostać co najmniej 12 głosów. I po każdej rundzie odpadają najsłabsi. A głosowanie jest tajne – nie wiadomo, kto kogo poparł, jeśli ktoś sam tego nie ujawni.

O mistrzostwa 2018 roku walczyły: Anglia, Rosja, Hiszpania razem z Portugalią i Holandia wraz z Belgią. O imprezę w 2022 roku przede wszystkim Katar i USA, choć w grze były jeszcze: Australia, Japonia i Korea Południowa. To dlatego w Szwajcarii zjawił się były prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton, który namawiał do poparcia amerykańskiej kandydatury.

Zza zamkniętych drzwi wypływały skąpe informacje, a ochroniarze przeganiali spod sali wścibskich dziennikarzy. Pierwsze wieści z głosowania miały się pojawić około godziny 16. Ale już po godzinie hiszpańskie media zaczęły plotkować, że w decydującej rozgrywce pozostały już tylko Hiszpania z Portugalią oraz Rosja.

O 15.36 James Pearce z BBC puścił jednak tweeta: „Źródło w FIFA powiedziało mi, że głosowanie wciąż trwa. Ogłoszenie wyników zapewne się opóźni”. O 16.03 coś drgnęło. Tym razem tweetował Graham Wahl z amerykańskiego magazynu „Sports Illustrated”: „Delegacja z Kataru ściska sobie dłonie i robi niedźwiadki z niektórymi głosującymi. Hmmmmm...”. Dwie minuty później tweetuje BBC: „Michela Platiniego widziano w audytorium. To oznacza, że głosowanie się zakończyło”.

Platini był wówczas szefem Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA), a wcześniej, rzecz jasna, znakomitym piłkarzem. Wywalczył z Francją mistrzostwo Europy w 1984 roku, a z Juventusem Turyn najważniejsze trofea klubowe. Potem wziął go pod swoje skrzydła Blatter. I uczynił doradcą, wprowadzając na futbolowe salony.

Niedowierzanie Anglików

Dumny Albion nie tracił nadziei. Jeszcze o 16.12 szef działu sportowego „Guardiana” Sean Ingle twierdził, że bukmacherzy obstawiają zwycięstwo Anglii. Ale o 16.17 Owen Slot z „The Times of London” zakończył sprawę: „Anglia odpadła w pierwszej rundzie. Wieści z samego środka”. To była prawda, w którą Anglikom trudno było uwierzyć.

Kwadrans później w siedzibie FIFA Blatter zaczął oficjalną przemowę, w której miał zdradzić, kto będzie gospodarzem mundiali w 2018 i 2022 roku. – Ta gra to coś więcej niż tylko kopanie piłki. Futbol uczy nas wygrywać, i to jest przyjemne, ale futbol uczy nas też przegrywać, i to przyjemne już nie jest – mówił szef FIFA, zanim otworzył kopertę z nazwą gospodarza mistrzostw świata. – Tak więc zwycięzca walki o mundial w 2018 roku jest tylko jeden, trzej inni kandydaci wrócą do domu, myśląc: „Jaka szkoda”.

Gdy w końcu otworzył kopertę i powiedział „Panie i panowie, miło mi ogłosić, że gospodarzem mistrzostw świata w 2018 roku będzie Rosja”, kilkuosobowa rosyjska delegacja oszalała z radości. Roman Abramowicz, wicepremier Igor Szuwałow i wielka gwiazda lekkoatletyki Jelena Isinbajewa, caryca skoku o tyczce, rzucili się sobie w ramiona, krzyczeli i bili brawo. Chwilę potem, już ze sceny, Szuwałow stwierdził: „Drodzy członkowie Komitetu Wykonawczego, przyjaciele, chcę was zapewnić: nie będziecie żałować tej decyzji. Razem tworzymy historię”. W dłoniach trzymał puchar, który dostaje zwycięzca każdego mundialu.

Szokujące dla Anglików były dane o samym głosowaniu upublicznione potem przez FIFA. Wyspiarze odpadli już w pierwszej rundzie. Otrzymali... dwa głosy! Rosjanie już wtedy prowadzili z siedmioma głosami, o dwa mniej mieli Hiszpanie z Portugalczykami. W drugiej rundzie było już po sprawie – Rosję poparło 13 osób, Hiszpanię i Portugalię siedem, a Holendrów i Belgów – dwie.

W przypadku gospodarza mundialu w 2022 roku potrzeba było aż czterech rund. Ostatecznie Katar, który wygrywał na każdym etapie, ale bez bezwzględnej większości, dostał 14 głosów, a USA – osiem.

Brytyjska prowokacja

Najciekawsze jest to, że tamto głosowanie w grudniu 2010 roku w ogóle nie powinno się odbyć. Przecież 24-osobowy Komitet Wykonawczy FIFA został zdekompletowany, bo zanim Anglicy przystąpili do blitzkriegu, wykonali rozpoznanie bojem. Kilka tygodni przed zjazdem w Zurychu brytyjska gazeta „Sunday Times” zorganizowała prowokację.

Dziennikarze udający amerykańskich lobbystów próbowali kupić poparcie od Nigeryjczyka Amosa Adamu i Reynalda Temarii z Tahiti, szefa Piłkarskiej Federacji Azji i Oceanii. Pierwszy chciał 0,5 miliona, drugi – 1,5 miliona funtów w zamian za głosowanie tak, jak potem mieli o to poprosić rzekomi biznesmeni. Sześciu innych – byłych i obecnych – działaczy FIFA zapewniało „lobbystów”, że łapówki to najlepszy sposób na wygranie walki o mundial.

Adamu i Temarii zostali zawieszeni, w głosowaniu nie wzięli udziału. Inni działacze bardziej niż na krytykowaniu kolegów skupili się na atakowaniu dziennikarzy. Po latach okazało się, że w korupcję mogła być zamieszana nawet połowa ówczesnych członków Komitetu Wykonawczego. Po przeprowadzeniu wewnętrznego dochodzenia, do którego wynajęto amerykańskiego prokuratora Michaela J. Garcię, przyznała to sama FIFA. „Teraz jest jasne, że wielu członków Komitetu Wykonawczego nadużyło stanowisk i sprzedawało swoje głosy przy wielu okazjach” – oświadczyła w 2016 roku światowa federacja.

Ale i Anglicy nie byli zupełnie czyści. Przed kluczowym głosowaniem w Zurychu proponowali – oczywiście za zamkniętymi drzwiami – rozegranie towarzyskich spotkań z reprezentacją Tajlandii. Angielski zespół i angielska liga są w Azji niezwykle popularne. Dla Tajlandczyków byłoby to wielkie wydarzenie, a dla tamtejszego związku okazja do zarobienia na transmisji. Za propozycją stała jednak sugestia – obiecajcie, że nas poprzecie, to przyjedziemy do was z reprezentacją.

Tak się składa, że szef tajlandzkiego związku piłkarskiego Worawi Makudi był wówczas członkiem Komitetu Wykonawczego FIFA. Do rozegrania meczu Tajlandii z Anglią nie doszło, ale działania Wyspiarzy prokurator Garcia ocenił surowo: „To była forma łapówki”.

DOSTĘP PREMIUM